Ficnerski. Stan literatury: Wrocław. Część II

Ficnerski. Stan literatury: Wrocław część II

Dochodzę do wniosku, że zbyt wiele czasu spędzam w hotelach. W Lipsku ponad 2 lata pracowałem jako nocny recepcjonista (Sicherheit Nord) i była to najlepsza praca, jaką miałem. Nawet za nią teraz trochę tęsknię, będąc oficjalnie bezrobotnym, szlajając się po mieście, nawiedzając wydarzenia literackie. Próbując coś zbudować w tym miejscu wczesnych smutków. Właściwie nie wiem, co się ze mną stało. Ostatnie 2 lata to regularne wizyty w bibliotece, fizyczna dyscyplina i totalna obsesja na punkcie MMA. Potem pierdolony lockdown. Myślałem o sobie jako o ukształtowanym, dojrzałym facecie. Obecnie jestem karykaturą siebie z czasów nastoletnich.

Zobacz także: Szczerość aż do bólu. Pisarze nie są już potrzebni. Krytyki literackiej w Polsce już nie ma i być może nigdy nie będzie.

Marcin Lenartowicz — trzy wiersze

Marcin Lenartowicz. Urodzony w roku kota. Astygmatyk. Z natłoku myśli, których nie jest w stanie sam udźwignąć, stworzył sobie w głowie drugą osobę — Jagodę Mornacką — nie wpoadł tylko na to, że ona również będzie pisać wiersze. Więc gdzieniegdzie możecie również trafić na niego pod takim podpisem. Prywatnie — przynajmniej taką ma nadzieję — ukochany wujek trzech cudnych dziewczynek i jednej, dorosłej już kobiety.

Tak sobie chodzi Miszczu po sopockim molo

RYSZARD „SIDOR” SIDORKIEWICZ -- proza

RYSZARD „SIDOR” SIDORKIEWICZ „Małe prozy o wielkim Miszczu”

Zza pazuchy wyjął reklamówkę. Żółtą, z „Biedronki” chyba. W reklamówce była butelka w biały papier owinięta. Wyglądała jak kobieta w papierowej sukni. Powoli ją rozbierał, wolno, wolniuteńko, jak najczulszy kochanek…

To nie są czasy błyszczących poetów

Karol Maliszewski: To nie są czasy błyszczących poetów

Do krytyki przyszedłem z poezji. I chyba nigdy mnie ten poetycki, osobisty punkt widzenia nie opuści. Jako poeta piszę o poecie (poetce), każdy wiersz biorę do siebie, przez siebie przepuszczam. Porusza albo nie porusza, prosta sprawa. Subiektywne to moje krytycznoliterackie pisanie, nic na to nie poradzę. Szukam czegoś, co mnie na nowo otwiera, co dla mnie jakoś brzmi, co odkrywa mnie dla siebie, co przełamuje bądź ryzykuje. A może przy okazji inni się załapią, jacyś duchowi pobratymcy. Po latach dodałem do tego oczytanie, wiedzę, wytrwałe studia. Ale nawet ten akademicki balast nie zdusił pierwotnej intuicji. Nią się posługuję czytając tomik, jej zawierzam. Ona mi podpowiada, czy to jest odkrywcze, intrygujące, pomysłowe. O takich rzeczach piszę, gdy czuję z nimi więź. Inne pomijam.

Emoralni*