Patetyczny dramat sceniczny

Wiktor Gołuszko

WIKTOR GOŁUSZKO Hieros Gamos czyli Święte Gody — fragment dramatu

Hieros Gamos czyli Święte Gody, fragment odsłony 6

OSOBY
(występujące w tym fragmencie)

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH – wieszcz, rapsod, bard. Charyzmatyczny, pełen natchnienia, ognia, bohaterstwa, dążenia, żarliwości. Długi, aksamitny płaszcz koloru indygo, pokryty złotymi gwiazdkami; na plecach wyhaftowana złota lira. Pełen czci dla swego Nauczyciela.

JOANNA D’ARC (w tym fragmencie tylko głos)

SANITARIUSZE – dwóch sanitariuszy ubranych w długie, zielone fartuchy do kostek i czepki.

ZESPÓŁ MUZYCZNY
Fortepian, kontrabas, wiolonczela, skrzypce. Ubrani w brokatowe, uwspółcześnione królewskie szaty, kreacje najwyższego lotu.

MASA KRYTYCZNA
Ubrani w czapeczki i pasiaki, tak jak więźniowie obozów koncentracyjnych, lecz te paski na ich ubiorach są w istocie kodem kreskowym. Ten detal nie może pozostawiać wątpliwości dla widza. W scenach, w których to możliwe niosą razem duży transparent: Jesteśmy 99%.

LUDZIE BEZDOMNI
Przyodziani w odpowiadające ich byłym zawodom czy funkcjom społecznym ubrania, nieco sfatygowane.

OGNISTY PTAK – Indianka. Pełna szlachetności i godności w postawie, ubrana jak na obrazach Night Messenger czy Keepers of the sky Charlesa Frizzella.

PRIMUM NON NOCERE – lekarka. Wystający z kieszeni kitla, zwinięty stetoskop.

GIORDANO BENVENUTO – naukowiec-mistyk, specjalista od wolnej energii. Syntetyzuje wiele dziedzin: fizyka, filozofia, alchemia, biologia, archeologia, historia, astrologia i inne.

PINA TUBO* – zakonnica (pseudonim klasztorny znanej śpiewaczki kabaretowej Tiny Pubo). Ogromny kornet na głowie. Ubrana u góry jak siostra zakonna, od pasa w dół zaś, jak dziewczyna z kabaretu: stringi, kabaretki i szpilki.

KRAK A TAU** – ksiądz (miano kościelne, jakim się posługuje od chwili przyjęcia święceń kapłańskich były hodowca byków: Track a Cow). Sutanna, intensywnie czerwone buty. Na plecach napis: KSIĄDZ  (tak jak u policjantów).

MILAGRO A JAR*** – proaktywna prostytutka (w jej żyłach płynie królewska krew, jej przodkiem był nie kto inny, tylko sam Raja Mila Gor). Dojrzała kobieta przy kości, ucharakteryzowana, jak dziewczyny z ulicy St. Denis, przerysowany makijaż.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD – terapeuta holistyczny, gej. Wysoki, przystojny, ubrany i ostrzyżony trendy, markowe okulary, kilkudniowy zarost.

NIP PESELKOPF – wojskowy. Mundur, bez czapki.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ – żelazny kacerz, dysydent oficjalnej wersji rzeczywistości. Nieprzewidywalny, może głupi, może szalony, może świadomie szalony – nie wiadomo. Powiada o sobie, że posiada dyplom z Oświecenia, że obronił doktorat z nicości i że jest ograniczony jak prędkość światła. Ubiór – z tyłu spodnie i bluza w kolorowe romby, jak u arlekina; z przodu – jasne tło tkaniny pokrywają złociste pięcioramienne gwiazdy wielkości dłoni. Na głowie – kukla (błazeńska czapka z dzwoneczkami).

MONTESKIUSZ (w tym fragmencie tylko głos)

….
(*) Pinatubo – czynny wulkan na Filipinach. Erupcja w 1991 roku spowodowała śmierć około 800 osób.
Pubo zaś jest przedrostkiem wywodzącym się z łacińskiego słowa pubis – okolica łonowa.
(**) Krakatau – wyspa znajdująca się w Indonezji; aktywny wulkan. W 1883 roku miała miejsce jedna z największych erupcji wulkanu (i katastrof żywiołowych w ogóle) w dziejach ludzkości. W wyniku erupcji zginęło około 40 000 ludzi.
Tau – grecka litera, której forma przypomina krzyż. Krak a Tau można odczytać jako Krak od Krzyża lub też Krak z Krzyża (taką dawniej pisownią się posługiwano, by określić miejsce pochodzenia danej osoby  przykładem: Tomasz a Kempis = Tomasz z Kempis).
Track a Cow (ang.) – ścigać, osaczyć krowę.
(***) Milagro (hiszp.) – cud; a jar (ang.) – słój, dzban. La jarre (fr.) – gliniany dzban; ajar pisane razem (ang.) – rozchylony, półrozwarty. Z kolei w języku polskim jar (z tureckiego – przepaść, rozpadlina) oznacza dolinę i może przywodzić na myśl wyżłobiony w Ziemi kielich – symbol kobiecości.  W staropolskim słowem jar określano też wiosnę. Tak więc Milagro a Jar można odczytać jako: Cud z Jaru, Cud Kobiecości ale też: Rozchylony Wiosenny Cud. Skądinąd JAR czytane na wspak daje: RAJ.

„Aby rozwiązać definitywnie kwestię socjalną, zaproponowali, by podzielić ludzkość na dwie nierówne części. Jedna dziesiąta otrzyma absolutną wolność i nieograniczoną władzę nad dziewięcioma dziesiątymi, którzy będą musieli utracić swą osobowość i stać się w pewnym sensie trzodą”.
Fiodor Dostojewski, Biesy

„W republikach polityką dawną i wypróbowaną jest pozwalanie narodowi na to, by przysnął w świętowaniach, w spektaklach, w luksusie, w przepychu, w przyjemnościach, w próżności i uległości ; pozwalanie mu na to, by wypełniał się pustką i delektował błahostkami ;  jakichże wielkich przedsięwzięć nie dokonuje despota poprzez taką pobłażliwość”.
La Bruyère, Charaktery

„Powrócę; i będę milionami”.
Spartakus

Wieczór. Grupa Ludzi Bezdomnych. Na podłodze, od wrót do rampy rozciąga się replika labiryntu z Chartres. Labirynt jest lekko podświetlony (np. może być wykonany na plastikowej płycie). Nad sceną ekran do projekcji.
W głębi sceny, z lewej – kontener na śmiecie. Tu i ówdzie porozkładane kartony, krzesło. W centrum labiryntu: koksownik (metalowy kosz z żarzącymi się węglami), wokół którego gromadzą się Ludzie Bezdomni i Męczysław Mięsoduch. Niektórzy ogrzewają dłonie nad koksownikiem.

Na ekranie pojawiają się, poparte komentarzem zdjęciowym lub  filmowym wiadomości: Oblicza Wzrostu. Wiadomości przygotowane podobnie jak telewizyjne, rozpoczynają się charakterystyczną, krótką czołówką. Przy rozwinięciach każdego tytułu, ekran za plecami prezentera pokazuje nagłówek (wytłuszczony w tekście) i adekwatne do poruszanego tematu zdjęcia czy fragment reportażu.

OBLICZA WZROSTU
Dobry wieczór państwu. Oto nasz cykliczny serwis informacyjny: Oblicza Wzrostu.

ZE ŚWIATA
Triumf światowych oligarchii – najwyższy w historii poziom wydatków na zbrojenia. 

Jak podaje SIPRI (Stockholm International Peace Research Institute), państwa świata wydały w 2009 roku na cele militarne ponad 900 miliardów euro. W 2012 wydatki przekroczyły kolejny próg i wyniosły 1337 miliardów euro. Wojna, którą USA wypowiedziały terroryzmowi sprawiła, że światowe wydatki na zbrojenia osiągnęły najwyższy poziom w historii. W swoim roczniku o zbrojeniu i rozbrojeniu SIPRI podaje, że światowy handel bronią wzrósł od roku 2002 o 50 procent. Według najnowszego raportu organizacji BICC (Bonn’s International Center for Conversion), która zajmuje się kontrolą handlu bronią od roku 2005 do 2006 liczba wojen i konfliktów zbrojnych wzrosła z 91 do 111. Każdego dnia przeznacza się ponad 5 miliardów dolarów na wojny i przygotowania do wojen. Rządy są całkowicie podporządkowane militarnym lobby.
 
Wzrost cen żywności

  • Ceny żywności wzrastają nieustannie na całym świecie. Ceny podstawowych produktów, takich jak zboże, kukurydza, ryż podwoiły się a niekiedy nawet się potroiły. I proces ten przyspiesza się. Jak podaje agenda ONZ – obecne ceny osiągnęły najwyższy poziom od 21 lat.
  • Z notowań resortu rolnictwa wynika, w Polsce od końca czerwca 2010 do końca stycznia 2011, a więc w przeciągu zaledwie sześciu miesięcy – ceny żyta wzrosły o ponad 120%, a owca o 300%. Surowców tych brakuje na skalę globalną. Na rynku mamy niedobory praktycznie wszystkich zbóż. Rosja rozpoczęła sprzedaż zapasów interwencyjnych.
  • Światowe rezerwy zbóż są najniższe od czasów drugiej wojny światowej.

Wzrost liczby głodujących
Od 25 do 30 000 tysięcy dzieci umiera z głodu każdego dnia. Ponad 1 miliard osób cierpi z powodu niedożywienia. Ponad 3 miliardy żyje na krawędzi przeżycia, mając do dyspozycji niespełna dwa dolary na dzień. Każdego dnia, co ósmy człowiek kładzie się spać głodny.

Wzrost wydatków na reklamę
Według sporządzonego w 1988 roku przez ONZ Raportu o Stanie Ludzkości, współczynnik wzrostu wydatków na reklamę przewyższa obecnie współczynnik rozwoju światowej gospodarki o jedną trzecią. Oszacowania światowych wydatków na reklamę na rok 2013 wskazują na sumę przekraczającą 500 miliardów dolarów.

Bezprecedensowa w dziejach przepaść dzieląca bogatych i biednych, zanik klasy średniej
Na przestrzeni dwudziestego wieku różnica między biednymi a bogatymi stopniowo wzrastała, lecz w 1960 roku proces ten eksplodował. W 1990 roku, najbogatsi ludzie na Ziemi – około dwudziestu procent globalnej populacji – kontrolowało osiemdziesiąt dwa procent bogactw świata. Najbiedniejsi – którzy stanowią również około dwudziestu procent populacji – mieli dostęp tylko do jednej i cztery dziesiąte procenta bogactw.  Obecnie majątek ośmiu najbogatszych ludzi  – wyłącznie mężczyzn – jest równy temu, co posiada najbiedniejsza część ludzkości, czyli 3,7 mld osób.

​Zarobki najbogatszych również poszybowały wykładniczo w górę. Dyrektorzy przedsiębiorstw notowanych na giełdzie zarabiają dziś średnio 143 razy więcej niż ich pracownicy (w 1998 ten stosunek wynosił „tylko” 1 do 47)! Jest to wartość uśredniona – zdarza się, że stosunek ten wynosi 1 do 400 i więcej.
Według badań ekonomisty Paula Krugmana między rokiem 1979 – 1997 dochód średnio zamożnej rodziny  amerykańskiej wzrósł średnio o 9%, podczas gdy dochód rodzin najbogatszych wzrósł średnio o 140% !

Jak podaje Forbes, od 1985 do 2002, w skali światowej ilość miliarderów wzrosła od 140 do 476. Natomiast dochód 500 najbogatszych osób jest wyższy, niż 416 milionów najbiedniejszych obywateli razem wziętych. Według danych Federalnej Rezerwy 3% najbogatszych Amerykanów posiada 55%  bogactw kraju. We Francji, tylko w ciągu ostatniego (2013) roku 500 najbogatszych fortun wzbogaciło się o 25%.

Ekonomiści odnotowują, że podobną dysproporcję można było zaobserwować przed krachem giełdowym 1929 roku, także we Francji – przed rewolucją, czy też w Niemczech – przed wybuchem drugiej wojny światowej.
Porównując obrazowo sytuację obecną do czasów feudalnych: szerokość przepaści dzielącej bogatych i biednych wynosiła wówczas kilkaset metrów, obecnie wynosi ona kilkadziesiąt kilometrów!

Wykładniczy wzrost długu publicznego
Od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku nastąpił wykładniczy wzrost długu publicznego. W ciągu ostatnich dziesięciu lat dług publiczny w krajach wysoko rozwiniętych wzrósł dwa i pół raza. W Polsce, w latach 1995 – 2011, dług publiczny wzrósł o ponad 420%. (przedstawić wykresy dostępne w sieci)

Wykładniczy wzrost bezrobocia wśród młodych
Le Nouvel Observateur z 11 października 2013 cytuje pięć krajów, w których bezrobocie wśród młodych przekroczyło 50% w roku 2012. Są to: Bośnia, Macedonia, Serbia, Hiszpania, Grecja. W Chorwacji, Czechach, krajach nadbałtyckich i Polsce podczas kryzysu (2009 – 2012) bezrobocie podwoiło się.

Niemcy – lawinowe bankructwa gmin w najbogatszym kraju Europy
W Nadrenii Północnej – Westfalii, największym kraju związkowym Niemiec, co trzecia gmina zbankrutowała.

Rekordowe zbiednienie obywateli Wspólnoty Europejskiej
Z końcem 2013 zbiednienie Wspólnoty Europejskiej i regresja społeczna osiągnęły epokowe rozmiary. Wg obliczeń na rok 2011 wykonanych przez Eurostat i Parlament Europejski, w liczącej 500 milionów Unii:

  • 120 mln (24%) jest zagrożone prekariatem i wykluczeniem społecznym
  • 50 mln (10%) żyje w rodzinie, w której nikt nie pracuje
  • 43 mln (8,6%) nie ma środków, by się należycie pożywić
  • 4,1 mln (O.81%) jest bez dachu nad głową

Dziennik The Guardian podaje, iż we Wspólnocie Europejskiej jest obecnie (luty 2014) 4,5 miliona ludzi bez dachu nad głową. Jednocześnie 11 milionów mieszkań stoi pustych.

KRYZYS W GRECJI

W wyniku sytuacji kryzysowej bezrobocie w Grecji wzrosło do 30%, zaś bezrobocie wśród młodych sięga 60%. Średni zarobek Greka wynosi obecnie około 580 euro i stał się porównywalny ze średnim zarobkiem chińczyka zamieszkującego strefę miejską. Grecja została przez ekonomistów zdegradowana do pozycji krajów trzeciego świata.

Według Światowej Organizacji Zdrowia około 30% Greków nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Większość ośrodków zdrowia zamknięto, w samych Atenach zamknięto 7 szpitali, w praktyce – system opieki zdrowotnej ulega likwidacji. Przekłada się to między innymi na zwiększoną ilość zgonów. Śmiertelność wśród dzieci wzrosła o 43%, w  2012 roku w Grecji zmarło 120 000 ludzi. Jest to najwyższy wskaźnik śmiertelności od czasu zakończenia drugiej wojny światowej.

Kryzys objął wszystkie dziedziny życia społecznego: zgodnie z dyrektywami Troiki, grecka telewizja publiczna zamknęła swe podwoje, zwalniając 2650 pracowników, muzea zamykają jedne po drugich, zbieranie śmieci w miastach nie jest zapewnione, tysiące dzieci mdleje z niedożywienia podczas lekcji. Na ulice wyszło tam ponad pięćset tysięcy zdesperowanych ludzi, dając wyraz swemu oburzeniu.

By stawić czoła zadłużeniu, Troika zobowiązała Grecję do sprzedania zagranicznym inwestorom 110 swoich najpiękniejszych plaży.

W latach 1990 – 2009 poziom samobójstw w Grecji należał do jednego z najniższych w Unii Europejskiej. W pierwszych miesiącach kryzysu poziom ten wzrósł do 40%.

4 kwietnia 2012, mający 77 lat emeryt Dimitris Christoulas popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę przed greckim parlamentem na placu Syntagma.

PRZEMIANY W AMERYCE

Ubóstwo i bezdomność. W wyniku spekulacji finansowych wielu amerykanów straciło swoje kupione na kredyt domy i znalazło się na ulicy. Co 7,5 sekundy jakaś rodzina w USA jest wyrzucana z domu. W roku 2011, jedna trzecia domów sprzedanych w USA zostało skonfiskowanych przez banki. Powodem była niemożliwość terminowego spłacania rat przez ich właścicieli. Liczbę przejętych w ten sposób posiedzialności ocenia się na 907 000.
Sytuacja jest bezprecedensowa: powstają pierwsze namiotowe miasteczka i Ameryka zaczyna coraz bardziej przypominać kraje trzeciego świata. Ocenia się, że 46 milionów Amerykanów żyje w ubóstwie.

Wydatki na zbrojenia. Według oszacowań na rok 2013 USA wydało na obronność 682 miliardy dolarów – najwięcej na świecie i więcej niż 10 kolejnych państw razem wziętych.

Militaryzacja amerykańskich szkół. W ramach programu opatrzonego kodem: 1033, amerykański departament stanu wyposaża szkoły w karabiny M-16, wyrzutnie granatów i pojazdy MRAP (przeciwminowe pojazdy pancerne).

Więziennictwo. W USA, w ostatnim dwudziestoleciu, podczas gdy ilość wykroczeń pozostała na tym samym poziomie, ilość osób więzionych wzrosła czterokrotnie i przekracza obecnie dwa miliony osób. Więziennictwo stało się trzecim krajowym pracodawcą. W budżecie tego kraju przeznacza się dziesięć razy więcej pieniędzy na represję niż na pomoc socjalną.

Powstanie ludowe w Wisconsin. W dniu 12 lutego 2011 parlament stanowy w Wisconsin zajęło 1500 osób. W ciągu miesiąca setki tysięcy demonstrantów protestowało na ulicach przeciwko próbie cięć budżetowych i ograniczenia praw pracowniczych. Główne hasło protestujących to: „Mamy tego dość!” – chodzi o system, który zamiast spodziewanego dostatku przynosi długi i coraz większą zależność od elit.

Bankructwo rządów stanowych. Bloomberg donosi, że 46 rządów stanowych jest na skraju bankructwa lub już zbankrutowało.
Zadłużenie. Podczas ośmioletniej prezydentury Baracka Obamy amerykański dług publiczny wzrósł o 9300 miliardów dolarów i na początku 2017 roku wynosił 19.940 miliardów dolarów. Podczas jego kadencji Ameryka zadłużała się przeciętnie w tempie 130 milionów dolarów na godzinę każdego dnia. Udało mu się stworzyć tyle długu, ile 43 byłych prezydentów razem wziętych począwszy od Georga Washingtona w 1789 roku.

Światowa fala protestów.
Na całym świecie rośnie niezadowolenie wobec sytuacji kryzysowej wywołanej przez spekulacje bankowców i powiązanych z bankowcami środowisk politycznych. Doprowadziły one do niespotykanego w skali Planety transferu bogactwa od warstw ubogich i średnich do wąskiej grupy finansowych elit. Fale protestów objęły Hiszpanię, USA, Tunezję, Portugalię, Quebec, Ukrainę, Islandię, Grecję, Argentynę i inne kraje.

WIADOMOŚCI KRAJOWE
Ponad sześćdziesiąt procent Polaków żyje poniżej minimum socjalnego

  • Postępuje pauperyzacja społeczeństwa. Ponad sześćdziesiąt procent Polaków żyje poniżej minimum socjalnego. Co trzecia polska rodzina zalega z czynszem, co dziesiąta nie płaci wcale – wynika z danych GUS. 11 procent Polaków jest w skrajnym ubóstwie, za które uważa się poziom dochodów pozwalający zaledwie na przeżycie, bez realizowania innych potrzeb. Beneficjentami wzrostu gospodarczego są głównie elity polityczne, przedsiębiorcy oraz wyżsi urzędnicy administracji państwowej i samorządowej.
  • W 2013 roku na terenie całej Polski przeprowadzono przeszło 8,5 tys. eksmisji. Niemal jedna trzecia zmuszonych do przeprowadzki nie otrzymała lokalu socjalnego. Ludzie ci pozostali bez dachu nad głową lub byli zdani na schroniska i noclegownie.
  • W 2013 do sądów wpłynęło ponad 4,8 tys. wniosków o upadłość firm, czyli blisko 12% więcej niż w roku poprzednim.
  • Rekordowa liczba gangów na terenie Polski. Jak podaje CWŚP w 2014 działało w kraju 920 zorganizowanych grup przestępczych, ponad trzy i pół raza więcej niż dekadę wcześniej.
  • Według analiz przeprowadzonych przez Eurostat – Polacy są najbiedniejszym społeczeństwem w Unii Europejskiej.
  • W ciągu kilku ostatnich lat dług publiczny wzrósł z kwoty 537 miliardów zł do prawie 1 biliona zł, dług zagraniczny do kwoty 365 miliardów dolarów.

Był to nasz serwis informacyjny: Oblicza Wzrostu.

Otwierają się główne drzwi, na salę wchodzi Masa Krytyczna. Zachowują się głośno, jak manifestanci. Idą bojowo z  transparentami, sztandarami. Na sztandarach przekreślona reprodukcja Dolly Boy, biegnącego z walizeczką w bębnie dla gryzoni. Jeden z manifestujących niesie megafon, skandują razem.

MASA KRYTYCZNA
Szczyt to ludzkiej jest niedoli, skończyć jako człowiek-Dolly! (powtarzają kilka razy)

KRAK A TAU
Więcej, niż połowa ludności planety na krawędzi przeżycia! To tak, jakbyśmy wszyscy siedzieli na kraterze budzącego się wulkanu!

PINA TUBO
Aż cud, że dotąd nie wybuchł!

GIORDANO BENVENUTO
Korporacje niewątpliwie rozwijają gospodarkę, ale za jaką cenę?! Robią to kosztem masowych zwolnień i obniżania wartości pracy. Koncerny zamykają swoje fabryki i przerzucają produkcję na zagranicznych kontrahentów.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Zagranicznych kontrahentów! – Ta zgrabna nazwa kamufluje zazwyczaj fabryki potu w Tajlandii czy Malezji.

PRIMUM NON NOCERE
Albo niewolniczą pracę dzieci.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ sloganuje
Mocium konsumenci! W górę serca! Celebrujmy z animuszem nasze obywatelskie danie – przez rządy swoich krajów wygaszanie!

PINA TUBO
Żywimy się bólem i potem trzeciego świata.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Tym samym, sytuacja na rynku zatrudnienia ulega ciągłej degradacji i staje się coraz bardziej niepewna. Rekordowy rozwój gospodarczy nie przekłada się na wymierne korzyści dla szerokich mas.

PINA TUBO
Jak to się mówi: wolny rynek.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Raczej rynek zniewolenia i bankructwa. Nie znam ani jednego kraju, który przyjął zasady wolnego rynku i który by się na tym wzbogacił. Wszystkie kraje, które zastosowały wolnorynkowe reguły gry zmieniły się w zadłużone po uszy gospodarcze ruiny, wszystkie!

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ entuzjastycznie
Wśród śmieciowego zatrudnienia, igrzysk i zbytków mnoży się człowiek jednorazowego użytku!

PINA TUBO
Wolny rynek daje wolność: bogatym, by bogacili się bez końca i biednym, by umierali z głodu bez końca.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Raje podatkowe dla bogaczy, piekło fiskalne dla zwykłych chleba zjadaczy!

OGNISTY PTAK
Kapitalizm nigdy nie był systemem opartym na wolnym rynku, tylko na bezwzględnej monopolizacji i rządach pieniądza.

MILAGRO A JAR
Słyszeliście o tym bezrobociu, głodzie i zbiednieniu? Toż to włosy dęba stają!

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Żebyś wiedziała. Nawet łysym!

KRAK A TAU
Będzie nas tu niedługo o wiele, wiele więcej, tłumy całe.

OGNISTY PTAK
Siła i zdrowie plemienia czy wspólnoty mierzy się dobrostanem najsłabszego jej członka.

GIORDANO BENVENUTO
Najsłabszych członków jest dziewięćdziesiąt dziewięć procent i jak widać są w podłym stanie. Mamy globalną społeczną patologię.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Prawda jest taka, że instytucje europejskie skazują ludzi na masowe bezrobocie.

MILAGRO A JAR
Jak to skazują?! Przecież ich głównym celem jest właśnie walka z bezrobociem.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Jasne! Prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie! Taka ich walka, jak cała ta nowomowa, która arogancką oligarchię nazywa demokracją, rządami ludu! Pokaż mi, gdzie ten lud, który rządzi i ustanawia swe prawa! Wszyscy unijni aparatczycy to przyspawani od pokoleń do koryta megabogacze!

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Ograbili nas ze znaczenia słów, posługujemy się pojęciami bez żadnego pojęcia: korporacyjną uniformizację nazywamy demokracją, coraz większą liczbę regulacji i przepisów – zniesieniem kontroli, wszelkie odstępstwo od politycznej poprawności – językiem nienawiści, korupcję i łapownictwo – lobbingiem, ekonomiczny faszyzm – neoliberalizmem, masową indoktrynację – edukacją, imperializm i neokolonializm – globalizmem, nałogową, nie przebierającą w środkach akumulację kapitału – wolnością…

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Nie ma już wyzysku! Nie ma skrajnych nierówności! Jest nowy wspaniały świat – świat elastyczności!…

NIP PESELKOPF
Wprowadzenie militarnej tyranii i ludobójstwo zwie się teraz interwencjami pokojowymi czy humanitarnymi, zbrodniarzy wojennych nazywa się prezydentami, najemnych morderców – siłami specjalnymi, które już nie zabijają, lecz: neutralizują ludzi, eliminowanie ludności nazywa się kontrolą demograficzną lub stabilizacją populacji, zabijanie cywili – collateral damage, stratami ubocznymi, szczególnie niszczące bombardowania – uderzeniami chirurgicznymi…

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ „zachwyca się
Jakaż piękna, poetycka – chciałoby się rzec – metafora. Chirurgia, to przecież operacja, troska, wykwalifikowany personel medyczny, oddani lekarze… To już nie wojsko, ale służba zdrowia z dbałością zrzuca na ciebie bomby! Żeby cię na dobre wyleczyć – z życia! (do widowni) Każdy zdrowy na umyśle chciałby, żeby się nim tak troskliwie, chirurgicznie zaopiekowano, no nie?!

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Język uniemożliwia dziś myślenie, język stał się narzędziem naszego zniewolenia.

NIP PESELKOPF
Co do bezrobocia: instytucje europejskie skazują nas na bezrobocie, gdyż w pierwszej części konstytucji europejskiej uprawomocniono istnienie całkowicie niezależnego od elektoratu organu (co jest posunięciem antydemokratycznym), jakim jest Bank Centralny. Misja, naczelny zdeklarowany cel istnienia tego Banku jest jeden: walka z inflacją. A jest empirycznie udowodnione, że ta „walka” banków z inflacją przekłada się zawsze na spektakularne bezrobocie wśród najbiedniejszych warstw społecznych. Konstytucja europejska gwarantuje nam więc masowe bezrobocie!

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Eo ipso i expressis verbis, to mi działa maximum na nerwis.

GIORDANO BENVENUTO
Unia jest antydemokratyczna i aspołeczna. Powołała do życia instytucję, której jedynym celem jest wprowadzanie masowego bezrobocia i niskich zarobków.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Niskich dla maluczkich oczywiście. W ciągu ostatnich lat zarobki szefów przedsiębiorstw wzrosły kilkaset razy. Nie kilka! – Kilkaset!

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Poznasz drzewo po owocach. Unia wydała pozwolenie na mąki zwierzęce, które były przyczyną epidemii szalonych krów, wydała pozwolenie na zawartość oleju samochodowego w żywności, zabroniła oznaczania mięsa klonowanego, potroiła dozę cezu 136 dozwoloną w pożywieniu (żeby nie zmniejszać importu po wybuchu w Fukushimie). Widać jasno, jakie wartości przyświecają unijnym aparatczykom.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ do widowni 
Ja codziennie rano na czczo piję szklankę ropy naftowej, żeby przyzwyczaić organizm do unijnego jedzenia. Wy nie?

KRAK A TAU
Na bardzo ciekawym marginesie, zwróćcie uwagę na fakt, że wszystkie zrujnowane gminy, które zdecydowały się na tworzenie własnych pieniędzy zlikwidowały bezrobocie w kilka tygodni!

PRIMUM NON NOCERE
Przedsiębiorcy od zawsze dążą do jak największego bezrobocia, gdyż wtedy mogą zaniżać płace do minimum. Ludzie przestają być wybredni i akceptują byle jaką pracę za byle jaką płacę.

NIP PESELKOPF
Od czasów Hitlera i Mussoliniego, którzy likwidowali syndykaty zawsze chodziło o to samo: o jak najmniejsze zarobki pracowników.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ konwulsyjnie
Czyli o maksymalne zyski dla finansowych elit. Albo zysk, albo w pysk! Wzrost! Wzrost! No limits!

RAZEM
No future!

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD ironicznie
Jest jednak widoczny postęp. Teraz jest to zagwarantowane konstytucyjnie!

GIORDANO BENVENUTO
Nie ma żadnej konstytucji tylko zdradziecki orwellowski traktat broniący interesów oligarchicznej kliki. Na mocy artykułu 104 z Maastricht, który stał się potem artykułem 123 Traktatu Lizbońskiego tworzenie pieniędzy stało się wyłączną domeną banków prywatnych. Odtąd państwa są zmuszone pożyczać pieniądze od prywatnych bankierów i zwracać z horrendalnym oprocentowaniem.
Słychać chrobot z głośników, niektórzy na moment odwracają głowy – jakby szukając źródła hałasu – jednak po chwili kontynuują rozmowę.

MILAGRO A JAR
​Maastricht było początkiem zaprogramowanej śmierci narodów. W ciągu kilku lat za pomocą unijnych dyrektyw z byłych narodów utworzono zhomogenizowaną niewolniczą konsumencką papkę​ – bez demokracji, bez wartości, bez praw, bez granic, służącą tylko i wyłącznie potrzebom oligarchów.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Już sama objętość traktatu jest z gruntu niedemokratyczna: prawie 500 stron prawniczego dialektu! Kto ma czas i ochotę wgryzać się w ten gryps!?

PINA TUBO
Ta cała lichwa i jej mafijny mechanizm rezerwy cząstkowej, czyli tworzenia pieniędzy ex nihilo – z niczego stały się głównym narzędziem opresji stosowanym przez banki wobec rządów.

KRAK A TAU
I tak ekipy rządzące stały się zwyczajnymi pachołkami banksterów.

PRIMUM NON NOCERE
Odtąd też rozpoczął się wykładniczy wzrost długu publicznego, finansowego raka gospodarek.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH z troską
Jak świat długi, jak szeroki – rosną narody w długi, rosną w długi i robią boki.

NIP PESELKOPF
Jednoprocentowcy wypracowali sobie co najmniej trzy narzędzia masowej zagłady wolności: dług, głód i inwigilację. Poprzez dług i będące konsekwencją zadłużenia zbiednienie narody zrzekają się swojej suwerenności, a poprzez paranoiczne nadzorowanie życia prywatnego (wszechobecne kamery, kontrola wszystkich rozmów telefonicznych, projekty Prism i Echelon) Planeta stała się globalnym więzieniem bez murów i krat.

KRAK A TAU
Ziemia coraz bardziej przypomina globalny panoptykon.

MILGRO A JAR
Inwigilacja to jawne zaprzeczenie wolności.

OGNISTY PTAK
To nie rząd ma wiedzieć o obywatelach, lecz obywatele mają wiedzieć wszystko na temat poczynań swojego rządu.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ z udawaną dezaprobatą
Co wy wygadujecie?! Nie jesteście chyba zwolennikami teorii spiskowych!? Znaczy stuknięci, nierozgarnięci, mający nierówno pod sufitem. Telewizja działa, supermarkety i fastfoody są otwarte, wszystko jest cool, wporzo, spoko i fajniacho! Niech żyje nasze wyborne demokratyczne super ciacho!

NIP PESELKOPF śmieje się i reszta też
Znamy, znamy – to ostateczny argument tych, którym brak argumentów. Gdy nie chcą rozmawiać, jak równy z równym na niewygodne dla siebie tematy, wtedy co sił dmą w zardzewiałą trąbę teorii spiskowych.

PINA TUBO
Tani, prymitywny chwyt stosowany przez wypchanych pakułami jednomyślności, by zastraszać ludzi i powstrzymać nieuchronny proces wzrostu świadomości społecznej.

KRAK A TAU
Pomówienie o teorię spiskową jest od lat promowaną – i to w skali światowej – strategią zastraszania. Jeśli boisz się postawić właściwą diagnozę, nie możesz podjąć odpowiednich kroków w kierunku powrotu do zdrowia czy poprawy sytuacji. Obecny amalgamat rządowych elit i korporacji oraz prowadzona przez nich polityka jest spiskiem – spiskiem przeciwko wspólnemu dobru!

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Nie nazywając rzeczy po imieniu, odmawiamy sobie możliwości konstruktywnego działania i pozwalamy rządowym kryminalistom, socjopatom i psychopatom, by kontynuowali swój proceder.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Od samego początku celem kosztownego marketingu wokół tzw. budowania Europy było i jest niszczenie narodów Europy, cyniczne ich wywłaszczanie, pozbawianie ludzi suwerenności i skończenie raz na zawsze z demokracją. Kto tego nie widzi, cierpi na  – zresztą też wyuczoną – obywatelską ślepotę.

GIORDANO BENVENUTO
W polityce istniejący system może płodzić tylko szczurzych królów. Dopóty człowiek tego nie zrozumie, dopóty będzie trwała atomizajca, niszczenie tkanki społecznej i degradacja wartości moralnych.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ zwraca się do widowni półgłosem, dłoń przy policzku
Przebudź się! Teraz! To nie żarty! W drzwiach stoi rok osiemdziesiąty czwarty!

PINA TUBO
Nip, mówisz, że Planeta więzieniem bez murów i krat?! W Stanach, które są przecież wzorem tej neoliberalnej „wolności” ponad dwa miliony ludzi siedzi w więzieniach14! To tak, jakby cała Warszawa siedziała w ciupie!

GIORDANO BENVENUTO
Sporo więzień przeszło w prywatne ręce i są notowane na giełdzie. To niezły biznes.

NIP PESELKOPF
Cudze chwalicie a swojego nie znacie. Nie trzeba szukać wzorów u sąsiadów. Polska szczyci się przecież drugim miejscem na świecie pod względem współczynnika prizonizacji. Bije nas w tej kwestii tylko niekwestionowany champion demokracji: USA!

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ entuzjastycznie
Teraz Polska!

MILAGRO A JAR
Giordano, kto podpisał ten zbrodniczy traktat!?

KRAK A TAU
Zdrajcy narodów.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Których wybraliśmy! Mamy moc! Jakem Paździory! Idę, pędzę na wybory! (nie rusza się z miejsca, po chwili, zwracając się do widowni, dodaje)  Toć tyrani świata – wielcy i mali – wybory wżdyć zawsze promowali…(zamyślony) Atoli ciekawe dlaczegóż kochani?

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Monteskiusz znał dobrze tę naszą ludzką przypadłość i opisał tendencję wszelkiej władzy, która pozostawiona samej sobie dąży nieuchronnie do nadużyć i tyranii. Jego metodą pozwalająca skutecznie chronić się od przemocy rządów jest z jednej strony rozdzielenie władzy na sądowniczą, ustawodawczą i wykonawczą, z drugiej zaś – powołanie do życia organów umożliwiających ustawiczną kontrolę procesu jej sprawowania.

GIORDANO BENVENUTO
Dzisiaj do tej listy musielibyśmy oczywiście dodać media, których nie było za jego czasów i banki, które funkcjonowanie było wtedy w powijakach.

NIP PESELKOPF
Coś takiego jak rozdzielenie władzy w instytucjach europejskich w ogóle nie istnieje! (słychać tym razem o wiele głośniejszy chrobot z głośników, tym razem na chwilę zamierają, potem Pina pyta)

PINA TUBO
Słyszeliście?! Co to?

MONTESKIUSZ tubalnie dudni z głośników
To ja, Monteskiusz! – Prze-wra-cam się w grobie! (znowu słychać „chrobot Monteskiusza”)

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Biedny Monteskiusz. Znowu nie dają mu poleżeć.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Swoim narzuconym odgórnie traktatem instytucje europejskie wdrożyły, bądź też definitywnie usankcjonowały świat wartości swoich obywateli. Naczelnymi wartościami są teraz: bezwzględna rywalizacja, konkurencja, prawo silniejszego. I zamiast braterstwa, solidarności, empatii i współpracy mamy prawo dżungli, izolację i barbarzyńską wolnorynkówkę.

GIORDANO BENVENUTO
Zwyczajna ekonomiczna okupacja.

PINA TUBO
Piękną ideę wspólnoty zmielili w jarmark dla golden boyów.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Słuchajcie, jednoprocentowcy nie są z gruntu źli. Podobno robiono wśród nich badania i okazało się, że od pokoleń wszyscy oni cierpią na poważny defekt genetyczny: są pozbawieni jednego genu – genu wspólnego dobra! Primum Non Nocere, musiałaś o tym słyszeć. (Primum NN śmieje się)

NIP PESELKOPF
Powinno się ich leczyć tak, jak leczy się ciężkie przypadki narkomanii.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Środki na leczenie będą oczywiście wyasygnowane z funduszów publicznych!

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Witaj w systemie: wszelkie koszty są tu publiczne, powierzone podatnika męce, zysk zaś, ten idzie nieuchronnie w prywatne ręce. (do widowni, „sprzedając”)
Wolny rynek, wolny rynek! Kto kupuje? Kto da więcej? Wolny rynek! W wasze ręce! W wasze ręce! Więcej… Więcej… Więcej…Więcej…

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH refleksyjnie
Kat i ofiara z jednego śnią spodka, Nipek. Kat i ofiara z jednego śnią spodka…
Przez główne drzwi wbiegają sanitariusze, niosą na noszach jakieś ciało. Jest to lalka-manekin niezdeterminowanej płci, cały niebieski od stóp do głów, na powierzchni ciała są rozsiane gwiazdki. Twarz przypomina trochę na’vi z Awatara, trochę Fantomasa. Lalka jest przykryta narzutą, na której widnieją wydruki banknotów dolarowych. Wraz z otwarciem drzwi i ich wkroczeniem rozbrzmiewa „Oda do radości” Beethovena. Gdy wchodzą na scenę, muzyka cichnie. Sanitariusze zwracają się do Primum Non Nocere.

SANITARIUSZ 1
Znaleźliśmy na ulicy obcego, nie daje znaków życia. Żaden szpital nie chce go przyjąć.

SANITARIUSZ 2
Wszędzie nas odsyłają z kwitkiem. Mówią, że nie wiedzą, co robić w takich przypadkach.

SANITARIUSZ 1
Ordynator jednego ze szpitali poradził nawet, byśmy się udali do strefy 51, że może tam coś poradzą.

PINA TUBO pochyla się nad lalką
Wygląda jak jakiś karłowaty na’vi z Pandory.

NIP PESELKOPF
Raczej US navy.

PRIMUM NON NOCERE bierze stetoskop, osłuchuje
Serce nie bije, żadnych funkcji życiowych. Hm…

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Może to robot, jakaś hybryda?

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ „przerażony”
Fantomas!

PRIMUM NON NOCERE wypisuje skierowanie, do sanitariuszy
Tu macie skierowanie na skaner, całościowe prześwietlenie. Od czegoś trzeba zacząć.
Sanitariusze wynoszą lalkę za kulisy.
…………………….

MILAGRO A JAR
No ale jest w końcu jakiś pożytek z tej całej Unii! Jesteśmy Wspólnotą! Dzięki niej mamy pokój w Europie!

OGNISTY PTAK
Pojęcie: wspólnota mówi o wspólnym dobrze, o dobrze ogółu, o wzajemnej pomocy.

GIORDANO BENVENUTO
Pokój – powiadasz? Widzę jedynie wypowiedzianą społeczeństwu bezwzględną wojnę ekonomiczną! Dziesiątki milionów bezrobotnych, żyjących w prekariacie, na krawędzi przeżycia, w biedzie, w stresie, bez dachu nad głową!… Oto czym jest ten – pokój!

KRAK A TAU
Zapytaj też Serbów, co mają do powiedzenia na ten temat – ich wymordowaną europejskim pokojem ludność cywilną!

PINA TUBO
NATO zbombardowało tam 437 szkół! Szkół!

NIP PESELKOPF
Gdy NATO bombardowało obszary serbskie, rozpylali tam jednocześnie uran i środki plemnikobójcze. Teraz serbska populacja wymiera, jest mnóstwo nowotworów.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Zimna wojna się skończyła i już staruszka nie w modzie, zimny pokój! – ten to dopiero zostawi wszystkich na lodzie! Brr… (kuli się z zimna)

NIP PESELKOPF
Pozwól, że ci przedstawię tę rzekomą „Wspólnotę”. Kto chciał tego projektu? Kto go finansował? Kto był jego promotorem? – Te same grupy interesów, które finansowały Hitlera i Mussoliniego: IG Farben i Wall Street! Walter Hallstein wsławił się tym, że był nadwornym prawnikiem Hitlera broniącym nazistowskiej krwi i honoru. Po wojnie zaś podpisał w 1957 judaszowy Traktat Rzymski, podstawę tego, co nazywamy dzisiaj właśnie Wspólnotą Europejską. Nie dość tego – został jej pierwszym komisarzem! (słychać coraz głośniejszy „chrobot Monteskiusza”)

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Watykan – dar Mussoliniego, Unia – inicjatywa podobnej maści. Jedna wielka brunatna ferajna!

NIP PESELKOPF
To zawsze banki i koncerny były i są głównymi inicjatorami i architektami wojen. Od czasów Napoleona!

PRIMUM NON NOCERE
Prawnik na usługach hitlerowskiej ideologii budowniczym i pierwszym komisarzem Wspólnoty!? Toż  to wody rzeki zatrute u źródła! Czy ludzie już w ogóle nie myślą!? Kto żyw powinien zerwać się na równe nogi i… (tu urywa, gdyż uprzytamnia sobie, że jest w tej sytuacji bezsilna)

KRAK A TAU
No właśnie… I co? Dokładnie nic. Nie masz na to żadnego wpływu.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ patrzy na zegarek
To czas wiadomości TV. O żywych będzie trudno – wszyscy otrzymują codzienną transfuzję dezinformacji i strachu!

MILAGRO A JAR
Po co komu ten telechłam?! Na wszystkich kanałach w kółko ta sama telebreja: wojna jest normalna, zabijanie jest cool, bieda jest naturalna, banksterzy są nieposzlakowani, dług jest cacy, anarchizm jest zły, dominacja jest super. Oficjalnie utrzymują, że walczą o demokrację, podczas gdy wspierają dyktatury, utrzymują, że walczą z terrorem, podczas gdy sami go finansują, utrzymują, że walczą o to, by zniszczyć broń masowego rażenia, podczas gdy są jej producentami i tak bez końca.

PINA TUBO
Telebełkot jest od tego, by przestali widzieć. Zmiana państw w farmy podatkowe i hodowla konsumentów są najbardziej intratnym przedsięwzięciem w historii. A media świetnie się spisują w swojej roli dozorców stada.

KRAK A TAU
Największy strach finansowych drapieżców, to strach przed pokojem i mogącą z niego wyniknąć utratą zysków.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Wszystko jasne! (cytuje Orwella) „Wojna to pokój!”

NIP PESELKOPF
Każda wojna ma jedno podłoże – zysk! I żadne inne!

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Albo zysk, albo w pysk!

NIP PESELKOPF
Kraj, który posiada ropę lub jakieś inne, cenne dla finansowych drapieżców złoża jest wciągnięty na czarną listę. Gdy już podejmą decyzję kogo obrabować – a harmonogram przejęć układają z wieloletnim wyprzedzeniem – grunt zaczyna urabiać machina mediów, prowadząc kampanię oczerniania przywódców kraju, który zamierzają złupić. Mamy wówczas prawo do oglądania na wszystkich możliwych kanałach prawdziwego festiwalu ścieków ciągle tych samych gębulek etatowych ekspertów od teleogłupiania.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Scenariusz tych akcji propagandowych jest dobrze znany: po pierwsze – agresorzy głoszą, że nie chcą wojny i kierują się szlachetnymi pobudkami (wprowadzenie demokracji, respektowanie praw człowieka), po drugie: demonizują przywódców kraju, który chcą złupić (kraj posiada niedozwolone bronie, rząd kraju popełnia potworności, itd.), po trzecie: przekonują wszystkich energicznie, że ich przedsięwzięcie ma święty charakter, a ci, którzy poddają w wątpliwość wojenną propagandę są piętnowani jako zdrajcy.

NIP PESELKOPF
Następnie, gdy społeczeństwo jest odpowiednio otumanione, pod takim czy innym pretekstem następuje militarny podbój kraju, doprowadzenie go do bankructwa i wpędzenie w spiralę długów.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ triumfalnie
Etap końcowy: na scenę wkraczają misje pokojowe i „humanitarna” pomoc!

NIP PESELKOPF
Te przygotowują teren do akcji Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, które wdrażają przejęcie pożądanych przez banksterów surowców. I pozamiatane. (podkreśla to ruchem dłoni)

PRIMUM NON NOCERE
Podczas, gdy jest wszystkiego pod dostatkiem i nie ma żadnego powodu do wzniecania wojen, dla istnienia ubóstwa, długu, dla cięć oszczędnościowych, dla całej tej patologii chciwości.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
I nikt nie stawia prawdziwych pytań, esencjonalnych: o miłość, o serce, o sublimację, o nasze duchowe dziedzictwo.

OGNISTY PTAK
O suwerenność, o połączenie ze wszystkim, co istnieje – o więź z Wielkim Duchem.
……………………..

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Ponoć stare chińskie przekleństwo brzmi: Obyś żył w ciekawych czasach! – Dziś hitlerowski prawnik zostaje przewodniczącym Unii, byli komuniści zmieniają mundurki i zajmują czołowe stanowiska w rządach „demokratycznych”, naziści sądzeni w Norymberdze stają się poważanymi szefami potężnych korporacji, oficer Wermachtu zostaje – jednogłośnie wybranym – sekretarzem generalnym ONZ, Watykan współpracuje podczas drugiej wojny z nazistami i jest najwyższym autorytetem moralnym… Zaiste, w ciekawych czasach żyjemy…

NIP PESELKOPF
Ci, co są u władzy, chcą tylko jednego – władzy. I jest dla nich bez znaczenia jaki noszą mundurek – ważne żeby rządzić. Co jakiś czas zmieniają tylko ubranka i dekoracje, żeby nie było nudno.

PINA TUBO
Zaś ci, co są rządzeni, chcą też tylko jednego – by ich prowadzić. Dopóki mają frytki, mecze, supermarkety i telewizję wszystko im jedno, kto nimi rządzi i w jakim celu.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Jednym słowem – sami swoi! (do widowni) Witaj w świecie narkomanów, we śnie ofiar i tyranów!

GIORDANO BENVENUTO
I podczas, gdy smacznie śnimy, Komisja Europejska, omijając Parlament! – co jest totalnie antydemokratyczne – (słychać jeszcze głośniejszy „chrobot Monteskiusza”) ustanawia mające moc prawną dyrektywy dotyczące losów 500 milionów ludzi w Europie! Nie ty, nie Parlament twojego kraju, nie marionetkowy Parlament europejski, lecz samozwańcza szarańcza, której nikt z nas nie wybierał i której nikt z nas – wybierać nie może!

KRAK A TAU
Z prostej przyczyny – Wspólnota Europejska nie jest żadną wspólnotą tylko obcym tworem, zakamuflowaną przez nowomowę neofaszystowską dyktaturą. Póki co, miękką – ale dyktaturą.

PINA TUBO
Nawet między sobą prowadzą gierki i głosowania są tam tajne!

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
To jest ich świat całkiem prywatny i ich wolności kolor brunatny!

MILAGRO A JAR
Krak, jak możesz tak krakać?! Dzieli nas przecież przepaść od czasów hitlerowskiego terroru! Jesteśmy wolni! Możemy wybierać naszych reprezentantów!

KRAK A TAU
Historycznie faszyzm kojarzy się z drugą wojną, eksterminacją i ogromnym cierpieniem. Ja dziś definiuję go, jako przejęcie kontroli nad rządem przez bankową juntę po to, by utrwalać swoje przywileje i – posługując się  anektowanym wojskiem i policją – chronić własne interesy.

NIP PESELKOPF
„Faszyzm powinien być raczej nazywany korporatyzmem, gdyż jest fuzją rządu oraz korporacji”. – to słowa Mussoliniego.

GIORDANO BENVENUTO
Oni się w ogóle z tym nie kryją. Były prezydent FMI i włoski minister finansów Tommaso Padoa – Schioppa oświadczył publicznie, iż Wspólnota Europejska nie jest żadną demokracją, tylko oświeconym despotyzmem.

OGNISTY PTAK
Oświecony czy nie, despotyzm nie ma nic a nic wspólnego z dobrem ogółu.

GIORDANO BENVENUTO
A wybory? – Zwykła mistyfikacja, szopka! Raz na kilka lat „wybierasz” zgniły ziemniak, który Ci został wcześniej podrzucony przez elity i na tym się kończy twoja polityczna przygoda. Potem nie masz już nad twoim wybrańcem żadnej kontroli, żadnego nań wpływu, nie masz możliwości odwołania go jeśli zawiedzie, żadnej możliwości pociągnięcia go do odpowiedzialności, jeśli dokona nadużyć. Jaki jest twój wpływ na prawa, które ustanawia? Czy możesz je anulować, jeśli ci się nie podobają? Nie! Jakie prawa ty ustanowiłaś lub z nim współustanowiłaś?!… ­(słychać jeszcze głośniejszy „chrobot Monteskiusza”) Wybory to jedno wielkie oszustwo, środek odurzający podawany masom po to, by miały namiastkę decydowania i nie zdały sobie sprawy, że są niemalże darmową siłą roboczą na usługach oligarchów.

MILAGRO A JAR
Też mi wybór – między dżumą a cholerą! Wybory to kolaboracja, wspieranie niewolniczego systemu. I owszem, wybierasz, swoich ciemiężycieli, którzy cię potem kiwają i gnębią za twoje własne pieniądze.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Mark Twain słusznie zauważył, że jeżeli wybory miałyby cokolwiek zmienić, to od dawna byłyby już zakazane.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ do publiczności
Głosuj na światowy szlagier: na planetarny elektroniczny łagier!

NIP PESELKOPF
Te ich prawice, lewice i inne witze. Kto się jeszcze dziś daje na to nabierać?! Pod powierzchniowym biciem piany znajdują się przecież te same główne cele i ten sam – zmierzający do utworzenia NWO – program.

PINA TUBO
Jest tylko jedna partia, jedna kasta – ponadnarodowa mafia pieniądza, która pociąga za sznurki wszystkich rządowych marionetek. Z jednej strony rasa panów, z drugiej – niewolników.

KRAK A TAU
Kasty-kliki-klany! Kasty, kliki, klany…

MILAGRO A JAR
I jedyne uczciwe postawienie problemu to zapytanie siebie samego, czy moje idee, słowa i czyny służą suwerenności narodowej i dziewięćdziesięcioprocentowej czy też służą interesom oligarchicznej jednoprocentowej kliki i ich multi-kulti.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Wszystko to mi pachnie zwyczajnym gotowaniem żaby.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Wybory są aktem obywatelskiej abdykacji, bramą którą wkracza na scenę nasza polityczna bezsilność.

GIORDANO BENVENUTO
W instytucjach europejskich obywatel nie ma żadnego, ale to żad-ne-go środka prawnego pozwalającego temperować nadużycia władzy! (słychać jeszcze głośniejszy „chrobot Monteskiusza”) Gdy nie ma nadużyć – da się żyć. Gdy jednak w wyniku rosnącego długu publicznego zaczynają się cięcia w świadczeniach emerytalnych, gdy sypie się służba zdrowia, gdy prywatyzowane są jedne po drugich przedsiębiorstwa sektora publicznego, gdy rosną nieustannie podatki (oczywiście tylko dla maluczkich, gdyż dla korporacji – drastycznie maleją, dla oligarchów – nie istnieją), gdy rośnie wykładniczo bezrobocie, wówczas zaczynasz rozumieć – chyba, że nie – czym pachnie ta twoja: Wspólnota!

MILAGRO A JAR
Co wtedy ludziom pozostaje? – Ulica! Jedynie wyjść na ulicę i protestować!

NIP PESELKOPF
A i to się wkrótce skończy. Po wprowadzeniu ustawy 1066 o zgromadzeniach i bratniej pomocy15, siły porządkowe skutecznie wyperswadują ochotnikom wspólne spacerki na ulicach. Uzbrojone w broń palną, tasery, elektroniczne bajery, LRAD-y, armatki wodne, pałki formacje zbrojne i funkcjonariusze spec służb innych państw będą mogły tłumić wszelkie zamieszki czy manifestacje na terenie kraju.

GIORDANO BENVENNUTO
Te – jak je nazywasz – służby porządkowe innych państw to paramilitarna prywatna żandarmeria europejska: Eurogendfor. Jednostka składa się z 3000 pałających przyjaźnią robocopów, którzy w każdej chwili mogą być wysłani do miejsc wymagających pacyfikacji.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Warto wiedzieć, że na mocy traktatu Lizbońskiego, siły porządkowe mają prawo zabijać ludzi biorących udział w zamieszkach.

KRAK A TAU
Albo w zgromadzeniach zakwalifikowanych przez nich jako zamieszki.

NIP PESELKOPF
Gdy Eurogendfor wkracza do jakiegoś państwa, obszar przez nich zajmowany przestaje być dostępny dla władz kraju, w którym jednostka interweniuje. Mają specjalne uprawnienia, właściwie to są ponad prawem – nie mogą być ścigani za swoje poczynania przez organy sprawiedliwości.

GIORDANO BENVENUTO
Armia czy policja strzelały do swoich, lecz gdy tłum wychodził gromadnie, masowo na ulice, wówczas odmawiali.

NIP PESELKOPF
Odmawiali, gdyż wśród manifestujących mogli się znajdować ich rodzice, krewni, dzieci, bliscy czy znajomi.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
I tej odmowy tyrani boją się nade wszystko.

GIORDANO BENVENUTO
Machiawelicznym rozwiązaniem są więc siły międzynarodowe. Ci nie będą mieli skrupułów, by wpakować w nas cały magazynek. Jesteśmy dla nich obcy.

PINA TUBO
Prawdziwa machina wojenna przeciwko ludowi.
PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ „entuzjastycznie”
Wunderwaffe! Żeby zapewnić bezpieczeństwo! Bezpieczeństwo!!! Żeby konsument spokojnie spał wśród kojącego szumu kul i policyjnych pał!

NIP PESELKOPF
Przed drugą wojną nazistów żarliwie i szczodrze wspierały rodziny wielkich posiadaczy – dzisiaj z takim samym animuszem wspierają Unię Europejską. Naziści powołali do życia instytucje, które pozwały im rządzić bez żadnej demokratycznej kontroli, Unia także. Naziści zrobili wszystko, by zarobki pozostały jak najniższe a zyski dla posiadaczy jak najwyższe, Unia także! Historia – niestety – się powtarza.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ refleksyjnie, à la Stańczyk
Jakie to szczęście dla rządzących… (macha ręką) – –

KRAK A TAU
To nieustanne spychanie cudu życia do ponadnarodowego getta ekonomii i kapitału musi w końcu wywołać reakcję.

GIORDANO BENVENUTO
I reakcja będzie ponadnarodowa jak sam kapitał.

PINA TUBO
Prędzej czy później bieda świata wylegnie na barykady.

PRIMUM NON NOCERE entuzjastycznie
Już wylega! Sami słyszeliście: Hiszpania, Tunezja, Portugalia, Quebec, Ukraina, Islandia, Ameryka, Grecja, Argentyna, Meksyk, Egipt, Turcja… – dziejowe tsunami protestów objęło całą Planetę a Wisconsin, Ferguson, Peurta del Sol czy Syntagma stały się symbolami tych wolnościowych dążeń. To przecież prawdziwa współczesna Światowa Wiosna Ludów!

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Psy szczekają a karawana idzie dalej. Mogą sobie wylegać, nalegać, oblegać i oburzać do woli! Nawet setkami tysięcy. I co z tego!? Zmieniło to coś!? Nic a nic. Ci, co byli u żłobu, dalej są u żłobu! Na okrągło uśmiechnięte po zęby, te same wypasione gęby!

NIP PESELKOPF
A jeśli będziesz za bardzo podskakiwać, naślą na ciebie wojsko, policję, spec służby, media – wszystko, by stłumić protest w zarodku. Zobacz Grecję. Obcięli tam emerytom renty o połowę. Możesz sobie pooglądać w Internecie zakrwawione staruszki, które protestowały i które równo pałowała policja!

MILAGRO A JAR
Grecja, to my!

RAZEM
Grecja, to my!!!

PINA TUBO
Ludzie walczą ze sobą miast położyć kres systemowi.

OGNISTY PTAK
System ma swe źródło w ludziach, którzy go stworzyli. To my jesteśmy systemem i to my jesteśmy odpowiedzialni za jego zmianę.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Dopóki człowiek nie sięgnie do sedna wszelkich problemów – do swego wnętrza, wszystkie działania zewnętrzne będą zwykłym pudrowaniem wrzodów.

OGNISTY PTAK
Potrzeba nam i jednego i drugiego. Musimy wrócić do plemiennych podstaw społeczeństwa i tworzyć niezależne od systemu, oparte na uniwersalnych wartościach wspólnoty.

NIP PESELKOPF
Głównym „osiągnięciem” naszych zatomizowanych społeczeństw jest coraz większa militaryzacja i coraz większe masy ludzi zabijane w coraz krótszym czasie.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Każda nieoświecona władza – a w naszej historii miast-państw znamy jedynie taką – dąży nieuchronnie do nadużyć, przemocy, wojen, eksterminacji.

KRAK A TAU
Jednym słowem – do tyranii.

NIP PESELKOPF
Aż napotka granicę. Aż napotka granicę…

MILAGRO A JAR
A granice możemy ustalić i jej strzec wyłącznie my sami.

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
W mrok dziejów odchodzą tyranów pompeje, zorza świadomości widnieje, widnieje…

OGNISTY PTAK
Przyczyna jest zawsze ta sama: ludzkie plemię straciło całkowicie kontakt z Wakan Tanka – z Wielkim Duchem i fakt ten odbija się nieuchronnie w stworzonych przez nie strukturach politycznych i społecznych.

PINA TUBO
Co przekłada się na rodzaj ogólnoludzkiego konsensusu, współczesnego hipnotycznego snu, w którym każdy energicznie zrzeka się odpowiedzialności za swoje życie gdzie tylko może i jak tylko może.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Matrix moja droga, matrix.

KRAK A TAU
Duchowość powierzamy księżom, zdrowie – lekarzom, rządy – politykom, nasze wrodzone możliwości – technologii, itd. Zawsze szukamy autorytetu na zewnątrz, nigdy wewnątrz.

GIORDANO BENVENUTO
Nasza cywilizacja jest jak zacięta płyta – od tysiącleci żłobimy jeden rowek, uporczywie ignorując fakt istnienia płyty, nie mówiąc już o całych płytotekach.

ZMYSŁAW DE BEAUREGARD
Wszystko zaczyna się od przemiany wewnętrznej. Dopóki polityka nie połączy się z mistyką, dopóki myśl nie będzie wypływać z serca będziemy skazani na historyczną kołowaciznę, na obsesyjne powielanie przeszłości.

OGNISTY PTAK
Dziejowy wybór przed którym stoi obecnie człowiek i ludzkość to wybór między suwerennością a niewyobrażalnym zniewoleniem.

PAŹDZIORY OTRĘBA BYTOWICZ
Albo głowy w piasek chowanie i kolaboracji defekt – albo globalny bojkot i masy krytycznej efekt!

MĘCZYSŁAW MIĘSODUCH
Czas na solidarny marsz poza matrix, czas na ludzkości zmartwychwstanie.
Z głośników –  na tle odgłosów palącego się chrustu i buzujących płomieni –  dobiega głos Joanny d’Arc.

JOANNA D’ARC
J’ai bon maître, c’est Notre Seigneur, à qui je m’attends de tout et non à autre.
Słychać buzujące, huczące coraz głośniej płomienie.

MASA KRYTYCZNA
Zza kulis słychać marsz i śpiew Masy Krytycznej: „Globalny marsz ludzkości, do pieca jednomyślności”. Śpiewając, kroczą marszowym krokiem, aż docierają do rampy. Zatrzymują się dokładnie po środku. Dołączają do nich Ludzie Bezdomni i śpiewają razem poniższy tekst.
Światło wyłania ZESPÓŁ MUZYCZNY
.

Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał.
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca…

Hej, siema. Jak leci? Co kupujesz? – Niewolniczą pracę dzieci.
Oj tam, oj tam, zaraz jakieś dzieci, włącz lepiej telewizor i zobacz, co leci.
Od rana do nocy pracujesz, kupujesz, cudu życia już dawno nie świętujesz.
Powiedz, dlaczego, dlaczego, cholera, tak bardzo kręci cię kierat!?

Siekiera, mantra, ciągły wzrost – zarobkowe niewolnictwo, mówiąc wprost.
Jakie to szczęście dla rządzących, miliardy dwunogów w ogóle nie myślących.

Patrz! Patrz! – Przez kredytowe kraty. Cały świat masz dziś na raty.
Jak świat długi, jak szeroki, tonie człowiek w długach – wszystko wporzo oki doki.
Żyję więc kupuję, kupuję więc jestem – stało się ludzkim credo-manifestem
i zamiast pięknych dzikich mustangów, globalne stado potulnych kaufzwangów.

Siekiera, mantra: ciągły wzrost – zarobkowe niewolnictwo, mówiąc wprost.
Jakie to szczęście dla rządzących, miliardy dwunogów w ogóle nie myślących.

A w fabrykach trwa produktów postarzanie – szanowni panowie, drogie panie,
nie po to, nie po to, by dbać o twe potrzeby, lecz byś elitom służył i szybciej szedł do gleby.
Gdzie nieskończony wzrost ekonomiczny, tam duch coraz bardziej rachityczny.
Zrozum, jutro nie będzie już żadnej gospodarki, tylko kilku wybranych wsiądzie do arki!

Siekiera, mantra, ciągły wzrost – zarobkowe niewolnictwo, mówiąc wprost.
Jakie to szczęście dla rządzących, miliardy dwunogów w ogóle nie myślących.

Chcesz być wolny? – Płać podatki! Bo jak nie to – marsz za kratki.
Schneller! Schneller! Wypełniać zeznanie! A zeznanie – to brzmi bardzo podejrzanie.
Nocą w jakimś mieście zabrano matkę dzieciom – że niby nie płaciła bankowym kmieciom.
Witaj w suchej nitki klubie, brat PIT do cna cię oskubie!

Siekiera, motyka, piłka, szklanka – znów na ludzi jest łapanka.
Jakie to szczęście dla rządzących, miliardy dwunogów w ogóle nie myślących.

Lichwa, lichwa, wolny rynek ochotników – siedem miliardów nieświadomych niewolników,
pracuj, kupuj twe do szczęścia przepustki – żaden przedmiot nie zapełni twej duchowej pustki.
Śmieciowe zatrudnienie, ktoś z ciebie zdziera skórę – globalny obywatel napędza koniunkturę;
rosną długi, prekariat, bezrobocie – Bank Światowy na tobie zbija krocie.

Siekiera, mantra: ciągły wzrost – zarobkowe niewolnictwo, mówiąc wprost.
Jakie to szczęście dla rządzących, miliardy dwunogów w ogóle nie myślących.

Zimna wojna się skończyła i już staruszka nie w modzie,
zimny pokój, ten to dopiero zostawi ciebie na lodzie.
Zimna wojna się skończyła i już staruszka nie w modzie,
zimny pokój, ten to dopiero zostawi ciebie…

Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał.
Gdyby człowiek, gdyby człowiek, gdyby człowiek więcej serca miał.
Gdyby człowiek, gdyby człowiek, więcej serca, więcej serca miał

Czas już na zmianę, więc zmieńmy to sami,
jesteśmy przecież dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami!
Czas już na zmianę, więc zmieńmy to sami,
jesteśmy przecież dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami!
Wszystko w naszych rękach, więc zmieńmy to sami,
jesteśmy dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami!

Grupują się w pierwotną kolumnę i śpiewając diminuendo wers: ” Czas już na zmianę, więc zmieńmy to sami, jesteśmy przecież dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami!”, schodzą  ze sceny.
ZESPÓŁ MUZYCZNY w półmroku
.

Wiktor Gołuszko jest poetą, pisarzem, tłumaczem, kompozytorem, blogerem (Blog Wiktora Go). Wydał tomik prozy: „Ulisses”, publikował w czasopismach literackich takich jak „Zeszyty Literackie”, „Nieregularne Pismo Kulturalne Kwartalnik”, „Neurokultura”, „Magazyn Literacki Minotauryda”, „Wakat” oraz w periodykach „Wegetariański Świat” i „Szaman”. Jego wiersz: „Ostatnia Wieczerza” wszedł w skład antologii poezji polskiej poświęconej Beethovenowi, która znalazła się w biografii kompozytora zatytułowanej: „Beethoven — Próba Portretu Duchowego” autorstwa Adama Czartkowskiego. Obecnie artysta ukończył pracę nad misterium: „Hieros Gamos czyli Święte Gody” — sztuką z pogranicza poezji i teatru, do której skomponował również muzykę. Więcej: Blog

Proza życia. Koniec

Izabela Marczak

IZABELA MARCZAK Kasza — akt trzeci dramatu

Akt III

Scena 1

(Mieszkanie GRAŻY. Gospodyni krząta się po domu, robiąc generalne porządki. Opróżniając szafę, wyrzucając stare gazety, przesuwając meble, co i raz wykrzykuje do CZARKA.

GRAŻA
Mówią, że kobietom ciężej z tego wyjść, ale ja się nie dam. W ogóle wkurza mnie takie pitolenie: „kobietom ciężej…”. Myślę, że to po prostu kwestia poprzestawiania sobie hierarchii. Owszem, wymaga wywrócenia dotychczasowych przyzwyczajeń do góry nogami, ale bez względu na płeć, to zawsze jest karkołomne. Zmieniać trzeba o tu…. w głowie…

CZAREK
Hmm, w głowie powiadasz…? Kto w głowie, ten w głowie.

GRAŻA
W głowie, w życiu, w kontaktach z ludźmi, z samym sobą. No, czasami trzeba też przesunąć jakiś mebel. I wiesz, co? Postanowiłam, zrobić w końcu prawko. Teraz przecież mogę prowadzić bez ograniczeń! Co ty na to?

CZAREK
Prawko dobra rzecz.

GRAŻA
A Ty masz?

CZAREK
Właściwie… to nie wiem.

GRAŻA
Jak to, nie wiesz?

CZAREK
Nie wiem. Jak byłem szczeniakiem strasznie chciałem jeździć, ale nie było kasy na kurs, czy nie pamiętam, co. Grunt, że był jakiś problem i ojciec kupił mi jakieś dokumenty na bazarze.
Jeździłem na nich parę miesięcy, ale żaden gliniarz, mnie wtedy nie zhaltował, więc w sumie nie wiem czy prawko jest zarejestrowane czy nie. Potem już nie sprawdzałem, bo jak wiesz, na parę lat wyjechałem do Kanady, a tam bez auta w domu do kibla nie trafisz, tak tam wszędzie daleko, za to bez problemu zdobywasz driver license. Niestety u nas ono nie ważne jest, mogę je sobie w ramki wstawić, a tego bazarowego jeszcze nie odnalazłem.

GRAŻA
No dobra, ale skoro tyle lat prowadziłeś auto, to jaki problem po prostu zapisać się na egzamin i go zdać?

CZAREK
Problem jest taki, że nie wiem czy to, które mi wtedy ojciec wykupił, jest ważne czy nie. Bo co? Po pierwsze, już go nie mam, bo gdzieś posiałem, po drugie, jak mam się zapisać? A jak oni mi powiedzą: a Pan po co drugi raz egzamin chce zdawać? Przecież pan już robił prawko? A jak bym np. zgłosił, że mi prawko ukradli, żeby mi wystawili duplikat, a potem się okaże, że jakie prawko, jakie ukradli, skoro ja nigdy go nie zrobiłem, to co?

GRAŻA
Nie chcę moralizować, ale mówią, że kłamstwo ma krótkie nogi.

CZAREK
A mnie się jakoś na tych nogach udało przejść dookoła świata i jeszcze dalej. I tu zaczynamy się mijać, Słońce. Ty zaczynasz wierzyć w prawdę, a ja przestaję. Z resztą co to jest prawda? Ile ludzi tyle wersji wydarzeń. Popatrz na swój przypadek. Wszyscy są święcie przekonani, że zżera Cię nowotwór, mimo że nigdy nikomu słowa na ten temat nie powiedziałaś. Ludzie wierzą w co chcą, słyszą i widzą co chcą, nawet jak byś im przed nosem położyła krowi placek, a oni chcą w nim widzieć podpłomyk, to za cholerę ich do placka nie przekonasz, Co więcej, zeżrą to gówno i zostaną przy swojej wersji.

GRAŻA
Ty i te Twoje porównania. Szczyt subtelności. No, pomóż mi, na trzy cztery przesuńmy ją do tamtej ściany.

CZAREK
A co będzie dalej? To znaczy jak już wszystko tu poprzestawiasz, to co zrobisz?

GRAŻA
Nie mam, zielonego pojęcia. Wiem tylko, że dziś wieczór spotykam się z Piotrem i powiem mu prawdę.

CZAREK
Wrr… Powiesz mu prawdę, tylko prawdę, tak mi dopomóż Bóg?

GRAŻA
Po prostu nie chcę już kłamać. Zobacz do czego mnie to doprowadziło. Gdyby nie SZÓSTKA z ŁYCZKIEM pewnie byśmy dziś już tu nie gadali.

CZAREK
Przesadzasz!

GRAŻA
Wiesz dobrze, że nie. 33 lata, padaczka, porażenie nerwów, wątroba na skraju zniszczenia i nie jedno przebyte delirium tremens, to chyba wystarczy. Nie chcę sobie dawać furtek do powrotu, a każda ściema to furtka. Nie mam wyjścia, na protezach długo nie pojadę…

(Przerywa, bo słychać uporczywe dzwonienie do drzwi. GRAŻA podbiega,
spogląda przez wizjer i na palcach wraca do CZARKA).

To Gienia.

CZAREK
No, to otwórz!

GRAŻA
Ciiiii… ( szeptem ) Nie chcę się z nią teraz widzieć… nie przygotowałam
się jeszcze na wizyty. Powiedz, że śpię i nie wolno mi przeszkadzać…

CZAREK
Ale…

GRAŻA
No spław ją… przecież potrafisz.

CZAREK
Ale mówiłaś…, że prawda…

(Dzwonek uporczywie dzwoni)

GRAŻA
Proszę Cię!

(Chowa się w drugim pokoju)
Scena 2

(CZAREK otwiera drzwi. GIENIA wparowuje do mieszkania, nie czekając na zaproszenie).

GIENIA
Co tak długo? Przecież wiem, że tu jesteście. Marciniakowa mi powiedziała, że Grażynka wróciła.

CZAREK
Dzień dobry, Pani Genowefo!

GIENIA
A dobry to może on i był, ale już nie jest.

CZAREK
A co się stało?

GIENIA
No jak to co? Skoro po raz wtóry ja się od Marciniakowej dowiaduję, co się u mnie za ścianą dzieje, to chyba nic dobrego. Krew mnie zalewa, że ten babsztyl zawsze wszystko wie pierwszy. Nie zdziwiłabym się, gdyby pierwej ode mnie wiedziała, że mi się chce do klopa. Może ona podstępnie nas kameruje, w końcu jej wnuk w naszej kablówce robi, to i szpiegi zakładać może. Nie wiem, ale chore to jakieś, Panie CZARUŚ, mówię Panu chore i podejrzane. A wy czemuście do mnie nie zapukali, nie powiedzieli, że już wróciła?

CZAREK
Bo dopiero wczoraj wieczorem…

GIENIA
A widzisz, synek, a widzisz, to skąd ta cholera wiedziała?

CZAREK
Nie mam pojęcia, pani Genowefo.

GIENIA
O i słusznie gadasz, bo ja też nie mam. Ale się dowiem, oj dowiem się w końcu i Marciniakowej rura zmięknie. Ale póki co, dajmy sobie z nią spokój. Gdzie córuś moja?

CZAREK
Córuś? Aaaaaa, córuś? Córuś zmęczona jest bardzo…

GIENIA
Słaba znaczy się?

CZAREK
Tak, słaba i…poszła spać, to znaczy śpi i nie chciała, żeby jej ktoś przeszkadzał.

GIENIA
Nie no pewnie, ja z resztą nie przyszłam tu przeszkadzać. A to powiedz tylko, kochanieńki, jak z nią? Z resztą, co ja głupia pytam, co ja nie wiem, jak to jest. Przecież sama przez to przechodziłam. Pewnie schudła mocno, prawda? No, po takim czymś chudnie się jak cholera. Dlatego przyniosłam jej trochę domowych przetworów. Teraz to ona odżywiać się musi i to zdrowo. O, proszę, konfitury z czarnej porzeczki, ogórki w sosie musztardowym, przeciery warzywne – niech sobie zupy gotuje, to najlepiej wchodzi w takim stanie, o i jeszcze słoik miodu – od proboszcza wyprosiłam. A co? Tyle uli ma i z chorymi podzielić się nie może? On sam to już nawet nie powinien takich słodkości próbować, spasł się jak bałwan i cukier mu skacze, więc lepiej niech innym ten miód służy.

CZAREK
Pewnie pani Gieniu, wszystko Graży przekażę.

GIENIA
Ale widzę pozmienialiście tu jakoś. I dobrze, to odświeża, daje poczucie nowego, lepszego. Przestawiasz wersalkę w drugi kąt pokoju i jakbyś nowe życie zaczynał. Ha, ha, ha skąd ja to znam? No, a peruki przymierzała? Pasują? Niech się nie martwi, włosy odrosną, a piersi o… patrz, Czaruś, stara jestem, a jakie cyce mam, sterczą jak u 18-tki, nie powiedziałbyś że sztuczne? Ja to zawsze powtarzam, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dobrze,
Czaruś, że Ty jej pomagasz, bo tak to ona sama jak palec, a samemu ciężko się przez to przechodzi. W takich chwilach trzeba z kimś gadać, bo inaczej głupie myśli przychodzą do głowy. No, to co, może jutro wpadnę? Pogadam sobie z córuś, może jej w czym pomocna będę. Uprzedź ją może, że stara sąsiadka około 15.00 ją nawiedzi, a jak woli później, to ja też mogę. A na razie lecę, Czaruś. Nie przeszkadzam. Uściskaj ją ode mnie, jak się obudzi.

(Czarek zamyka drzwi za Gienią i krzyczy w stronę pokoju).

CZAREK
Możesz już wyjść, poszła sobie! Słyszysz?! A tak na marginesie czy to nie Ty mówiłaś, że na protezach długo jechać się nie da?

Scena 3

(Grażę odwiedza SZEF. CZARKA nie ma).

SZEF
Cześć, złotko, i jak się miewasz?

GRAŻA
Całkiem nieźle, dzięki.

SZEF
Pokaż no się. No… dobrze wyglądasz… prawie się nie zmieniłaś… a wręcz rozkwitłaś… można he, he, he powiedzieć nawet, że zdrowo się trzymasz…

GRAŻA
Tak, właściwie, to jest już dużo lepiej, choć to jeszcze nie koniec leczenia.

SZEF
To oczywiste, ale nie przejmuj się, wszystko już załatwione. Naczelni zdecydowali, że wspomogą cię finansowo. Jeśli potrzebujesz specjalnych leków, opłacić klinikę… da się to załatwić, możesz być spokojna… nie zostawimy cię samej w tak trudnej sytuacji.

GRAŻA
O rety, dzięki, ale naprawdę nic mi nie potrzeba.

SZEF
Nie denerwuj się…

GRAŻA
Piotr, poczekaj… posłuchaj…

SZEF
Ok., mną się nie przejmuj… nie takie rzeczy słyszałem, wytrzymam.

GRAŻA
Nie wyduszę tego z siebie, cholera, nie wyduszę!!!

SZEF
Powoli. Masz jakiegoś wiskacza, gin, bourbonik? Choć chlapniemy sobie coś dla rozluźnienia. Chyba możesz odrobinę?

GRAŻA
No właśnie, w tym rzecz, że nie mogę i nie chlapniemy sobie już razem nigdy więcej.

SZEF
Ojojoj, co za patos, daj spokój.

GRAŻA
Słuchaj, rozumiem, że w tej sytuacji możesz nie chcieć mnie już w zespole. Jestem na to przygotowana. Nie musisz się męczyć z decyzją, po prostu wyraźnie mi to powiedz…

SZEF
Ale o co kamon? Rilaks! Mam cię wyrzucić za to, że nie chcesz się ze mną napić? Ty naprawdę musisz mnie mieć za strasznego kutasa. Ale ja przecież doskonale rozumiem, że w twoim stanie, picie może nie być wskazane.

GRAŻA
Owszem, jak dla każdego alkoholika.

SZEF
No, właśnie, jak dla alkoholika i jak dla kogoś tak chorego, jak ty.

GRAŻA
Nic nie rozumiesz. O rany, jakie to trudne. Ja jestem alkoholiczką Piotr! Alkoholiczką! Nie umieram z powodu raka, tylko z powodu chlania mogę wykitować!!!

( Piotr zaczyna przeraźliwie kaszleć, krztusi się. Gdy udaje mu się wziąć pierwszy oddech krzyczy)

SZEF
To potworne!

GRAŻA
Wiem, dlatego też tak potwornie wstydziłam się ci o tym powiedzieć, ale nie mam wyjścia, wszyscy myślą, że mam raka i…

SZEF
No właśnie, no właśnie… kurwa jego mać! Bo masz raka!

GRAŻA
Nie mam.

SZEF
Jak to, kurwa, nie masz? To potworne!

GRAŻA
Potworne, że nie mam raka?!

SZEF
Koszmarne! To jakiś horror! To znaczy, wiesz, bardzo się cieszę, że jesteś zdrowa, ale obecnie to niemożliwe.

GRAŻA
Chyba trochę przesadzasz. Nie jestem zdrowa, Piotr, tylko zwyczajnie nie tak chora, jak sobie wyobrażałeś.

SZEF
No właśnie! Boże Święty, i co teraz?

GRAŻA
W tym rzecz, co teraz? Nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem zasraną pijaczką. Rozumiesz to, prawda? Pewnie gdybym była facetem, to jakoś to by przeszło, ale kobieta-pijaczka, wiesz jaki jest stereotyp. Nikt już nie będzie traktował mnie poważnie, nikt mi nie zaufa, a przy byle okazji to będzie znakomity argument, żeby mi dowalić np. wyrzucić mnie z roboty, czy uznać, że jestem niekompetentna. Choć może jednak powinnam wszystkim powiedzieć prawdę i olać resztę zamaszystym strumieniem.

SZEF
Ani się waż!!! Zwariowałaś! Chcesz popełnić zawodowe samobójstwo i mnie przy okazji pogrzebać?! Spokojnie, coś wymyślimy. Matko i córko! Nie wiem, to może niech
to będzie depresja i jakiś choćby malutki guzek, bo inaczej nikt nie uwierzy, że te półtora miesiąca spędziłaś w szpitalu, a nie na Karaibach. Rozumiesz, to nie może być zbyt błahe. Czegoś błahego nie łykną.

GRAŻA
Ale…

SZEF
Tak, to mogłoby się udać.

GRAŻA
Ale…

SZEF
Sama depresja, nie przejdzie, jestem pewny. Musi być coś więcej. Naczelni pójdą na każdą tragedię, ale taką nie skażoną. Czyli alkoholizm, AIDS, syfilis i inne takie, gdzie istnieje podejrzenie, Twojej w tym winy, odpadają. Zgódź się chociaż na jakieś guzy na jajnikach,
co? Albo, co wy tam jeszcze macie w środku…

GRAŻA
Macicę.

SZEF
O macica! Doskonale! Guz na macicy! To już jakoś brzmi! Konkretne jest, a ja głupi z jajnikami wyjechałem. Tak, MACICA, MACICA… no genialnie, to wystarczy. Przejdzie. Hmm, no tak, z resztą sześć tygodni na jajniki, to trochę niewiarygodne.

GRAŻA

(zrezygnowana)
Hmm, zdążyliby je wyciąć i po problemie.

SZEF
Właśnie!

GRAŻA
Ale macicę też mogli już wyciąć!

SZEF
Słusznie, też mogli, ale w kwestii macicy, to już bym był bardziej spokojny. Jajniki to… no wiesz… jeden w tą… drugi w tą… banalne… tego nikt nie zauważy… ale… Hmm, bo widzisz, teraz tak sobie pomyślałem, że może jednak macica też nie jest szczególnie
medialna… może to powinno być… no nie wiem… płuco na przykład. Albo… no gdzie można mieć jeszcze to świństwo? Znaczy w jakich neutralnych, w sensie, przyzwoitszych miejscach.

GRAŻA
Piotr, na miłość boską!!!

SZEF
Nie boskaj mi tu, tylko pomóż. Przecież to o twój tyłek tu chodzi, to Ty schrzaniłaś sprawę, więc wypij piwo, które nawarzyłaś.

GRAŻA
Tylko nie piwo!

SZEF
Oj, nie czepiaj się słówek. Po prostu teraz nie możesz ich zawieść!

GRAŻA
Zawieść?!

SZEF
Kotek, wiesz, co będzie, kiedy wrócę i powiem im, że to tylko pijaństwo!!! Ty kompletnie nie kumasz wagi problemu! Wiesz, jak się naczelni tobą nakręcili! Byli przekonani, że to coś poważnego! Myśleli, że to świetny materiał na kampanię. W końcu każda szanująca się stacja telewizyjna, każdy dziennik czy tygodnik miał swoją tragedię, jakiegoś dziennikarza czy dziennikarkę z rakiem czy uciętą głową. Tylko my nie. My od dawna jesteśmy na rynku i najwyższy czas na ofiary. Kurwa, Kazika wysłaliśmy nawet do Iraku, żeby zginął, to kretyn wrócił dumny i opalony, a postrzelili reportera z konkurencji. I co, i dwa tygodnie się media
o tym szmatławcu rozpisywały: „Dziennikarz Gazety Przedniej „to”, dziennikarz Gazety Przedniej „tamto…”. Nawet nagrodę literacką tego dziennikarza ustanowili, żeby na maksa wykorzystać ten dar niebios, jaki im się w tym Iraku wydarzył. A głupi Kazik cieszy się, że wrócił cały. Idiota. Co go kosztowało nadstawić się odrobinę. Zamiast biegać, jak kot z pęcherzem, wystarczyło stanąć spokojnie na jakiejś ulicy i ktoś z pewnością, by go trafił. Tam przecież kul jak szarańczy. Ale nie, po co myśleć. Nie dziw się więc, że na Twojego raka bardzo liczyliśmy. A ty co, też nas wystawiasz. Boże, co za obłęd!

GRAŻA
Obłęd.

SZEF
Nie rozumiesz, że dla naczelnych to priorytetowa sprawa. Oni mają wobec ciebie wielkie oczekiwania. Nie musisz za raz umrzeć, ale pomyśl chociaż jak być jak najbliżej tego stanu. Musimy wybrnąć z tego gówna. Zajrzyj do Internetu i główkuj. Poszukaj, popatrz, na co zmarły do tej pory jakieś osobistości…

GRAŻA
AIDS, syfilis, gruźlica…

SZEF
Odpada, odpada. W dzisiejszych czasach umrzeć na gruźlicę, to jakby zejść od zadławienia kluską śląską z dziurką, nic głupszego. Dziś gruźlicę leczą równie skutecznie jak grypę, to na nikim nie robi wrażenia. Gdybyś zeszła na gruźlicę, to jeszcze by nam nasłali na redakcję Inspekcję Pracy, żeby sprawdzić warunki jakie zapewniamy dziennikarzom. O, kochana, wtedy dopiero Gazeta Przednia miałaby na nas używanie. AIDS, syfilis, też nie… jak mówiłem, to musi być coś szlachetnego… jak… jak… jak dajmy na to…

GRAŻA
Guz mózgu!

SZEF
O! Widzisz, jak chcesz to potrafisz! Tak, mózg dobrze się kojarzy, tak mózg to poważna sprawa… teoretycznie przynajmniej, to przecież… najważniejszy narząd pracy dziennikarza…

GRAŻA
Racja, teoretycznie.

SZEF
Och, ta twoja ironia, cudowna, zawsze ją uwielbiałem, taka babska, ale z jajami… będzie mi jej brakowało.

GRAŻA
Zwalniasz mnie?!

SZEF
Co? Dlaczego? Dlaczego?

GRAŻA
Bo powiedziałeś, jakbym już nie pracowała albo… nie żyła.

SZEF
Aaaa, daj spokój, przewrażliwiona jesteś. Nie czepiaj się. Poza tym przez tyle tygodni, jednak wszyscy na to li… to znaczy oswajaliśmy się z myślą, że… to będzie… koniec.

GRAŻA
Wybacz, cholera, tak mi przykro, że tak was zawiodłam!

SZEF
Cóż, taki life, nie przepraszaj, nie ma za co. Jak wiesz w tym zawodzie trzeba być elastycznym czyli przygotowanym, na wszelkie zaskakujące i nieustannie zmieniające się okoliczności.

(Graża wnerwiona i zrezygnowana zapala papierosa ).

SZEF
Ej, a co ty robisz?!

GRAŻA
Jak to co?

SZEF
Ty palisz?!

GRAŻA
Hej, hallo… od 15 lat jaram, o co ci chodzi?

SZEF
Nie, nie złotko, tak to się, kurwa, nic nie uda. Jak to… tu leczenie, tu choroba… a ty jarasz?! Przecież jak by ktoś to odkrył, to zamiast współczucia, jeszcze byś nam złej reklamy przysporzyła, jak byśmy już jej nie mieli w nadmiarze. Zapomnij o paleniu. W twojej sytuacji, musisz rzucić pety, absolutnie! Nikt nie może Cię zobaczyć z papierosem! A poza tym, o Boże…, jak Ty wyglądasz?

GRAŻA
Co znowu?

SZEF
Nie no, to jakiś koszmar. Cholera jasna! Guz mózgu, sześć tygodni w szpitalu i wracasz z fryzurą Tiny Turner?

GRAŻA
To, co mam zrobić?

SZEF
Kurwa, nie wiem. Może przynajmniej chustkę jakąś załóż, dorób sobie jakieś cienie pod oczami… Nie wyglądasz wiarygodnie… nie jak umierająca.

(Dzwoni telefon SZEFA. Ten nerwowo spogląda na wyświetlacz i gestem nakazuje GRAŻY milczenie)

SZEF
No, cześć Zbyszek… tak jestem u niej… A co ja mam ci powiedzieć, dobrze nie jest… słabo wygląda… Nie, nie schudła tak bardzo, raczej po tej całej terapii opuchnięta jest…
Ale ona się upiera, że niczego nie potrzebuje… Znasz ją, wiesz, że jak się uprze, to… no, no, ha, ha, ha… Na zdjęcia? … Nie chyba jeszcze na to za wcześnie… dajmy jej jeszcze parę dni… niech stanie trochę na nogi… Nie no, ja rozumiem, ale myślę, że jednak powinna jej najpierw zejść ta opuchlizna, bo efekt nie jest, tak drastyczny, jak byśmy tego potrzebowali… Tak, tak porozmawiam z nią i wszystko ustalę. Tak, tak to, to czego
się spodziewaliśmy… No oczywiście, że pozdrowię… oczywiście… Do widzenia… cześć… cześć…

(Kończy rozmowę, ociera pot z czoła)

Uff, spoko. Nie jest źle, sytuacja wydaje się opanowana. Jezu, dobrze, że jakoś się udało obronić cię dziś przed fotografem. Nie wiem jak będzie jutro, bo muszą mieć twoje zdjęcia, do środowego wydania, ale w razie czego dogadam się z grafikiem, może cię jakoś scherlawi.
Ale mimo to weź się za siebie, zrób coś ze sobą, nie możesz tak dobrze wyglądać… może by tak włosy…?

GRAŻA
Od włosów wara!!!

SZEF
Ok., ok. To przynajmniej poczytaj coś o tej swojej chorobie, żebyś choć trochę wiarygodna
była.

(SZEF zbiera się do wyjścia, zakłopotany, trochę zamyślony, zdezorientowany).

No głowa do góry, będzie dobrze.

GRAŻA
Ale masz świadomość, że ja przynajmniej w najbliższym czasie nie umrę?

SZEF
Zobaczymy. Jakoś sobie z tym poradzimy. Nic się nie martw.

Scena 4

(Mieszkanie GRAŻY. Wraca CZAREK z zakupami)

CZAREK
I jak najszczersza z najszczerszych rozmowa z SZEFEM?

GRAŻA
Fiasko! Totalne, masakryczne, pieprzone fiasko!

CZAREK
Nie przyznałaś się?

GRAŻA
Przyznałam, ale myślisz, że to dla kogokolwiek ma znaczenie. Machina wielkiej iluzji ruszyła i nikt nie ma najmniejszej ochoty jej powstrzymywać, ani z niej wysiadać. Ja mam ochotę wysiąść, ale na to mi nikt nie pozwoli. Tak więc czy mi się to podoba czy nie, muszę kłamać.

CZAREK
Pierdolisz!

GRAŻA
Myślałam, że jak wrócę, uda mi się wszystko ułożyć od nowa. Przestanę pić, zacznę nowe, lepsze życie, ale gówno. Świat chce status quo, chce starej GRAŻY, z kacem i z problemami.

CZAREK
A Ty czego chcesz?

GRAŻA
Nie chcę się cofać, CZAREK, ale skok na główkę do pustego basenu, też mnie przeraża. Zresztą co to właściwie jest prawda? Sam mówiłeś, że nie ma znaczenia.

CZAREK
Ja? Ja nic takiego nie mówiłem.

GRAŻA
Daj spokój, całe Twoje życie, to jedna wielka ściema. Sam pewnie już nie wiesz, kim jesteś, a innych chcesz nawracać. Sorry, jestem wkurwiona, zdezorientowana i najchętniej…

CZAREK
Też bym sobie najchętniej podupczył, ale nie dla psa kiełbasa, Graża, już nie.

GRAŻA
Pierdolę to! Nie dam rady.

CZAREK
Poddajesz się? To choć tu, Słonko, pobzykajmy się bez gumki?

GRAŻA
Idź do diabła!

CZAREK
A widzisz. Jednak coś cię przy tym parszywym życiu trzyma, więc błagam, nie pierdol mi tu: „nie dam rady, boję się, ble, ble, ble”. Rzygać się chce. Wiesz w czym problem, że w przeciwieństwie do mnie, ty masz wybór i to cię właśnie ogranicza. Cały czas myślisz, że możesz wrócić do tego, co było i jakoś ci to ujdzie na sucho, jakoś się uda. A ja Ci mówię, że gówno, a nie się uda. Już nigdy nie odzyskasz komfortu picia, już nigdy nie będziesz się mogła karmić iluzjami, którymi dotychczas się karmiłaś, bo już je znasz i o nich wiesz. Owszem możesz różne sprawy wypierać, możesz tworzyć kolejne ścieżki kłamstw, ale to już będzie grubymi nićmi szyte. Obawiam się też, że teraz już nie będzie tak sofcikowo, stoczysz się dużo głębiej i trudniej będzie Ci się po raz drugi odbić od dna. Będziesz miała mniej entuzjazmu, mniej wiary i mniej nadziei na coś fajnego, bo wypłynięciu na powierzchnię. Chcesz, proszę bardzo. Nalać Ci?

Scena 5

(Raut w mieszkaniu GRAŻY. Są na nim jej rodzice, brat, bratowa,
szef, sąsiadka i Czarek. Goście rozmawiają w grupach).

MARYLA
Musisz z nią dziś porozmawiać, słyszysz, musisz.

MAREK
Oj, daj spokój, Marylko, nie w takiej chwili.

MARYLA
Lepszej nie będzie. Nie ma na co czekać. W każdej chwili może wyciągnąć kopyta i nawet się nie zorientujesz, jak się okaże, że cały majątek pójdzie na jakieś chiuaua. Przecież ona jest
szajbnięta. Już zapomniałeś jak numer nam zrobiła?

MAREK
Marylko, no jaki numer, jaki numer? Przecież to jej pieniądze były, mogła z nimi zrobić co chce.

MARYLA
Co chce?! A to nam się przelewa? Ty z tą swoją marną belferską pensyjką i troje dzieci na utrzymaniu. Skoro mogłeś tyle dzieci zrobić, to teraz kombinuj, jak je wykarmić, a nie ja muszę o wszystkim myśleć. Poza tym mnie też się chyba coś od życia należy. Też bym sobie na jakąś wycieczkę pojechała, porządny lifting zrobiła, a nie jak jakiś wieśniak od trzech lat nigdzie za granicą nie byłam, tylko te Mazury i Mazury, szczyt ambicji. A ona? Ona te całe pięć tysięcy na psy wtedy dała, zamiast o rodzinie pomyśleć. Teraz też tak będzie, zobaczysz?

MAREK
Maniu, kochanie, proszę cię…

MARYLA
Ty mnie Manią nie podchodź, bo mam rację. Zobaczysz, szansa na to mieszkanie przejdzie ci koło nosa. A wystarczy w porę zagadać. Przedstawić jej naszą sytuację, zapytać, co zrobi, co ma zamiar zrobić z chatą, po tym wszystkim i podsunąć myśl, żeby spisała testament.

MAREK
Ale nie można… nie w takiej chwili…

MARYLA
Jedyne, co w takiej chwili nie można, to być frajerem. Życie jest krótkie, a ty jak zwykle myślisz, że na wszystko masz czas. Jeśli ty z nią nie porozmawiasz, to ja to zrobię.

MAREK
Ani się waż, Marylu!

MARYLA
Zrobię to zobaczysz, że zrobię!

( Dyskusja brata i szwagierki odchodzi na dalszy plan. Słychać rozmowę SZEFA i GIENI)

GIENIA
Naprawdę na mózgu? O Boże drogi. Myślałam, że to, o to chodzi.

(Chwyta się za piersi i pokazuje Piotrowi)

SZEF
I ja też początkowo myślałem, że na macicy, ale okazało się…

GIENIA
Och, panu to się nie dziwię, chłop jak to chłop, dla niego mózg czy macica to prawie to samo, zwłaszcza, że oba słowa na M. Ale że ja się nie domyśliłam, to wstyd. A przecież kiedy teraz na to patrzę, faktycznie wszystko na wskazywało na mózg. Domyślić się mogłam. Po tym jak dziwnie się nieraz zachowywała. Wie Pan, ja czasami sobie nawet myślałam, że ona pijana jest, bo jakoś zataczała się, kluczem w dziurkę trafić nie mogła przy otwieraniu drzwi, a rano
rano wychodząc zawsze trzymała się za głowę. Gdy ją spotykałam na klatce mówiła, że to migrena, że tak boli, że na oczy nie widzi. Biedactwo. Od dawna się tak męczyła.

SZEF
Ano widzi pani,pani GIENIU.

GIENIA
Widzę, widzę, że na dobrych, pożytecznych ludzi, to zawsze pan Bóg jakie plagi zsyła. A na taką Marciniakową na przykład bata żadnego nie ma. Babsztyl ludziom krew zatruwa, całe
życie nic tylko ploty roznosi, jej stary na bimbrze zarabia, a synowie, to nawet dzień dobry na ulicy sąsiadowi nie powiedzą, i co? I takich choroby się nie czepiają. Muszą udawać przed komisją, że im co dolega, żeby rentę wyłudzić, a naprawdę zdrowi jak konie łażą.

SZEF
To prawda, nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

GIENIA
Oj, nie ma… ale po części to i przez was jej nie ma.

SZEF
Przez nas?!

GIENIA
Przez was, pismaków, co się o pierdołach rozpisują, że ta to ma taką kieckę, a tamta śmaką, tej grzywka urosła, a tamtej się przypaliła, a o prawdziwym życiu, prawdziwych nieszczęściach ludzkich i problemach to nic…

SZEF
No co też pani mówi, Pani Gieniu…?

GIENIA
To dlaczego Ne ten przykład takim Marciniakami się do tej pory nie zajęliście? Przecież wszyscy wkoło wiedzą, jakie to oni ciemne interesy prowadzą. Myśli pan, że lokalna władza nie wie, na czym oni zarabiają. Dobrze wiedzą, tylko nic nie robią, bo im się Marciniaków mieć opłaca. Jeden co uczciwie pracuje to ten najmłodszy syn Marciniakowej, a pozostali, to Boże, zmiłuj się. Mafia, zwykła mafia.

SZEF
Hmm… zastanawiam się… bo skoro to mafia, jak pani mówi, to przecież GRAŻA musiała o tym wiedzieć…

GIENIA
No z pewnością wiedziała, przecież oczy ma, widzi, co się tu wyrabia.

SZEF
No właśnie… to dlaczego nigdy tego tematu w redakcji nie zgłosiła, nie zainteresowała się tym?

GIENIA
A tego to ja już nie wiem? Może nie chciała się z takimi łajzami, zadawać… może też się bała… w końcu tu mieszka. A mówią, że nie sra się do swojego gniazda. Sam ją musi Pan zapytać. Choć oni tu nawet czasem do niej zaglądali, wie pan? Trochę mnie to dziwiło, bo co taka dziewczyna z bimbrownikami mogła mieć wspólnego, a ci dość regularnie wpadali i ją nękali… ale jak mówię, nic więcej nie wiem. Może kiedyś sam o tym opowie. Teraz pewno nie w głowie jej takie tematy.

SZEF
W głowie to na pewno nie.

GIENIA
Ale wy to jej pomożecie jakoś, jak będzie potrzeba, nie zostawicie jej z tym samej?

SZEF
Ależ skąd, pani GIENIU. Redakcja jest w pełnej gotowości. Gdy przyjdzie odpowiedni moment, idziemy na całość.

GIENIA
To dobrze, kochanieńki, to bardzo dobrze. W takich chwilach koledzy, przyjaciele są najważniejsi.

(Rozmowa Gieni i szefa schodzi na dalszy plan. Na pierwszy wkracza dialog
rodziców Grażyny z CzarKIEM )

MATKA
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie chciała, żebyśmy odwiedzili ją w szpitalu. Tyle czasu tam sama biedaczka spędziła. I tak źle wygląda, tak słabo.

OJCIEC
Według mnie wygląda normalnie. Nie ma co panikować.

MATKA
Zawsze była taka wrażliwa, taka krucha, byle czym można ją było zranić i jeszcze tak trudny zawód sobie wybrała. Dzielna była nie poddawała się, kochała zwierzęta…

CZAREK
Eee, nie mówmy o niej w czasie przeszłym. Przecież na razie jest z nami i chyba ma się całkiem dobrze. Poza tym, poczekajmy, aż powie po co tu nas zebrała. Może wówczas w ogóle okaże się, że nie taki diabeł straszny.

OJCIEC
Dokładnie, dokładnie tak. Nie ma co chwalić nocy przed zachodem słońca… tzn…, ja mam odwieczny problem z frazeologizmami i chyba tym razem też coś poknociłem… W każdym bądź razie, zgadzam się z Panem Cezarym, iż nie ma sensu na zaś złorzeczyć. Lepiej poczekajmy co Grażka ma do powiedzenia i wówczas ewentualnie podjmiemy odpowiednie kroki.

MATKA
Ale po co by robiła to całe przyjęcie, no, po co?! Chyba to oczywiste, co za chwilę usłyszymy! I nie pocieszaj mnie, ty nigdy jej tak nie kochałeś jak ja, zawsze wolałeś swojego synka, nie okazywałeś jej uczuć…

OJCIEC
Żabciu, a co ty za bzdury wygadujesz? Przecież to też i twój syn.

MATKA
Tylko syn i syn.

CZAREK
Może ja pójdę po Grażę, niech się pospieszy z przemówieniami?

OJCIEC
Tak, co ma być to niech już będzie. Faktycznie im szybciej się dowiemy, tym lepiej.

MATKA
Jak można, jak tak można… w takiej chwili jeszcze chcesz ją dręczyć. Całe życie ją popędzałeś, zbyt dużo od niej wymagałeś… i teraz nawet nie możesz odpuścić?! Jesteś
bez serca, bez serca. To się w ogóle nie powinno stać.

(Ojciec obrażony odchodzi od Matki i Czarka. Na pierwszym planie
zostaje tylko tych dwoje).

MATKA
Od początku wiedziałam, że robię błąd wychodząc za tego gbura, od samego początku. Ale siostry i matka przekonywały mnie, że on taki przystojny, że z dobrego domu , wykształcony, a ja, głupia, dałam się nabrać. Tak to jest jak się nie słucha własnego serca, tylko podszeptów innych. Bóg mnie pokarał. Odsunęłam miłość, sprzedałam s.

CZAREK
Może przyniosę pani wody?

MATKA
Po co mi woda? Lepiej coś mocniejszego.

CZAREK
Niestety, nic mocniejszego tutaj nie znajdę.

MATKA
To daj mi pistolet, bo dłużej tego nie zniosę. Wiesz… miał na imię Henryk. Był bardzo podobny do ciebie.

(Chwyta Czarka za rękę i głaszcze)

Marynarz. To dlatego ostatecznie go nie wybrałam. Ale to jego tak naprawdę kochałam, to jemu pierwszemu się oddałam. To z nim powinnam być. Boże, mój Boże, co ja zrobiłam?

CZAREK
Pani Agato, niech pani nie płacze. Na pewno nie jest tak źle, żeby…

MATKA
Ona nie wie, nikt nie wie.

CZAREK
O czym?

MATKA
Nie powiedziałam im, nikomu, odkładałam to zawsze na później, czekałam, aż przyjdzie odpowiedni moment, ale nie przychodził (szlocha)… a teraz… teraz to nie ma sensu… jest już za późno.

CZAREK
Nie wiem na co jest, pani zdaniem, za późno, ale zapewniam panią, że jeszcze nie jest. Póki żyjemy, zawsze jest jakaś szansa…

MATKA
Tak myślisz? Naprawdę tak myślisz?

CZAREK
Jestem o tym przekonany.

MATKA
Tyle lat żyłam w strachu, że się wyda. Bałam się, że ktoś zadzwoni, np. w ciągu tych ostatnich tygodni ze szpitala i powie, że potrzebna jest krew, albo jakiś narząd i że się wyda.

CZAREK
Ale co mianowicie? Pani Agato, jest dziś Pani wyjątkowo zagadkowa?

MATKA
Może masz rację, najwyższy czas skończyć z tajemnicami, ona ma prawo dowiedzieć się zanim…

(W pokoju robi się zamieszanie. Wchodzi GRAŻA).

GRAŻA
Witajcie, moi drodzy. Zaprosiłam was tutaj, żeby zdementować krążące od dawna plotki o moim stanie zdrowia i powiedzieć wam jak rzeczywiście sprawy się mają.

(Szef chrząka dość głośno, chce zwrócić na siebie uwagę Grażyny)

Sprawa jest prosta. To prawda, jestem chora. Śmiertelnie… ale z tą chorobą można wygrać.

(Z pokoju padają oklaski i zapewnienia, że oczywiście, że wszystko będzie dobrze. Graża bierze głęboki oddech i mówi dalej)

Wiem, że się przejmujecie, troszczycie o mnie, martwicie, ale wierzę też, że będzie dobrze. W znacznej mierze jest to uzależnione od mojej postawy i moich osobistych wyborów. Dzisiejsze nasze spotkanie jest moim krokiem w stronę właściwych wyborów właśnie.

(Niektórzy ze zgromadzonych wzruszają się.

Nie chciałam wcześniej rozmawiać z wami o tym, co mi dolega, bo zwyczajnie… wstydziłam się.

(Szef robi wśród zgromadzonych głuchy telefon. Coś długo szepcze do ucha najpierw GIENI, potem Gienia bratu GRAŻY, ten BRATOWEJ, itd. Zanim Graża dojdzie do meritum sprawy, wiadomość dociera do wszystkich. Gdy dochodzi do Mamy ta niemal mdleje, gdy do
Czarka, ten czuje, że nic nie uratuje sytuacji przed katastrofą )

Powiem więc wprost: jestem alkoholiczką.

(Matka zaczyna szlochać)

Naprawdę mogło być gorzej. Wiem, że to wstyd, ale nie chciałam was już więcej trzymać w niepewności. Koniec z kłamstwami, te z pewnością nie służą trzeźwieniu.

(Goście po kolei podchodzą do GRAŻY całują ją, głaszczą i powtarzają: )

GOŚCIE
Już dobrze, dobrze dziecko, nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze.

(Zabierają ją na kanapę, dają wodę, roztkliwiają się nad nią. GRAŻA z gośćmi schodzi na drugi plan, na pierwszy wybija się szef, który odchodzi na bok i rozmawia przez komórkę )

SZEF
Zbyszek? No to wszystko gra… Tak spokojnie jutro możemy dawać ten materiał … Tak, jest wzruszający, wszyscy bardzo ładnie o niej opowiadają… nie, na razie jeszcze nie w czasie
Przeszłym… ha, ha, ha… Wiesz, co prawda, wstępna wersja nekrologu i kondolencji jest już gotowa, ale na razie ja bym się jeszcze z tym troszeczkę wstrzymał.

No… dobra… to umówię ją z fotografem na jutro… nie… nie sądzę, żeby miała coś przeciwko… Myślę, że około 3.00 w nocy można puścić informacje do agencji… tak, tak notka jest już gotowa, osobiście ją redagowałem… To cześć.

(Gdy szef kończy rozmowę, odchodzi na dalszy plan. Z kanapy od gości ucieka GRAŻA. Szuka CZARKA. Znajduje go na uboczu całego towarzystwa. Podbiega do niego roześmiana, zadowolona z przebiegu spotkania i dumna z siebie).

GRAŻA
Co tak się izolujesz? Widzisz, tak się bałam, a okazało się, że strach ma wielkie oczy. Teraz czuję, jakby mi stutonowy ciężar spadł z żołądka. Nie potrzebnie tak się nakręcałam: „a co oni wszyscy sobie o mnie pomyślą”, „że pewnie będą rozczarowani”, „pewnie będą rozgoryczeni albo zniesmaczeni może”, czyli wielkie gdybanie, które jak zwykle okazało się paranoją. Bo popatrz, oni przyjęli to jak zupełnie normalną rzecz. Kompletnie się tego nie spodziewałam, a Ty?

CZAREK
Tak, to przeszło wszelkie moje oczekiwania.

GRAŻA
Myślałam, co prawda, że choć trochę ich ta wiadomość zaskoczy… ale w sumie, tak jest ok. Jakby to była jakaś norma. Zaskoczyli mnie, serio, i to bardzo.

CZAREK
Nie chcę krakać, GRAŻKA, ale obawiam się, że…

MAREK
Idziemy już, nie chcemy cię męczyć.

MARYLA
Może odwiedzimy cię jutro, żeby porozmawiać spokojnie o tym i owym.

GRAŻA
No pewnie, wpadajcie!

MATKA
Córeczko, kochanie, odpoczywaj, dużo odpoczywaj, teraz wszystko się zmieni zobaczysz, na lepsze, tylko na lepsze.

GRAŻA
Z pewnością, mamo, i przestań się już w końcu zamartwiać. Widzisz, przecież że wszystko jest dobrze.

(MATKA znów zaczyna szlochać, OJCIEC klepie GRAŻĘ po ramieniu i zabiera żonę do wyjścia )

GIENIA
Biedactwo ty moje, nie przejmuj się, wszystko się ułoży. Idę dziś do kościoła, pomodlę się za ciebie, będzie dobrze, zobaczysz.

GRAŻA
Dziękuję, pani Gieniu!

GIENIA
A jutro wpadnę tu znowu z bulionem, poplotkujemy sobie trochę, pośmiejemy się, bo trzeba czerpać z życia, póki jest.

GRAŻA
Pewnie pani Gieniu, pani to zawsze potrafi człowieka podnieść na duchu.

(Gienia już prawie wychodzi, ale od drzwi krzyczy jeszcze)

GIENIA
O i z jakąś zdrową księżowską naleweczką wpadnę, co? To nam humory poprawi.

(GRAŻA chce coś powiedzieć, ale GIENIA znika już za drzwiami. Po zdaniu o naleweczce jakoś traci na humorze, patrzy zdziwiona w stronę CZARKA. Wtedy podchodzi do niej SZEF).

SZEF
Kochana, to z fotografem umówiłem cię na jutro około południa. Tak jak mówiliśmy przygotuj się jakoś.

GRAŻA
Z fotografem? Ale Piotr, chyba nie po tym, co dziś powiedziałam. Przecież oni wszyscy już wiedzą, jaka jest prawda… cała ta gra nie ma sensu.

SZEF
Kotek, jaka ty jednak naiwna jesteś. Serio, nie spodziewałem się, że aż tak. Naprawdę nie wiesz, co się stało? Masz guza mózgu, tracisz poczytalność, tracisz zmysły, nie wiesz,
co mówisz, próbujesz uspokoić innych, wymyślając tanią bajkę o alkoholizmie. Dziewczyno, kto w to uwierzy?

GRAŻA
Ale przecież… oni…

SZEF
Fotograf będzie o 12.00, przygotuj się i tym razem mnie nie zawiedź!

(SZEF wychodzi. GRAŻA nie może się pozbierać).

CZAREK
Nie wiedziałem, że kiedykolwiek to przyznam, ale mój adidas przy twojej chorobie, to pikuś.

Scena 6

( ON i ONA siedzą obok siebie i rozmawiają)

ON
Zdałem egzamin z socjologii.

ONA
No nareszcie, a jak ząb.

ON
Niestety. Ale zachowałem go sobie na pamiątkę. (pokazuje wisiorek na szyi)

ONA
Cóż, życie pełne jest wzlotów i upadków…

ON
Grunt by bilans wychodził przynajmniej na zero. Na razie obejdzie się bez protezy, ale z czasem to nie uniknione. A co u ciebie?

ONA
Spoko. Dostałam pracę, na razie warunkowo, ale to już coś.

ON
Rety, zajebiście, musimy to uczcić.

ONA
A to jeszcze nie wszystko.

ON
No coś ty? Gadaj.

ONA
Zakochałam się.

ON
Nie mów! Znam go.

ONA
Yhy. To ten kumpel GRAŻY.

ON
O rety, jak wy…kiedy?

ONA
On jeszcze nie wie, ale mu powiem.

ON
Ty, to jednak prawda, że bez kaszy można żyć. I nawet z czasem wszystko zaczyna się układać.

ONA
No, zajebiście.

ON
To co? Łyczka?

ONA
Jak zwierzęta?

ON
A jakże.

Scena 7

( Z głośników słychać wyliczankę )

GŁOSY

Ene due like fake,

korba borba esme smate,

deus deus kosmotaeus

i morele cynadele baks!

( Znowu widzimy pokój w mieszkaniu, taki jak na początku sztuki. Jest pusty. Słychać tylko z daleka odgłos maszynki do strzyżenia i dzwonek do drzwi. Maszynka cichnie, dzwonek nie ustaje. Z oddali słychać głos GRAŻY):

GRAŻA
Już idę… chwila…!

(Pojawia się w pokoju z chustką na głowie i sińcami pod oczami. Staje przed drzwiami i zamiera sięgając w stronę klamki. Znów słychać słowa piosenki).

„Nie zmienię świata, nie zmienię, nie mam żadnych złudzeń. To nie uda się nikomu, choć rewolucje są dla ludzi. Nie zacznę nowej wojny i nie zakończę starych. To wszystko jest utopią i śmieszne są zamiary. Ale mogę zmienić się sam… i mogę zmienić ciebie…
możemy zmienić nasz dom… by było nam jak w niebie…”.

Koniec

 

Izabela Marczak — miłośniczka słownych kreacji i literatury skandynawskiej, dawniej dziennikarka, obecnie heroina w walce z codziennością , weganka; przez wiele lat pisała dla tytułów prasowych Agory (Metro, Duży Format, Wysokie Obcasy, Gazeta Wyborcza, Gazeta Telewizyjna), „Dziennika” Axel Springer Polska, gościnnie w „Polityce”, „Przekroju” i innych. Wyróżniona w konkursie „Twojego Stylu” o Złote Pióro oraz konkursie na scenariusz do teledysku grupy O.N.A. „Kiedy powiem sobie dość”.

Proza życia jest faktem. Ciąg dalszy

Izabela Marczak

IZABELA MARCZAK Kasza — akt drugi dramatu

AKT II

Scena 1

( Sceneria sanatoryjna. W fotelach ONA, ON, CZAREK i GRAŻA. Palą papierosy, piją wodę, opalają twarze na słońcu).

ONA
Łyczka?

ON
Daj spokój, z tym łyczkiem, to już nie to samo.

CZAREK
Fakt, pić wodę? Obrzydliwe… jak zwierzęta.

GRAŻA
Siedź cicho, mądralo, ciebie też to czeka, jak nie przystopujesz. Poza tym w gościach jesteś, u schorowanych ludzi, więc nie dowalaj leżącym.

CZAREK
Spoczko, GRAŻKA, wyluzuj!

GRAŻA
Myślisz, że tak łatwo o luz… o wodzie. (śmiech)

ONA
Tia… straszne. Taka pustka w człowieku się zrobiła. Czarna dziura, nic nie widać, zero perspektyw.

ON
Brak taki kompletny, że aż ssie.

GRAŻA
Czym to, kurwa, teraz wypełnić… wodą, sodą, kaszą gryczaną?

CZAREK
Optuję za kaszą. Bo wiesz, widzę w niej potencjał. To nawet niezłe. Mieć taki diaboliczny pociąg do kaszy gryczanej. Już to widzę. Kupuję w sklepie kilogram kaszy. Przychodzę do domu, gotuję małą porcję i wpierdalam. Jednak mała porcja mi nie wystarcza. Gotuję więc resztę i szamię. Jem, jem i jem, dopóki nie wyczyszczę miski z kaszą. Jednak kiedy się kończy wciąż czuję jej niedosyt. Idę więc do sklepu i kupuję kolejny kilogram. Zaczyna
się dość niewinnie, ludzie mają przecież swoje chętki. Nic groźnego, tak bywa. Ale, czegoś nie zauważam, rytuał z kaszą zaczyna się powtarzać coraz częściej. Od rana do wieczora myślę już tylko o kaszy, jak zdobyć kaszę i jak przetrwać chwile, gdy jej nie ma. Kupuję jej coraz więcej i więcej, a mój głód ciągle rośnie. Żona nie może już wytrzymać ze mną, bo kiedy brakuje kaszy, staję się agresywny. Mój organizm coraz mniej ma ochotę na kaszę.
Z jednej strony jej potrzebuje, z drugiej odrzuca. Kiedy więc jem kaszę, rzygam po nocach i wrzeszczę, że umieram, bo tak mnie po kaszy boli ciało. Ale mimo to jem. Jem choć wiem,
że mi szkodzi. Już nawet jej nie gotuję, jem na sucho, byle nie przestawać jeść, byle kaszy nigdy nie brakowało. Na kaszę wydaję ostatnie rodzinne grosze. Z powodu kaszy tracę pracę, żona z dziećmi uciekają z domu. Dla mnie to jednak nie istotne, ważna jest kasza. Niekiedy wieczorami siedzę nad kaszą i biadolę na mój zasrany los, mówię do kaszy jak do przyjaciela, takiego najbliższego: „Ty, kaszo, Ty jedna, gryczana Ty moja! Ty mnie tylko zostałaś, Ty mnie tylko rozumiesz!”. Jestem ja i kasza. Kupuję coraz gorsze gatunki kaszy gryczanej, bo na taką pierwszego gatunku już mnie nie stać. Kiedy wydaję ostatnie zaskórniaki, posuwam się do najgorszego. Okradam gościa w ciemnej uliczce, tylko po to, by zdobyć kasę na kaszę. Gość, nie ma zbyt wiele forsy, ale na kilo kaszy wystarczy. Biegnę do nocnego po kaszę i jem od razu, nawet nie czekam na dojście do domu. Pewnego dnia, z powodu kaszy ląduję w szpitalu. Lekarze stwierdzają, że kasza zniszczyła mój organizm i jeśli nie przestanę jej wpierdalać, to w końcu umrę. Ale ja mam to w dupie. Chcę tylko, żeby mi dali coś na ból, żeby mnie wszystko tak nie targało i nie tęskniło we mnie za kaszą. Ból jest nie do zniesienia. Obiecuję lekarzom, że jeśli mi tylko pomogą, jeśli tylko przestanie mnie boleć, już nigdy w życiu nie tknę kaszy. Jednak kiedy po tygodniu wychodzę ze szpitala, natychmiast zapominam o danej obietnicy i od razu wchodzę do pierwszego sklepu za rogiem, by kupić kaszę. Po 10 latach jedzenia kaszy gryczanej jestem wrakiem. Z powodu kaszy próbuję popełnić samobójstwo. Prawie mi się udaje, ale niestety nie do końca. Ląduję w szpitalu psychiatrycznym, gdzie uświadamiają mi, że mam problem z kaszą. Dziwię się: Przecież
ja sporadycznie jadam kaszę – tłumaczę lekarzom, ale oni nie wierzą. Cóż? Olewam ich, bo wiem, że jak tylko stąd wyjdę, kupię sobie tę wymarzoną, upragnioną, najdroższą memu sercu
pocieszycielkę.

ONA
Wszystko przez kaszę.

ON
Straszne tak sobie życie przez kaszę zmarnować.

CZAREK
No to na pohybel… kaszy!!!

WSZYSCY
Na pohybel!!!

(Wypijają ze szklanek do dna )

GRAŻA
Boję się, że bez kaszy stanę się teraz strasznie nudna.

ONA
Mnie już się wydaje, że straciłam na błyskotliwości, na głębi.

CZAREK
Kochane, mogę was zapewnić, że widzę w was głębię bez dna… tylko chrupać, mniam, mniam.

GRAŻA i ONA
Świnia.

GRAŻA
Czy Ty choć przez chwilę nie możesz być poważny i przestać myśleć o… uprawie ogródka, pieczeniu chleba czy jak to Ty tam metaforycznie nazywasz, wypasaniu ogórka?

CZAREK
Kiedy mizeria do kaszy gryczanej tak bardzo pasuje.

GRAŻA
Idź w cholerę!

ON
Chyba już nie będę mógł pracować ani na JEDYNCE, ani na DWÓJCE, ani… SZÓSTCE.

ONA
Ja też już raczej nie wrócę do roboty. Przez tę grykę wszystko mi się popieprzyło. Noworodki pomyliłam. Dacie wiarę? Jedno czarne, drugie białe, a ja je pomyliłam. Matki prawie zawału
dostały na porodówce. Totalna wtopa. Nie mam do czego wracać.

GRAŻA
Może to i dobrze. Zacząć wszystko na nowo. Boję się wracać na stare śmieci.

CZAREK
Nie bój nic. Najgorsze już za tobą, teraz tylko głowa do góry, złączyć kolanka i przeć do przodu.

ON
Tylko jak żyć teraz? Jak żyć?

ONA, GRAŻA i CZAREK
O Jezu!!! Stul dziób!!!

ONA
I tego się właśnie najbardziej cykam, że popadnę w takie biadolenie pieprzone, że nic tylko siąść i płakać: że się tyle straciło, że już mi tylu rzeczy nie wolno, że koniec z odlotami
i nirwaną, że… no i masz, już się zaczyna. Pełna identyfikacja z rolą ofiary.

GRAŻA
Taaa, mega gówno. Ale może się jakoś ułoży. W końcu, wystarczy tylko trzymać
się z dala od pieprzonej kaszy.

ON
Tylko tyle czy aż tyle? – oto jest pytanie.

Scena 2

(Wieczór. Na sanatoryjnym tarasie GRAŻA i CZAREK).

GRAŻA
Musisz jechać. Zaraz zamykają. Kaszoholicy wracają do cel.

CZAREK
Spokojnie, zdążę.

GRAŻA
Jakiś taki dziwny dziś jesteś. Gdybym Cię nie znała, powiedziałabym że łapie Cię melancholia.

CZAREK
Eeee tam, wydaje Ci się. Pewnie to miejsce i elita, z którą tu przebywasz, niszczą Twój instynkt tropiciela. Swoją drogą, nie pasujesz mi tu. SZÓSTKA i ŁYCZEK, to już rezydenci, to miejsce jakby dla nich stworzono, może dlatego ciągle tu wracają, ale Ty?

GRAŻA
Nie mów tak. Ja już nie chcę tu wracać, ale fakt jest taki, że tu trafiłam, co oznacza, że niczym się nie różnię od innych tutaj. Jak o tym zapomnę, to dopiero będzie problem. Znów będzie mi się wydawało, że wszystko mogę, do wszystkiego dojdę sama i że nie ma dla mnie szczytów nie do zdobycia, a to gwóźdź do trumny.

CZAREK
A propos szczytów, doszedłem ostatnio do wniosku, że życie jest jak orgazm, nie zdążysz się dobrze nacieszyć, a już po nim.

GRAŻA
Jezu, Ty naprawdę masz doła. Kasia, Asia, Basia czy Zosia tym razem dała Ci kosza?

CZAREK
To nie to. Zresztą skończyłem z babami. Co nie znaczy, że przerzuciłem się na chłopców, ale własnej kaszy powiedziałem: NIE! No, co się tak patrzysz. Każdy kiedyś musi się zmierzyć z własnymi demonami, ile można uciekać.

GRAŻA
Dobra, gadaj, co się stało.

CZAREK
Naprawdę nic takiego. No nie gap się tak. Zrobiłem sobie test, a właściwie to nie sam, zrobili mi przy okazji innych badań i… wyszedł pozytywnie.

GRAŻA
Masz HIV-a?

CZAREK
Huj i Vagina trądzik powstrzyma. No, tak jakoś wyszło.

GRAŻA
Od kiedy?

CZAREK
Co od kiedy?

GRAŻA
Od kiedy możesz być zakażony? Powiedzieli Ci, jaki jest stopień zaawansowania tego wirusa? Może sam kojarzysz, kto Ci go mógł sprzedać.

CZAREK
Coś Ty, przecież nie prowadzę rejestru sypialnianych eskapad. Połowy swoich łóżkowych przypadków w ogóle nie pamiętam. Ale lekarze mówią, że mam tego syfa już od jakichś siedmiu lat.

GRAŻA
O, kurwa!

CZAREK
Siedem lat temu, byłem u szczytu moich możliwości. Bzykałem wszystko, co się rusza, nie sposób dojść do tego, kto i kiedy okazał się trefnym towarem. Z resztą jakie to ma teraz znaczenie?

GRAŻA
Rety! Siedem lat? Przy Twoim tygodniowym przerobie… po kraju chodzi teraz pełno zahivionych lasek. Gadałeś już z nimi? Chyba zamierzasz, prawda?

CZAREK
Żartujesz?! Przecież nawet jakbym wystąpił w prime timie TV, np. zamiast bożonarodzeniowego przemówienia prezydenta, to i tak informacja nie dotarłaby nawet
do 1/3 z nich.

GRAŻA
To dotrzyj chociaż do tych ostatnich. Muszą wiedzieć, że mogą być nosicielkami i zakażać innych…

CZAREK
A jak Ty to sobie wyobrażasz? Dzwonię do każdej z nich lub pukam do drzwi i mówię: „Cześć, pamiętasz mnie? Prawdopodobnie sprzedałem Ci syfa, więc skoro jedziemy już na tym samym wózku, to może jakieś małe bzykanko?”. Daj spokój, na razie mam HIV nie AIDS, więc mam szansę jeszcze chwilę pożyć, nie muszę od razu rzucać się pod pędzącą ciężarówkę.

GRAŻA
Ale to okropne… nieuczciwe…

CZAREK
Oj, nie pierdol, Graża! Tak już jest. Na każdym kroku wszyscy w wszystkich robią w chuja, i trzeba się cieszyć, kiedy od czasu do czasu udaje Ci się być na górze. Dobrze o tym wiesz, bo cały czas brodzisz w tym dziennikarskim gównie, więc nie zachowuj się jak Maryja Dziewica, bo mnie mdli.

GRAŻA
Zasrana kasza!

CZAREK
Zasrana, to fakt. Ale wiesz co? Gdybym poszedł za głosem, który mówi: „prawda Cię wyzwoli” i rzeczywiście powiedział tym wszystkim laskom, że jestem Mr HIV, to prawdopodobnie naprawdę dość szybko stałbym się wolnym od wszelkich trosk trosk człowiekiem. Myślę, że nawet jedna czy druga postawiła by mi… ups… zapaliłaby mi znicza na 1 listopada.

GRAŻA
Kretyn!

CZAREK
Ale za to mnie kochasz, prawda?

GRAŻA
Że też nigdy nie skorzystałam z Twojej oferty i nie dałam Ci się przelecieć. Teraz nie miałabym na głowie tego całego bagna z rakiem.

CZAREK
Kochana, jestem do Twojej dyspozycji!

GRAŻA
Nie, no, kretyn! Przyjaźnię się z kretynem!

CZAREK
Ciiiii, nie krzycz. Jeszcze inni to odkryją i stracę na image’u. Z HIV czy bez, trzeba dbać o reputację.

GRAŻA
Będę Ci potrzebować, jak stąd wyjdę. Sama przez to nie przejdę.

CZAREK
Już się do Ciebie wprowadziłem. Szczoteczka do zębów i gumki. Wszystko gotowe.

GRAŻA
O, matko! Wynocha! Na dziś już mam dość!

CZAREK
Baw się dobrze, słońce i nie wpierdalaj kaszy! Poczekaj z tym na mnie!!!

Scena 3

(Wieczór. Na sanatoryjnym balkonie ONA i ON. ON czyta na głos fragment książki).

ON
Przyznać muszę, że byłem i jestem złodziejem w najgorszym – po ludzku sądząc – wydaniu. Kradnę rodzinie najlepszych ojców i synów. Kościołowi najwierniejsze dzieci. Ojczyźnie najzdolniejszych obywateli. Szkole i nauce najtęższe umysły. Rodzinie ludzkiej najpierwsze jednostki. A jednak cieszę się dotąd wolnością i mianem najlepszego dobroczyńcy ludzkości, przyjaciela człowieka, towarzysza jego radości i smutków. Ja jestem na świecie największym gangsterem i przywódcą mafii, która codziennie uśmierca miliony, zabierając im wszystko. Włamuję się do kieszeni, domów, serc i rodzin. Tylko ja znam klucze do wszystkich zamków, skarbnic i kas. Mój gang nie boi się szubienicy, bo mam w swoim gronie przedstawicieli wszystkich warstw społecznych, nie wyłączając sprawujących władzę i wymierzających
sprawiedliwość. Jestem panem, monarchą, władcą. Mnie służą rządy, stawiając na czołowym miejscu w czasie bankietów. W mojej obecności decyduje się o losach świata, życiu i śmierci,
ubija interesy… Moje zdanie w każdej sprawie jest ostateczne. Przy mnie ludzie bawią się, tańczą, płaczą, umierają. Walą się trony jeden po drugim, kurczą imperia, upadają rządy, tylko moje imperium nie kurczy się i nie upada, choć niesie zagładę. Niszczę wszystko i wszystkich. Piękne dzieci, wspaniałą młodzież przemieniam w zbrodniarzy. Zapełniam nimi szpitale i zakłady poprawcze. Bogatych zamieniam w nędzarzy. Zdrowych w chorych. Mądrych w głupich. Kołyski w trumny. Miasta w cmentarze… Któż mnie nie doświadczył? Któż mnie nie zna? I to dziecko mego przyjaciela.. I ta poniewierana żona. Znają mnie dobrze kapłani, załamując ręce nad owocami wieloletniej pracy. Znają mnie sądy, więzienia, szkoły i dyskoteki. Muszę się jeszcze przedstawiać? Mam nadzieję, że i wy nie zrazicie się do
mnie i tylko u mnie szukać będziecie mocy, szczęścia, tak jak szukają miliony. Że i was nie zabraknie w mojej armii, z którą od lat zdobywam… piekło! 4)

……
4) Anonimowy list do alkoholu.

(koniec aktu drugiego)
 
IZABELA MARCZAK „KASZA” – akt III

Izabela Marczak — miłośniczka słownych kreacji i literatury skandynawskiej, dawniej dziennikarka, obecnie heroina w walce z codziennością , weganka; przez wiele lat pisała dla tytułów prasowych Agory (Metro, Duży Format, Wysokie Obcasy, Gazeta Wyborcza, Gazeta Telewizyjna), „Dziennika” Axel Springer Polska, gościnnie w „Polityce”, „Przekroju” i innych. Wyróżniona w konkursie „Twojego Stylu” o Złote Pióro oraz konkursie na scenariusz do teledysku grupy O.N.A. „Kiedy powiem sobie dość”.

Proza życia jest faktem

Izabela Marczak

IZABELA MARCZAK Kasza — dramat w trzech aktach

Od redakcji: Na cyfrowych stronach naszego portalu pragniemy sięgać do rozmaitych zakamarków ludzkiej prawdy o świecie, życiu, o nas samych. Obecnie mamy przyjemność zaprezentować Wam kolejny owoc naszych poszukiwań ludzi zdolnych, którzy niebanalnie i mądrze opisują otaczającą nas rzeczywistość. Dziś, oraz w kolejne dwa wtorki, zaprezentujemy trzy odsłony dramatu „KASZA” autorstwa Izabeli Marczak.

Izabela Marczak „Kasza” — dramat w trzech aktach

Osoby dramatu

On/Pan Szóstka — student pracujący w Telefonie Zaufania
Ona/Panna Łyczek — pielęgniarka położna
Graża — dziennikarka
Czarek — przyjaciel
GIENIA — sąsiadka
Szef/Piotr — kierownik działu newsowego gazety
Matka
Ojciec
Marek — brat
Maryla — bratowa
Postać
Głosy

AKT I Scena 1

(W cieniu na scenie siedzi łysa postać. W tle słychać słowa piosenki)

„Nie zmienię świata, nie zmienię, nie mam żadnych złudzeń. To
nie uda się nikomu, choć rewolucje są dla ludzi. Nie zacznę nowej
wojny i nie zakończę starych. To wszystko jest utopią i śmieszne
są zamiary. Ale mogę zmienić się sam… i mogę zmienić ciebie…
możemy zmienić nasz dom… by było nam jak w niebie…” .1

POSTAĆ
Wszystko zaczęło się od tego, że oczekiwano zmian. Wyglądało
na to, że jest w tym jakiś sens. Teraz zmiany przychodzą i trawią
mnie od wewnątrz. Czuję to, każdą komórką swojego ciała.
Zmiany? Gniję. Czy z tej materii da się jeszcze coś zbudować?

GŁOSY

Ene due like fake,
korba borba esme smate,
deus deus kosmotaeus
i morele cynadele baks.

Scena 2
…………………………
1) Słowa piosenki grupy Sztywny Pal Azji

(Jakieś mieszkanie. W nim dwie osoby, siedzą, rozmawiają i piją wódkę. W tle łóżko. W nim osoba podłączona do kroplówki).

ON
Jezu!… ale boli.

ONA
Przyzwyczaisz się. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Łyknij
sobie, wódka dobra na ból i na głód, tak przynajmniej śpiewają.

ON
Przyzwyczaić się? Do bólu?

ONA
Nie bądź baba, pij!

ON
Od tygodnia piję i nie przestaję.

ONA
Trzeba było pójść do dentysty… albo więcej pić.

ON
Nie mogę przecież ciągle zalany chodzić, mam sesję. Auuuu, a u dentysty byłem.

ONA
I co?

ON
I kanał! Na egzamin z socjologii nie poszedłem.

ONA
A co ma piernik do wiatraka?

ON
A żebyś się nie zdziwiła. W mojej historii, ząb – dentysta – egzamin to wszystko
części jednego młyna.

ONA
Coś się tak przyssał, oddawaj! Bredzisz już coś.

ON
Mówię tylko, że niezły kanał. I to potrójny. We wtorek wieczorem zaczął mnie boleć ząb. Pomyślałem, że przeczekam do rana i, jak nie przejdzie, to pójdę do dentysty. Ale przeszło. Więc sprawę olałem. W środę wieczorem, kilka godzin przed egzaminem z socjologii… łup! Jak mnie nie dziabnie, jak nie zwali. Ledwo przytomny z bólu, chwyciłem za telefon, taksówka i do lekarza.

ONA
I co? Kanał?

ON
Trzy i pincet zeta.

ONA
Cóż, za urodę trzeba płacić, jak byś wyrwał, zabuliłbyś 10 razy mniej.

ON
Wyrwał, wyrwał, łatwo Ci mówić, jak masz sztuczną szczękę. Ja mam jeszcze szansę pogryźć swoimi, więc nie zazdrość.

ONA
Phii…

ON
Tak czy siak, po wyjściu od dentysty, od razu czułem, że coś jest nie tak. Ale mówię: „Facet wie co robi. Jak mówił, że będzie dobrze, to dam czasowi czas”. Dojechałem do domu. I nawet trochę się pouczyłem. Potem poszedłem spać. Śniło mi się, że rośnie mi ząb jak baobab. Z sekundy na sekundę coraz większy, coraz ostrzejszy. Rośnie, przebija tkanki, dziąsła, uderza w mózg. I nagle: Aaaaaaaaaaaaaa!!! Jak mnie sukinsyn nie łupnie, jak mną nie trząchnie, nie przeciągnie po podłodze. Pędząc do dentysty, nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby się martwić jakimś egzaminem. Jak słowo daję, ból jest jak siostra od religii, czarny, wstrętny, wykrzywia ryja, odbiera świadomość i uczy pokory z prędkością światła.

ONA
He, He…

ON
Niestety, cholera, ten zębowy jest też maksymalnie nieprzewidywalny. Po godzinie zwijania się w pieprzonej taksówce (jebane korki), skurczybyk nagle poszedł na kawę.

ONA
Kto na kawę poszedł? Taksówkarz?

ON
Jaki, kurwa, taksówkarz? O zębie mówię! Ból sobie poszedł, przestało boleć, kapewu?!

ONA
Aaaa, metafor się chłopcu zachciało. No cóż po kilku głębszych ludzie różnie reagują…

ON
Oj, słuchaj! Bo jak ból minął, to do mnie dotarło, że ten cholerrrny egzamin mam. I szkoda mi się zrobiło. Wiadomo. Jak nie zaliczę to wakacje z czaszki, poprawki, warunkowy semestr, bulenie kasy i w ogóle. Więc sobie wydumałem, że może jeszcze na niego zdążę i dawaj zawracać taksówkarza na uczelnię.

ONA
Zdążyłeś?

ON
Korki były. Ale, kuźwa, jaaakie. Próbowałem to wytłumaczyć pani w dziekanacie, mówiłem, że ząb mnie bolał, potem nie bolał, znów bolał i przestał, a ona na to: „gówno prawda”.

ONA
Łeeeee?!

ON
Nie uwierzyła mi. Bo skoro bolał rano, to dlaczego nagle przestał? I gdzie ja mam zaświadczenie, że przestał? A jak bolał, to dlaczego do dentysty nie poszedłem?
Ja, że poszedłem, ona: „gdzie dowody, świadkowie?”. Kurwa, od kiedy to trzeba mieć świadków, grzebania w zębie? Gadka jak z dupą w nocy.
– Jak pan chce uczciwie załatwić sprawę, proszę, przynieść zaświadczenie, że o tej i o tej godzinie, był pan dziś rano w gabinecie stomatologicznym i siedział tam z bólem – stwierdziła łaskawie paniusia. – Wówczas rozważymy pana wniosek o podejście do egzaminu w drugim terminie przedwakacyjnym, bez ponoszenia przez pana dodatkowych kosztów.
Łaskawica! Ja pitolę!

ONA
No, ale przecież nie siedziałeś u…

ON
Ultimatum mi postawiła, wyobrażasz sobie? Ultimatum: albo przyniosę zaświadczenie, albo jeszcze raz będę musiał płacić za możliwość zdawania egzaminu. Bo – jak mnie, w dupę jeża, poinformowała: „u nas na gębę nic się nie załatwi, jesteśmy szanowaną uczelnią katolicką, która kłamstwu mówi głośne: NIE!”

ONA
Ożesz, w mordę! I co?

ON
I pstro. W imię uczciwości musiałem grać nie fair.

ONA
Lewe zwolnienie?

ON
Byli w wniebowzięci! Powiedzieli: „I widzi Pan, od razu trzeba tak było. A nie ściemniać, kombinować, owijać w bawełnę i gubić się w zeznaniach”. Uczciwość. Po tym wszystkim, zacząłem się zastanawiać, jak tu teraz w Telefonie Zaufania mam pracować? Ludzie chyba nie chcą słyszeć prawdy, za to ściemę łykają jak likier jajeczny, bez popitki.

( W tle widać wyraźne poruszenie. ONA i ON zerkają w stronę łóżka. ONA idzie poprawić kroplówkę, ale szybko wraca).

ONA
Następnym razem wyrwij gada i się nie męcz. Sam widzisz, w 90 procentach życie jest miałkie i rzadkie jak nie powiem co, zębów tu nie potrzeba. Ja mam wszystkie sztuczne i dobrze mi z tym. Mówię Ci radykalne rozwiązania są najlepsze. Wyjeb szczękę w kosmos i zapomnij o pokorze, o pieprzonych dylematach.

ON
No, ale czasami zęby się przydają…

ONA
Świat jest pełen protez. Ludzie wolą to, co sztuczne. Prawda boli, więc popularności nie zyska. Albo się z tym pogodzisz, albo… cierp za miliony, twój wybór, twoja d…

ON
Oddziałowa filozofka. Pewnie, też bym wolał mieć implanty i spokój na resztę życia, ale
kogo na to stać? A sztuczna szczęka? Jest w tym coś upokarzającego.

ONA
Cóż, biedni nie noszą protez. A sztuczna szczeka to dla niektórych luksus. Łyczka?

( Postać w tle, próbuje usiąść na łóżku. Nie daje rady i opada na poduszkę. ONA i ON nie reagują. Zza drzwi słychać dzwonek. ON wstaje i chwiejąc się nieco, idzie otworzyć).

Scena 3

CZAREK
Hello, młodzieży (?), imprezka jakaś? Gdzie Graża?

(ON błędnym wzrokiem wskazuje na łóżko)

ON
Ttam jezd. Tam…

CZAREK
He, he czyli jak zwykle pierwsza dała w kimono, a Wy co spóźniliście się na party?

ON
A ty kto?

CZAREK
Pierwszy spytałem.

ONA
Łyczka?

CZAREK
A czemu nie? Damom się nie odmawia.

ON
A My to jaaa czyli Telefon Zaufania… jeśli chcesz popełnić samobójstwo – wybierz: JEDEN, jeśli jesteś ofiarą przemocy domowej – wybierz DWA, jeśli masz problemy z seksem – wybierz TRZY, depresja – CZTERY, ksssero… pozytywni – PIĘĆ, jeśli masz inny problem
wybierz – SZÓSTKĘ. A ja jestem milion, bo za miliony cierpieć i umierać muszę!!!

CZAREK
Ok, stary, ufam Ci bezgranicznie!

ON
A Ty, to kto?

CZAREK
Jeszcze dama się nie przedstawiła.

ON
To pani przełożona…

ONA
Przełożna, a nie przełożona!!!

CZAREK
???

ON
Przełożna? Hmm, chyba się trochę wstawiliśmy. Tak. To cudownie. Mniej boli. Zatem o czym my tutaj… ach tak no, ONA, ONA to piguła, tylko taka od rodzących.

CZAREK
Aaaa, położna?

ON
Ooo, widzisz. Bystry jesteś.

CZAREK
Położna i Telefon Zaufania w tym przybytku rozpusty?

ONA
Łyczka?

ON
To dość skomplikowane i jest immanentnie powiązane z zębami. Ale mam już, cholera dość opowiadania, więc zredaguję się do dwóch zdań. Siedziałem dziś na SZÓSTCE i ząb mnie nap…. lał, ona (wskazuje na łóżko) wybrała SZEŚĆ, więc mamy: „taaaa dam” (odsłania koszulę, pod którą jest T-shirt ze znakiem Supermana).

ONA
Wezwała pomoc, to przyjechaliśmy. Łyczka?

CZAREK
Ok, dobra, jesteśmy coraz bliżej, ale mimo wszystko wciąż nie kumam, po co właściwie Graża dzwoniła do jakiegoś Telefonu Zaufania?

ON
O przepraszam, ale tego to już zdradzić nie mogę. Zaufanie jest zaufaniem. Są zasady no i… basta!

( ON wypija do końca zawartość butelki, ONA wstaje).

ONA
Nic tu po nas. Panna opiekę ma, wódka się skończyła, rozstania nadszedł czas. Chodźmy zanim znów wpadniesz w sentymentalne zawodzenie. Kupmy coś na później, bo jak znam życie będzie w nocy wył z bólu do księżyca.

CZAREK
Za raz, jak to? To już koniec imprezy? Nadal nie wiem, co się tu dzieje.

ON
Są na Ziemi rzeczy, o których nie śniło się nawet filozofom.

ONA
Tak, to już ta faza. Pora iść. Jak się obudzi, wystarczy wyjąć wenflon. I niech postara się pozostać saute przynajmniej przez 24 h. Chodź?

ON (wstając śpiewa)
Wstań, powiedz nie jestem sam i nigdy więcej już nikt nie powie sępie miłości, nie kochasz!1

(ONA i ON wychodzą. Gaśnie światło).

Scena 4
………….
2) Fragment tekstu z utworu Ich Troje „Powiedz”

(CZAREK obżera się pizzą i surfuje po necie. Postać na łóżku budzi się).

GRAŻA
A ty, co tu robisz?

CZAREK
Nie śpisz, super, bo już myślałem, że faktycznie coś się stało. W nocy nagrałaś mi się na sekretarce. Muszę przyznać, że nie wiele z tego zrozumiałem, ale byłem ciekaw, więc przyszedłem. Wcześniej szukałem Cię w redakcji, ale dupa. Komóry nie odbierasz… pomyślałem: „znów ma te swoje obsesje i z domu nie wyłazi”. I chyba trafiłem, nie? Ta twoja znajoma od kroplówki, zostawiła ci jakieś dragi. Niezłe są, mogą słonia zwalić z nóg, posłuchaj: „Lek wywołuje uzależnienie. Pacjenci cierpiący na niewydolność nerek lub wątroby powinni powiadomić o tym lekarza przed rozpoczęciem kuracji. Leku nie wolno podawać w jaskrze, porfirii (zaburzenie w syntezie czerwonych ciałek krwi) oraz w miastenii
gravis (chorobliwym zwiotczeniu mięśni). Nie należy spożywać alkoholu w trakcie leczenia, ponieważ alkohol wzmaga działanie preparatu”.

(GRAŻA zapala papierosa).

CZAREK
Ty to jednak jesteś megapalma. Skąd tyś tych ludzi wyhaczyła? Co prawda po tym śmieciarzu, którego tu hodowałaś, już nic nie powinno mnie zdziwić, ale Mr. SZÓSTA i siostra Łyczek, to daję słowo, totalny odjazd. Chociaż ona, stara, ale jara. Mogłaby być.
Wiesz, jak się nie ma co się lubi, to się dyma, co się ma.

GRAŻA
Proszę Cię, bez takich wstawek.

CZAREK
Ale jakich?

GRAŻA
Nie bądź wulgarny i nie używaj innych do tego, by brylować. I to przed kim?

CZAREK
To ja Ci prawdę o sobie na talerzu podaję, a Ty mi wyrzuty robisz? Graża? Ja przecież do siebie piję. Ostatnio zacząłem gubić się w tych wszystkich laskach. Słowo Ci daję, koszmar. Stukałem jakiś czas temu taką jedną. Wiesz, przedstawiłem się jej jako Marcin, Michał, ktoś na M. Przez parę tygodni się spotykaliśmy, ale potem jak to ja, ile można w jednym piecu siedzieć. Przerzuciłem się do innej piekarni. Minęło parę tygodni, a tamta dzwoni i zaprasza mnie na imprezę. Domófka. Domófki są najlepsze, sama wiesz, a ja nic lepszego akurat do roboty nie miałem, więc mówię: „czemu nie”. Idę do niej i próbuję sobie przypomnieć, jak ja jej się przedstawiłem. Marek? Mirek? Dotychczas trzymanie się imion na M skutkowało, a teraz, za Chiny, nie pamiętałem. Ale: „don’t Panic” – myślę – „wejdę, rzuci mi się na szyję i powie: Cześć Mareczku, Mireczku czy Muniek i wszystko się wyjaśni”. Ale klops, bo na wejściu słyszę tylko: „Cześć Misiaczku!”. Wprowadza mnie w tłum i przedstawia innym. Podchodzi do jakiegoś fagasa i mówi: „Misiaczku to jest Grzegorz”. I czeka, aż ja się zrewanżuję”. A ja, kurwa, nie wiem, co powiedzieć. Przecież nie powiem: „Cześć Grzegorz, jestem Misiaczek”.Cedzę, więc przez zęby, coś w rodzaju: cześć jestem yyyyy. A ten frajer zamiast odpuścić krzyczy: Słucham?! Nie dosłyszałem. To ja znowu: Jestem YYYYY. A ten: „Co?!” No myślałem, że go kurwa, zajebię tam. Więc po prostu nachyliłem się nad nim i powiedziałem mu do ucha: GÓWNO!!! Koleś co prawda odpuścił, ale z taką miną, jakbym nasikał mu do drinka. Zrobiło się nieprzyjemnie, ale jakoś wybrnąłem. Impreza trwa i na szczęście nikt więcej nie pyta kim jestem. Fajnie – myślę sobie. – Przeżyjemy. Ale nagle podchodzi do mnie jakaś dziumdzia i mówi: „Cześć Marcin, kopę lat”. Nie wiem, kim ona jest, ale minę robię, jak bym znał. Gadamy, gadamy. Robi się miło. Ja próbuję sobie odświeżyć w mózgu tę znajomość, aż tu podchodzi, pani domu i wali: Mareczku,
to, co, zatańczysz ze mną.
– Gośka, śmieje się tamta, to nie Marek, tylko Marcin – koryguje. Na co Gośka: – „No chyba wiem jak ma na imię mój Misiaczek, nie?
– Twój? – pyta tamta. I zaczynają wołać: każda swoją znajomą: Hanka, Ala. I proszą o potwierdzenie tego, jak się nazywam. Hanka mówi: Marek, Ala: Marcin. Korzystając z zamieszania, wycofuję się cichaczem do drzwi. Gdy już jestem za nimi, spierdalam jakby mnie goniło stado skunksów. Wyobrażasz sobie, stara, zapomniałem jak się nazywam. Jestem skończony w towarzystwie! Mam przesrane! Sam się skazałem na monogamię.

(GRAŻA gasi papierosa, bierze prochy, popija je i kładzie się).

CZAREK
Chyba, że będę wyczajał laski na czatach i walił konia na ekran kompa. Ale czy to nie uwłaczające, dla mężczyzny w kwiecie wieku? A jak mi się trafi taki Mr. SZÓSTKA po drugiej stronie? Brrr. Naprawdę Graża, na drugi raz, powinnaś uważać. Nie zamawiaj do chaty byle kogo. Rób to przez sprawdzone agencje. Trzeba było poprosić. Wiesz, że na mnie w tym względzie zawsze możesz liczyć. A najlepiej rób jak ja, najpierw zobacz towar z daleka i jak widzisz, że wiocha, to w nogi. Ty, patrz, tu nawet, całkiem niezłe mięsko wisi, i ma czym oddychać. Jak wy to cholera robicie, gdybym ja się umiał tak wygiąć, to na dziwki bym nie chodził. Ale jazda!

(CZAREK siedzi w necie, Graża jakby poza nim, poza sceną, siada na łóżku i zaczyna mówić, a może tylko słuchać).

POSTAĆ
Pierwszy etap trwa od 5 do 15 sekund. Podrażnione przez wodę zakończenia nerwowe, zmuszają cię do gwałtownych i głębokich wdechów i wydechów. Niewielkie ilości płynu dostają się do płuc. Zdajesz sobie sprawę ze swojego położenia i starasz się nie dopuścić do zachłyśnięcia. Jednak świadomość, że nie panujesz nad sytuacją powoduje, że wpadasz w panikę. W ten sposób płynnie przechodzisz do etapu nr 2.
Część druga to faza świadomego oporu. Trwa tak długo, jak długo jesteś w stanie powstrzymać się przed wciągnięciem wody do płuc. Przeciętnie to 30 do 60 sekund. Życie przelatuje ci przed oczami. Jeśli dotychczas zdarzyło ci się nawet na nie narzekać, teraz doceniasz jego wartość i jak nigdy przedtem pragniesz żyć. Ale teraz… teraz czas ucieka, a ty w pełni świadomy walczysz, żeby nie odetchnąć i nie zatrzymać powietrza w płucach. Jednak im gwałtowniej się poruszasz, aby ocaleć, tym bardziej się pogrążasz. Intensywna praca mięśni pochłania duże zasoby tlenu. Twoje szanse na przeżycie maleją blisko trzykrotnie. Bronisz się przed oddechem, a jednocześnie, pragniesz go i potrzebujesz jak nigdy wcześniej.
Nagromadzony nadmiar dwutlenku węgla i niedobór tlenu tak silnie pobudzają twój ośrodek oddechowy, że mimo świadomej obrony przed tym, twoje mięśnie oddechowe są zmuszone
zrobić wdech. A to już początek okresu trzeciego.
Pękasz i… Wymuszone silne ruchy oddechowe powodują wciąganie płynu do płuc. I choć udaje Ci się wynurzyć, panika zwiększa częstotliwość oddechów, powodując wciąganie mieszaniny wody i powietrza, a także połykanie samej wody. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, za chwilę zaczną się wymioty i zachłyśnięcia treści tych mikstur do dróg oddechowych. Na tym etapie do twoich płuc trafi największa ilość płynu. Czas – 60 do 90 sekund.
Choć koniec już blisko, o dziwo, w etapie czwartym masz jeszcze szansę. Licz do 90. Czujesz? Pojawia się postępujący zanik czucia. Na skutek niedotlenienia ośrodkowego układu nerwowego twój oddech zamiera. Tracisz przytomność. Opadasz.
Epilog, zajmie najwyżej 50 sekund. Rozstajesz się ze świadomością. Jeszcze tylko kilka końcowych ruchów oddechowych i… umierasz.1

Scena 5
…………..
3) Medyczny opis procesu topienia się.

SZEF
Chodzi o ten przekręt w urzędzie w Kołobrzegu. Majka spieprzyła wczoraj sprawę i naczelni są wściekli. Trzeba to odkręcić i to już. A tak w ogóle, to gdzieś Ty, do cholery się podziewała przez ostatnie trzy dni? Przecież, jak byś tu była, to teraz nie bylibyśmy w takiej mamuciej dupie! Ja tu kompletnie nie mam kim pracować! Dali mi, kurwa, jakiś pieprzonych stażystów, którzy srają w gacie, za każdym razem, gdy trzeba komuś zadać niewygodne pytanie, co w efekcie daje wylane z dziury tematy. Przecież ja nie mogę codziennie sam całej gazety robić. A z tymi debilami to dzień w dzień mogę co najwyżej pisać o chomikach, a czołówki robić. A nawet ten cykl o inwazji gryzoni, ja musiałem wymyślić, bo przecież te matoły nie potrafią. Wyobraź sobie, że temu nowemu… no taki ryży, jak mu tam, Tadek
czy Radek, mniejsza o to… wyobraź sobie, daje durniowi prosty subject, prosty jak pała nosorożca. Ma pójść do ministra edukacji i wyciągnąć od niego odpowiedź na proste pytanie, jak to się stało, że utopił 40 mln złotych, w chorej akcji dostosowywania dzieł Gombrowicza do współczesnej katopolskiej rzeczywistości. Prosta sprawa, jak fujara. I wiesz co, en matoł, mi przynosi? Cytuję: „Minister mówi: „Nie utopiłem! To była słuszna decyzja”. Noż kurwa jego mać!!!. To przez tego gnoja właśnie mamy kolejny proces. Jak to dlaczego? Bo przecież
musiałem resztę wywiadu wymyślić i jeszcze nieźle podkręcić, nie było wyjścia. Nie jestem McGiver z gówna ściany nie ulepię. Więc, Graża, kurwa, nie rób mi więcej takich numerów, że nagle zabierasz dupę w troki i zostawiasz mnie samego na tym tonącym okręcie z pijaną załogą!!! Tak wiem, spokojnie, spokojnie… Już… dobrze. Dobrze, że jesteś. Majkę za chwilę na zbity ryj wyrzucam, bp przecież to kompletna idiotka.

GRAŻA
Piotr, poczekaj…

SZEF
Dziewczynko, nie ma na co czekać. Nie traćmy czasu na gadanie, ruszaj swoje sflaczałe cztery litery do komendanta Majcherka, sprzedaj mu swoje ciało, oddaj mu nerkę, zrób cokolwiek, ale zdobądź, na Boga, te dokumenty w sprawie Kujawy. W międzyczasie dzwoń do twojego przydupasa z KPP z Kołobrzegu i poproś by nam nagrał spotkanie z informatorem. Przecież za chwilę gnidy z Superfaka wyjebią nam to na pierwszej stronie i będzie po temacie.

GRAŻA
Musimy pogadać…

SZEF
Masz rację trzeba. Z tą pindą od ministra Bełchatka. Nie lubię jej jak psa, ale ona ma układy, może ci coś sprzedać.

GRAŻA
Ale…

SZEF
Ale, ale, ale! Ale co? Co ty znowu kombinujesz, cwaniaro? Dobra! Co masz? Coś nowego w sprawie Cymbała?

GRAŻA
Mam w dupie Cymbała.

SZEF
Stara, tak to nie mów, to jest megasprawa. Jak znajdziemy coś na tego grajka, to masz u mnie wyjazd na Seszele. Co się krzywisz? Kurwa, Grażka, nie mów mi tylko, że Seszele Ci nie leżą?

GRAŻA
Problem w tym, że przez jakiś czas nie będę mogła się tym wszystkim zająć.

SZEF
Pojebało Cię?! Nie chcę słyszeć teraz o żadnym urlopie!

GRAŻA
Nie chodzi o urlop.

SZEF
Ach tak!!! To prawicowe ścierwo Cię podkupiło? Kurwa, no nie, jeszcze tego nam brakowało. Najlepszy zespół nam rozwala, szmatławiec pieprzony. I tak już na dupościsku lecimy, to jeszcze i ciebie. O nie! No mów do cholery, ile chcesz, bo za chwilę
na zawał zejdę! Dwa tysiące, trzy?

GRAŻA
Nie chodzi o kasę.

SZEF
Jak to nie o kasę? Jak nie wiadomo o co chodzi, zawsze chodzi o kasę, a ja nie wiem o co chodzi, więc o co, kurwa, chodzi?!

GRAŻA
Piotr, jak mi dasz dojść do zdania, to ci, kurwa, powiem!

SZEF
No przecież ja cię cały czas słucham, kurwa, ale Ty nic nie gadasz, no mów wreszcie, do cholery!

GRAŻA
Jestem chora i muszę na parę tygodni iść do szpitala.

SZEF
Na parę tygodni? Czyś ty oszalała?!!! I jak to chora? Ty? Przecież to wy mnie wykańczacie nerwowo, to ja tu codziennie, jedną nogą zahaczam o tamten świat. Nie pierdol,
Graża, chora na wora, dobrze wyglądasz, przecież. Tydzień wolnego miałaś, jeszcze nie wyzdrowiałaś? Przecież teraz mamy tyle roboty, nie możesz przełożyć tego szpitala. Kurde, Graża?!!! Golnij sobie jak zawsze coś na rozgrzewkę, wypoć robala i stawaj do boju!

GRAŻA
Właściwie to już golnęłam, ale nie pomogło.

SZEF
Kurwa. To, co? Ebola złapałaś na bankiecie w Sheratonie?

GRAŻA
Daj spokój, to poważne. Muszę zniknąć na dwa miesiące.

SZEF
Na ile?! Dwa miesiące?! Tyle czasu to ludzie na raka nawet nie umierają, więc o co kamon?

GRAŻA
Po prostu muszę się leczyć. I słowo daję, nie chodzi o liposukcję, powiększenie biustu czy dorobienie sobie ptaka… Co się dziwisz? Uprzedzam twoje kolejne pytania. To poważne, Piotr, i nie mam wyboru, wóz albo przewóz.

SZEF
Nie no, nie wierzę, nie wierzę, że to mnie zawsze spotyka taka chujnia. Dlaczego nie wali w zagranicę, kulturę czy life style, tylko wiecznie w dział krajowy. Jesteśmy naznaczeni jak cały ten pojebany naród z jego cudowną historią, niepodległościowymi czkawkami i upadkami na ryj z wysokości!!! Cholera jasna, Graża! Daj papierosa!

GRAŻA
Przecież ty nie palisz?

SZEF
Daj mówię. Potrzymam chociaż sobie, pomiętolę. I co ja mam teraz, kurwa, zrobić? I dlaczego, jak jesteś niby taka chora, nie rzucisz palenia? I co Ci, w ogóle kurwa, jest?

GRAŻA
Po pierwsze, nie niby, a po drugie, nie chcę o tym teraz gadać.

SZEF
No, chyba, mi się, kurwa, należą jakieś wyjaśnienia!!!

(SZEF się zapowietrza. Dostaje zadyszki i przez chwilę nie może dojść do siebie).

SZEF
W jakich ja, kurwa, warunkach pracuję. Po chuj mi okno, jak za nim mam korytarz?!

(Powoli uspokaja się. Idzie do automatu z wodą. Potem siada za biurkiem i pyta).

SZEF
I co teraz?

GRAŻA
Nic. Muszę po prostu zacząć się leczyć

SZEF
Kiedy?

GRAŻA
Za tydzień.

SZEF
O, żesz…!!! Jak to za tydzień?! To nie załatwisz sprawy Kujawy, ani Cymbała?!

GRAŻA
Piotr! Czy ci się to podoba czy nie, za tydzień muszę być w szpitalu!!!

(SZEF wstaje od biurka i w milczeniu zaczyna krążyć po swoim boxie).

SZEF
A zatem idź! Skoro mówisz, że to poważna sprawa, to taka musi być. Znam Cię nie od dziś i wiem, że nie ceregieliłaś się nigdy ze sobą. Zatem musisz się leczyć, to się lecz. Ja jeszcze pogadam z naczelnym, wyjaśnię, że Cię nie będzie, że nic nie mamy. Trudno, nic się nie martw. Bez ciebie będzie trudno, ale jakoś sobie poradzimy. Idź, idź!

GRAŻA
Wolałabym, żebyś zatrzymał dla mnie miejsce w redakcji, ale jak nie możesz to trudno…

SZEF
No coś Ty? Nie będę podcinał gałęzi, na której właśnie siedzę. Miejsce masz zaklepane, nikomu go nie oddam.

GRAŻA
Dzięki szeryfie!

SZEF
Daj spokój.

(GRAŻA wychodzi. SZEF siada przy kompie i mówi do siebie)
Tym razem nie bójmy się patosu, to musi być proste w przekazie, bez jakichkolwiek udziwnień. Ma po prostu chwytać za serce, wyciskać łzy…
Może coś w stylu: „Pamiętam, kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem. Z jej oczu biła drapieżność, determinacja. Wiedziałem, że ona zrobi wszystko, by wygrać, by dotrzeć do prawdy. W tym zawodzie
rzadko spotyka się ludzi takich jak ona – urodzonych do tropienia i tępienia niegodziwości.
Ona miała to we krwi. Choć codziennie po kolana brodziła w szambie, sama
nigdy się nim nie skalała. Zawsze pogodna, gotowa podjąć każde wyzwanie. To jej zawdzięczamy, obalenie władz ratusza z prezydentem Łyżwą na czele. To ona przyczyniła się
do aresztowania Cymbała i oczyściła z zarzutów opluwanego przez inne media doktora S. Mimo wyraźnych sukcesów, nigdy nie zadzierała nosa. Pozostała sobą. Zawsze pełna życia, szczera, gotowa do pomocy. Niestety, choć zwykle nie było muru, którego by nie obaliła i wroga, którego nie oddałaby w ręce sprawiedliwości, w tej ostatniej walce… poległa. Zostanie na zawsze w naszej pamięci, jako ukochana koleżanka i wspaniała dziennikarka. Grażka, będzie nam ciebie brakowało! Cześć jej pamięci”.

Scena 6

CZAREK
Zajebiście! Grunt to dziennikarska wyobraźnia. Jak nie wiecie do końca, o co chodzi, to sobie dośpiewacie, jak wam wygodnie. Pytanie tylko, dlaczego wygodnie twojemu szefowi z tym,
że umierasz?

GRAŻA
Przecież nie umieram.

CZAREK
No właśnie.

GRAŻA
Co właśnie, ale oni tak myślą i to wystarczy! Jezu, to jakiś koszmar!

CZAREK
To fakt, teraz, jak nie wykorkujesz to będą zawiedzeni.

GRAŻA
Bardzo śmieszne.

CZAREK
O, przepraszam, ja za to nie odpowiadam!

GRAŻA
Mówiłam Ci, że będzie kaszana, no i jest! Cholera, jasna!

CZAREK
Zawsze możesz wyprowadzić ich z błędu.

GRAŻA
Teraz?! Kiedy są święcie przekonani, że wyciągnę kopyta. Leki mi chcą kupować, klinikę opłacić, są dla mnie dobrzy. Jak słyszę Piotra, który tak współczująco przemawia, to aż mnie skręca. „Ale naprawdę to żaden problem, każdy z nas mógłby być w podobnej sytuacji – powtarza. – Dla każdego zrobilibyśmy to samo, więc daj spokój, pieniądze nie grają tu roli… Myślisz, że inne media nie ratowały swoich najlepszych dziennikarzy, daj spokój. Nie możemy zostawić Cię z tym samej…”. Aaaaaa, chcę się zapaść pod ziemię!!!

CZAREK
Pierdolisz, słoneczko, ja uważam, że to straszliwie zabawne.

GRAŻA
Znienawidzą mnie, gdy się dowiedzą.

CZAREK
A skąd się dowiedzą? Ja im nie powiem. Chyba, że Ci Twoi zaufani ratownicy, od siedmiu boleści, puszczą parę.

GRAŻA
Ratownicy?

CZAREK
No, Pan SZÓSTKA i Panna ŁYCZEK.

GRAŻA
Nie, nie sądzę, przecież oni praktycznie mnie nie znają. Zresztą jaki by w tym mieli interes? Poza tym obowiązuje ich tajemnica zawodowa.

CZAREK
Tak, oczywiście, tak jak ciebie i mnie. Ale dobra, skoro tak im ufasz, to czego panikujesz? Nikt się nie dowie.

GRAŻA
Czarek, przecież ja wśród dziennikarzy pracuję. Na litość boską! Te hieny wszystko wywęszą. Obdzwonią szpitale, przekupią lekarzy i zdobędą informacje.

CZAREK
Eee, przesadzasz. Myślisz, że jesteś dla nich, aż tak ważna? Jak nie masz teki bezpieki, to stara, oni mają cię w… d…użym poważaniu… Take it easy.

GRAŻA
Przestań, sam robisz w PR, więc nie udawaj greka. Dobrze wiesz, że Machiavelli przy nas to anioł.

CZAREK
Eo-eo-eo!!! Robisz z igły widły.

GRAŻA
A te leki, klinika, ta gadka szefa o umieraniu? Jak inaczej to rozumieć?

CZAREK
Według mnie ich to kompletnie wali, a ty sobie roisz i śnisz sny o potędze.

GRAŻA
No, nie wiem…

(Chce jeszcze coś powiedzieć, ale słychać pukanie do drzwi).

GIENIA
Dziecko, ty moje, dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? To ja się muszę od obcych dowiadywać?

GRAŻA
Ale o czym pani mówi, pani Gieniu?

GIENIA
O czym, o czym? Ty dobrze wiesz, o czym. Wszyscy już na osiedlu wiedzą, a ja ostatnia. Po prostu w głowie się nie mieści.

CZAREK
Dzień dobry, pani Gieniu. Co pani taka roztrzęsiona?

GIENIA
O i pan tutaj, pan też wiedział i nic mi nie szepnął. I jak ja mogę na ludziach polegać?

CZAREK i GRAŻA
Ale o co chodzi?

GIENIA
Oj, dzieci, dzieci. Toż ja przez to samo przechodziłam. Nie ma się co z tym kryć, nie ma co się wstydzić. Można z tym cholerstwem wygrać! Trzeba tylko chcieć.

GRAŻA
Skąd pani wie, że ja…

GIENIA
Z pewnością nie od ciebie, kochana i tego ci nigdy nie wybaczę. Żebym to ja się od Marciniakowej dowiadywała, co się z moją sąsiadką przez ścianę dzieje.

CZAREK
A Marciniakowa to kto?

GIENIA
Trzy bloki dalej mieszka, pod szóstką i skubana zawsze wie wszystko pierwsza. Ale to może dlatego, że jej wnuk w prasie pracuje, dojścia do informacji ma, do – jak to mówią – „jusów”.

GRAŻA
W prasie? A jak się nazywa.

GIENIA
Zbynio Marciniak. Ochroniarzem w „Superfaku” jest.

CZAREK
Aha, to faktycznie w prasie.

GIENIA
No i o wszystkich, wszystko wie. Bo jego dziewczyna z kolei w „Przeboju” robi. Kawiarką jest. I też wszystko, co się w wielkim świecie dzieje, od razu rozpowiada. No i to ona Zbyniowi doniosła o naszej Grażynce, a Zbynio zaraz starej Marciniakowej, a ta już reszcie…

GRAŻA
Boże…

GIENIA
Ale zaraz tam: „Boże”. Do Boga, owszem, warto się w takich chwilach zwracać,
to prawda, ja też się modliłam, ale paniki siać nie trzeba. Z tego się wychodzi i ja jestem tego doskonałym przykładem.
O, proszę, sąsiadka pociągnie…

( nachyla głowę w stronę Graży )

… no niech pociągnie, zobaczy jakie mocne.

(GRAŻA z oporami, ale lekko ciągnie)

Widzisz i są, choć był czas, że już nadziei na nie, nie widziałam. Ale nie poddałam się. Na czas przejściowy też są sposoby. O, i nawet frajdę można z tego mieć. Pokażę ci, kotek, pożyczyć nawet mogę, mnie to już potrzebne raczej nie będą, a teraz dla ciebie akurat.

(Wyjmuje z torby peruki)

O, popatrz, jaka ta jest piękna. Tą nosiłam po pierwszej chemii. Długie włosy. W realu nigdy takich nie miałam.

(Przymierza na sobie, przegląda się w lustrze, dopasowuje do twarzy Grażyny)

I kolory można zmieniać, bo która kobieta lubi monotonię. Zobacz, kochana, w tym kolorze będzie Ci pięknie. Raz rudy, raz blond, po co tak ciągle na czarno. Urozmaicać sobie życie
trzeba, póki jest… oj, przepraszam cię, skarbie, nie chciałam w ten ton uderzać. Ale ja, wiesz, sama przez to przechodziłam, więc sobie pozwalam czasem na taką niedelikatność. Niezamierzenie zupełnie. Po prostu oswoiłam się z kostuchą. Trzy lata walki, bólu, pięć lat niepewności. Ale z tobą, dziecko, wcale tak nie musi być. Kochana, rak to nie wyrok.
A ja ci zawsze chętnie pomogę, zawsze wesprę. Tacy jak my powinni się wspierać, nikt kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Więc dziewczyno, nie załamuj się, głowa do góry, będzie dobrze. I nie wstydź się, bo nie ma czego. A to choróbsko ma i swoje dobre strony. Schudnąć można. Ja zawsze pulchna byłam, z wagą bezskutecznie walczyłam, a tu proszę dwa miesiące i laska, i to bez efektu jojo, jak wy tam teraz mówicie, paręnaście kilogramów poszłooooo.
I teraz proszę, latka swoje mam, a wciąż dżaga jestem. Jeszcze nie jeden za mną na ulicy się obejrzy. Cera się poprawia po wszystkim, człowiek taki oczyszczony jest. I na życie inaczej
patrzy, bardziej żyć się chce. Sama więc widzisz, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

(Ktoś dzwoni do drzwi. Gienia zrywa się z miejsca i kieruje do wyjścia).

No ja tu gadu gadu, a Ty teraz pewnie wielu gości będziesz miała. Każdy przecież chce cię zobaczyć, po raz ostatni… no, przed szpitalem ostatni raz, ma się rozumieć. No, to ja uciekam. Peruki Ci zostawię, niech Ci służą, a jak coś będzie potrzeba, to dzwoń, koniecznie, koniecznie… lub w ścianę zapukaj.

(Graża otwiera drzwi, Gienia wychodzi, wchodzą rodzice Grażyny, jej brat i szwagierka).

MATKA
Skarbie, dlaczego Ty nam nic nie powiedziałaś?

OJCIEC
Matka do pracy dzwoniła do Ciebie. Prawie zemdlała, jak jej powiedzieli.

MARYLA
Naprawdę, kto jak kto, ale rodzina powinna chyba wiedzieć wcześniej takie rzeczy.

MAREK
Oj, siostra, siostra i jak Ty się czujesz?

CZAREK
O, kurwa.

GRAŻA
Słuchajcie, mnie naprawdę nic nie jest… to znaczy jest… ale…

MATKA
Nie denerwuj się. Usiądź, odpocznij. Nie męczcie jej, ona musi mieć teraz spokój.

GRAŻA
Mamo, ale ja…

OJCIEC
Matka ma rację, powinnaś teraz wypoczywać.

MARYLA
Trzeba będzie ustalić, kto się zajmie mieszkaniem, na czas Twojego pobytu w szpitalu… Może chcesz, żebyśmy Ci go popilnowali? Wiesz, dla Marka, to nawet byłoby wygodniej. Nie musiałby tyle do pracy dojeżdżać.

MAREK
Marylciu, nie teraz, daj spokój.

MARYLA
( cicho ) Co daj spokój? Co daj spokój? Ty nigdy nie umiesz o swój interes zadbać, więc ja muszę.

GRAŻA
Czarek zajmie się mieszkaniem, prawda?

CZAREK
Mieszkaniem? A tak, tak, oczywiście, zajmę się.

MARYLA
Jak tam sobie chcesz, ja w każdym razie, żeby nie było, pytałam.

GRAŻA
Słuchajcie, to jakaś paranoja! Nie mówiłam wam o tym, co mi dolega, bo się wstydziłam…

MATKA
Ale czego tu się wstydzić, kochanie…?

GRAŻA
Mamo, daj mi skończyć.

MATKA
Oczywiście, oczywiście…

GRAŻA
Nie jest takie proste przyznać się do picia…

MATKA
Dajcie jej wody, dajcie jej wody, ona chce pić, taka blada jest…

(Brat przynosi Graży wodę)

MATKA
Kochanie, my nie będziemy Cię męczyć. Odwiedzimy cię w szpitalu, dobrze?

OJCIEC
Tak, teraz niech odpoczywa, nie zawracajmy jej głowy, chodźcie, ona jest zmęczona.

(Czarek odprowadza rodzinę do drzwi. Zamyka za nimi)

CZAREK
O kurwa, ale jaja. Ale się wszyscy nakręcili. Stara, jesteś wielka! Ha, ha, ha!

GRAŻA
Przestań! Z czego tu się cieszyć, to jakiś obłęd. Jakiś pieprzony koszmar!

CZAREK
No, coś Ty? Zajebiście jest! Ha, ha, ha… Ty się przejmujesz, jak im powiedzieć prawdę, a oni już ją znają ha, ha, ha. Piękne! Jakbyś napisała taki artykuł, nikt by nie uwierzył.

GRAŻA
Cholera, no way. Ja sama nie wierzę, że to się dzieje naprawdę.

CZAREK
I te peruki, ha, ha, ha. Szkoda, że nie ma różowej, chętnie bym ją ponosił.

GRAŻA
Jezu… ja muszę mieć raka, muszę!

CZAREK
Przykro mi, tego ci tak z palca nie załatwię, ale mogę się postarać o inne świństwo. Może być HIV?

GRAŻA
Przestań! Doprowadzasz mnie do szału, ty nie kumasz powagi sytuacji, nic nie rozumiesz!!!

CZAREK
Kumam, kumam. Nawet nie wiesz, jak dobrze. Nawet nie wiesz.

(koniec aktu pierwszego)
 
IZABELA MARCZAK „KASZA” – akt II
IZABELA MARCZAK „KASZA” – akt III

Izabela Marczak — miłośniczka słownych kreacji i literatury skandynawskiej, dawniej dziennikarka, obecnie heroina w walce z codziennością , weganka; przez wiele lat pisała dla tytułów prasowych Agory (Metro, Duży Format, Wysokie Obcasy, Gazeta Wyborcza, Gazeta Telewizyjna), „Dziennika” Axel Springer Polska, gościnnie w „Polityce”, „Przekroju” i innych. Wyróżniona w konkursie „Twojego Stylu” o Złote Pióro oraz konkursie na scenariusz do teledysku grupy O.N.A. „Kiedy powiem sobie dość”.

Emoralni*