Stan literatury: Wrocław

Styczeń – Maj 2022

1.

Od jakichś 6 miesięcy myślę o powrocie do Polski. Obmyślam plan za planem i z każdego rezygnuję. Wreszcie życie w Niemczech robi się dystopijne, całkiem niedorzeczne, z Lipska przywozi mnie ojciec i 4 godziny później znajduję się w małej wsi pod Wrocławiem. Wracam po 10 latach spędzonych za granicą. Powód to sprawy literatury i pewna wariatka, od której nie potrafię się uwolnić.

Jest styczeń i mieszkam u rodziców. Mam euro na koncie, ale wkrótce się skończą, mój czas jest ograniczony. Chodzę po mieście i obserwuję. Wszystko sobie dokładnie przeanalizowałem. Strukturę ulic, alejek, całego środowiska.

Mam na myśli literacki entourage. Zakochanych w sobie, słodzących sobie, rozkapryszonych ludzi pióra, do których wkrótce będę się zaliczał.

Chodzę po mieście i obserwuję. Poza inicjatywami mojego wydawcy (PWD), dzieje się niewiele. Mamy początek roku. Do drugiej połowy lutego (wybuch wojny) odbywają się dwie edycje salonu papieruwdole (Księgarnia Hiszpańska), które składają się na dyskusję i open mic. Po dwóch edycjach znamy swoje teksty na pamięć, jesteśmy dość hermetycznym środowiskiem. W kwietniu będzie miało miejsce większe wydarzenie (Tajne Komplety) i pierwszy udany stream. Niemal udany, bo gdzieś w połowie upada statyw i nikt nie chce go podnieść. To już czwarty raz jak występuję w roli prowadzącego. Jestem bezczelny, złośliwy, sceniczny. Wydarzenie, które zorganizowałem cechuje się zwiększoną różnorodnością.

Zobacz także: Jest prozaikiem. Mieszkał w Lipsku. Po eksperymentowaniu z dykcją wraca do prostej frazy. Prosto z mostu i prawdopodobnie zbyt dużo Bukowskiego. Skłoty, szare myszki i wizje śmierci, które odmieniają życie.

Kilkanaście dni wcześniej ma miejsce redakcja mojej książki poetyckiej. Wszystko zaczyna się od zakrapianego alkoholem wieczoru w Positive Day (knajpa pod nasypem), nosi nazwę “Spotkanie taktyczno-poetyckie” i zostało nakręcone przez mojego wydawcę. Siedzimy, pijemy, czytamy swoje wypociny. Po północy mój wydawca udaje się na Dworzec Główny z zamiarem powrotu do Oleśnicy, pociąg nie przyjeżdża, więc zabieram go taksówką do domu moich starych pod Obornikami. Żeby dostać się do mojego pokoju i ulokować mojego wydawcę w kanciapie obok, musimy przejść przez sypialnie mojej matki. Rano mój ojciec sprawia wrażenie niezadowolonego. Zaczynamy redakcję mojej książki, co oznacza ustalenie konspektu i okładki. Potem mój ojciec odwozi nas do Oleśnicy.

VICTOR FICNERSKI opowiadania
Wrocław 2021. Spacer poetów: Victor Ficnerski, Kamil Figas (w rogu). Foto: Julia Krylova

Siedzimy u mojego wydawcy i obdzieramy projekt z tłuszczu. Z 42 tekstów zostaje 30, potem 26 (jeden na uwzględnionej w spisie treści “kopercie stanowiącej integralną część książki”). Później idziemy pić do jakiejś zapyziałej knajpy udającej pub. Gadamy jak najęci. Mój wydawca jest cholernie oczytany i posiada gust podobny do mojego. Czuję się całkiem nieźle. Chyba nawet nie żałuję powrotu do kraju.

Następny dzień to umieranie do południa, internetowe szachy i bardzo konkretna i sprawna redakcja. Ostatecznie jestem zadowolony. W ogóle nie sądziłem, że z tych tekstów da się jeszcze coś wyciągnąć. Dzień trzeci to korekta, jakiś obiad w innej knajpie i powrót do Obornik. Jestem wykończony, przepity, przepocony. Kilka dni później pokłócę się z ojcem, prawie się na siebie rzucimy, zerwę z wariatką i zacznę pracować nad jej książką.

Slide 1

27 luty, 2018

Nie był łatwym rozmówcą, ponieważ od słów woli czyny i otacza go aura nieokreślonej tajemniczości. To artysta, który od początku konsekwentnie podąża swoją własną, artystyczną drogą.


2.

Pod koniec kwietnia ma premierę W tym mieście. Zbieramy się w podwórzu na Pułaskiego, dostaję swoje 20 egzemplarzy, po czym zmywamy się do baru pod nasypem i sprzedaję 5 albo 6. Potem ma miejsce to całe spotkanie z H., moim kumplem z Połowu Biura Literackiego, z którym wraz z wariatką nieźle się dogadujemy. Wariatka stoi ze mną na Dworcu Głównym, przeskakuje z nogi na nogę i jest bardzo dziewczęca. Nieudolnie próbuję skonfigurować sprzęt, ustawić gimbala i zgrać całość w czasie. W końcu nadchodzi H. i wpycham mu kilka pocztówek z wierszem za 5 zł, które wydrukował dla mnie mój wydawca. Chwilę później zasypuję go pytaniami, które mam zapisane na kartce. Sprawą najbardziej nie dającą mi spokoju jest jego fryzura. Pytam, czy nie romansował z Kryszną. Odpowiada, że nie. Tłumaczy wszystko jakimś eksperymentem i historią o Basquiacie. Następnie siedzimy w knajpie pod nasypem i wałkujemy wszystkie pytania od nowa. To nasz pierwszy film i nie mam zbyt dużych oczekiwań. Po prostu lecę na żywioł. Pytam H. o dietę. Odpowiada że Vege, nie Vegan, zbyt mało śniadań i zbyt dużo chleba. Wracamy do wspomnień z Połowu i się rozchodzimy. Właśnie spłynął hajs z Patronite’a i zamierzam się upodlić. Opycham kilka pocztówek po 20 zł.
Stale próbuję złowić większą liczbę patronów. Obecnie oferuję 9 progów miesięcznej subskrypcji [Patronite/Ficnerski].

  • 5 zł — podziękowanie na fb
  • 12 zł — jeden wiersz miesięcznie
  • 22 zł — jeden wiersz miesięcznie w wersji audio
  • 32 zł — wiersz mojego wydawcy na budzik bądź komunikat niedostępności abonenta
  • 42 zł — proza na zamówienie bądź redakcja do 10 wierszy miesięcznie
  • 52 zł — egzemplarz mojej książki z imienną dedykacją oraz audiobook
  • 82 zł — redakcja projektu książki
  • 202 zł — występ w dowolnym polskim mieście bądź zepsucie dowolnej imprezy
  • 666 zł — zaprzedanie duszy
  •  
    3.

    Pod koniec miesiąca prowadzę wieczór autorski z poetką J. (Tajne Komplety) i idzie mi fatalnie. J. jest bardzo oporna. Niechętnie odpowiada na pytania i utrzymuje, że sama zorganizowała całe spotkanie. Postawiłem wydarzenie i ustaliłem szczegóły z księgarnią, wypromowałem, zrobiłem stream, zleciłem zdjęcia, obrobiłem je i udostępniłem. Poprowadziłem licytację, przyjąłem płatności na konto zrzutki PAPIERU ŚCIERNEGO (o tym za chwilę) i mimo wszystko 120 zł, które wziąłem od J., jest dla niej równoznaczne z wyłudzeniem.
    Sprawa finansów w ogóle nie ma się najlepiej. Większość pism nie płaci, jeśli ktoś płaci za czytanie to mało, a za wieczory autorskie płacą nieliczni. Rozumie się samo przez się, że robimy pro bono, na zasadzie przysługi za przysługę lub całkiem za frajer. Konsensus głosi: z poezji nie wyżyjesz, z prozy też nie, chyba, że masz nazwisko i jesteś takim Pilchem albo Tokarczuk.

    W ogóle w tym środowisku za dużo się narzeka. Występuje za dużo chorób psychicznych, dysfunkcji i zaburzeń. Alkoholizm jakby ostatnio był mniejszy, a drinki smakowały lepiej. W PRL-u alkoholizm był gorszy, ale zarobki większe.

    Tak czy inaczej powoli zaczynam tracić kontrolę. Do głosu dochodzi moja 3. osoba i nie dopuszcza 1. To schemat, który wykańcza każdą gwiazdę rocka. W maju czytam na Silesiusie, gdzie dla odmiany płacą 150 zł na rękę. Ponownie: jestem głośny, bezczelny, sceniczny. Wykrzykuję 10 tekstów w 6 minut i opadam z sił. W efekcie nie docieram na konkurs Wojaczka. W 13.05 organizuję pierwsze wydarzenie pod nową banderą. PAPIER ŚCIERNY. Oficjalnie ma to funkcjonować na zasadzie kolaboracji z wydawnictwem PWD, ale tak naprawdę chcę mieć coś własnego. Swoje teksty czyta 7 świetnych poetów, jakiś menel przygrywa industrial na radyjku, stream jest udany, a efekt psuje jedynie nieco zbyt głośny wiatr. Płacę wszystkim 70 zł ze zrzutki, żeby mieli na flaszkę, piwo albo pociąg do Niemiec. Kilka dni później siedzę w Prozie z moim wydawcą, jego dziewczyną i upijamy się do nieprzytomności. Robię sobie wrogów, sprzedaję i podpisuję kilka książek. To tak cholernie miłe. Tak długo na to czekałem.

    Reszta maja to trzy nakładające się na siebie redakcje. Mamy poetkę M&M (zlecenie, które dostałem od mojego wydawcy chyba tylko dlatego, że jemu się nie chciało). Mamy moją wariatkę. I mamy poetę po debiucie, D., który płaci mi 400 zł za zredagowanie projektu. Najgorzej idzie z M&M. To znaczy z początku idzie gładko, ale później odrzuca ustalone zmiany i grzebie w pliku wysłanym do składu. Korekta męczy się z plikiem gotowym dla drukarni. Jest koniec maja i tracę kontrolę.

    Czerwiec zapowiada się równie agresywnie.

    Victor Ficnerski (1990) — publikował w Wyspie, Fabulariach, EleWatorze, Afroncie, Arteriach, Cegle, Czasie literatury, Ricie Baum. Fragmenty mikropowieści w książkach “Dzieci wolności. Antologia przełomu” i „Przewodnik po zaminowanym terenie 2″. Debiutuje tomikiem “W tym mieście” (Wydawnictwo papierwdole, 2022). Mieszka we Wrocławiu.
    Foto na stronie głównej: Mirka Szychowiak. Więcej: Patronite.pl | Papierwdole | Instagram.com

    4 odpowiedzi na “Stan literatury: Wrocław”

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Emoralni*