Tu można wszystko. Nowy Dziki Zachód nazywa się Metaverse

Porozmawiaj z ludźmy pracującymi w branży VR a usłyszysz zdanie: „To jest nowy Dziki Zachód. Tu można wszystko”. Można to rozumieć na wiele sposobów. Czy to nowa wyspa szczęścia na oceanie upadłej cywilizacji? Ziemia niczyja dla awanturników? Oaza luksusu dostępna dla każdego? Być może wszystko naraz. Jedno wydaje się być pewne — nikt bez namysłu nie wydaje 650 tysięcy dolarów na projekt wirtualnego jachtu w Metaverse. Wirtualny świat ze stajni Facebooka to dziś temat gorący. Według firmy konsultingowej McKinsey, korporacje, inwestorzy venture capital i private equity zainwestowali 120 miliardów dolarów w Metaverse od stycznia do maja 2022 r., ponad dwukrotnie więcej niż 57 miliardów zainwestowanych w 2021 r.

Nowy dziki zachód. Metaverse
Cztery główne platformy składające się na Metaverse to: The Sandbox, Decentraland, Cryptovoxels i Somnium Space. Żródło CNN

W świecie wirtualnym, dostępnym za pomocą okularów VR, firmy deweloperskie działają na tych samych zasadach jak w świecie realnym. Firma deweloperska Metaverse, wcześniej znana jako Republic Realm, otrzymała do tej pory 66 milionów dolarów finansowania i jest wspierana przez takie gwiazdy, jak The Weeknd, Will Smith i Paris Hilton. Jej luksusowe projekty znalazły się na pierwszych stronach gazet. W listopadzie 2021 r. Everyrealm kupiło 792 działki The Sandbox (odpowiednik około pięciu kilometrów kwadratowych) za 4,3 miliona dolarów — wciąż rekordowy zakup. Mniej więcej w tym samym czasie sprzedał się superjacht Metaflower za 650 tysięcy dolarów wraz ze stanowiskiem DJ-a, lądowiskiem dla helikopterów i wanną z hydromasażem.

Zobacz także: Film dokumentalny „Korporacja” z 2003 roku to pozycja obowiązkowa dla osób zainteresowanych poznaniem ukrytych praw rządzących współczesną ekonomią i gospodarką.

Nazwa „metaverse” pochodzi z powieści science fiction „Snow Crash” z 1992 roku. Jest połączeniem słów „meta” i „universe”. W 1999 r. książka pojawiła się w Polsce pod tytułem „Zamieć”. Metaverse to nic innego jak sieć trójwymiarowych wirtualnych światów generowanych komputerowo. Całość zakłada integrację przestrzeni tak wirtualnych, jak i fizycznych, włączając w to wirtualną gospodarkę, która jest bardzo zainteresowana rozwojem technologii VR.

Tu można wszystko. Metaverse
Warto zauważyć, że budynki i nieruchomości projektowane dla inwestorów z Metaverse, nie muszą podlegać zasadom grawitacji, wiec np. sufity mogą być bardzo duże. Ściany mogą „wisieć” w powietrzu. Żródło: materiały prasowe

Skoro świat wirtualny chce naśladować naszą rzeczywistość, to musi być trójwymiarowy, a to wymusza stosowanie specjalnych okularów. Możliwości związane z nową technologią mają być przełomowe — czaty, praca zdalna, wideokonferencje, rozrywka i filmy w 3D oraz wiele innych. Nie będziemy musieli wstawać o 8 rano i przedzierać się przez uliczne korki, żeby zdążyć do pracy — po prostu rano zaparzymy kawę, włączymy metaverse i założymy okulary.

Metaverse nie da się zawłaszczyć. Nie ma właściciela, nie jest kontrolowany przez rząd, są tylko współtwórcy. Dlatego to tak wielka szansa dla firm i przedsiębiorstw, chcących zaistnieć w nowym środowisku. Można nawet zaryzykować porównanie do czasów powstania internetu. Czy metaverse to następca dzisiejszego internetu? Wygląda na to, że tak. Wszystko jest powoli wprowadzane i testowane. Nagle może się okazać, że już istnieje, działa i zaczyna dominować tradycyjny internet. I wszyscy chcą tam być.

Żródło: CNN

Było ich trzech. Doceniono ich po śmierci

Było ich trzech

Było ich trzech: Witkacy, Schulz, Gombrowicz. Trzech szermierzy słowa, którzy wypowiedzieli wojnę polskiej tradycji. Trójka indywidualistów, tworzących nowe światy. Gdyby dzisiaj żyli, mieliby tysiące followersów i tyle samo procesów o zniesławienie.
Żaden z nich nie był ani sławny, ani bogaty. Żaden nie był do końca szczęśliwy. Stanisław Ignacy Witkiewicz, czyli nickname Witkacy nie zmarł śmiercią naturalną — popełnił samobójstwo na skraju lasu na Polesiu, terenach należacych obecnie do Ukrainy. Był 18 września 1939 roku i Sowieci napadli na Polskę, tak jak niedawo napadli na Ukrainę.

Witkacy pochodził z artystycznej i bardzo postępowej rodziny, o czym świadczy fakt, że jego ojciec — znany warszawski malarz i krytyk sztuki — zabronił synowi chodzić do państwowej szkoły, żeby jakbyśmy to dzisiaj powiedzili nie wyprali mu mózgu.

Było ich trzech. Doceniono ich po śmierci
Na zdjęciu: portret Stefanii Tuwimowej, 1929, pastel, papier, 65 × 49 cm, autorstwa Witkacego. W lewym dolnym rogu obrazu są widoczne specyficzne oznaczenia literowe — swoisty znak rozpoznawczy artysty. Kolekcja prywatna. Żródło: Agra art

Nazywali go anarchistą. Prorokiem zagłady z Krupówek, ponieważ wieszczył, że demokratyzacja i unifikacja (dziś cyfryzacja) zniszczy indywidualizm człowieka. Witkacy przewidywał to samo co George Orwell — nadejście totalitaryzmu, masowej kontroli, inwigilacji i konsumpcjonizmu.

Stanisław Ignacy Witkiewicz, oprócz sztuki lubił kobiety, eksperymenty z używkami i podróże po Europie. Wybrał się z Bronisławem Malinowskim w podróż badawczą na Cejlon i do Australii, co pomogło mu wyjść z depresji po samobójczej śmierci narzeczonej sprzed wielu lat. Artysta większą część życia spędził w Zakopanem, które było wtedy zupełnie innym miastem — bez smogu i maltretowania koni pod Morskim Okiem. Przed II Wojną Światową, to było odcięte od świata miasteczko górskie z własną, odrębną kulturą, stanowiące dla Witkacego i kilku innych stołecznych artystów modną oazę samotności, dziewiczą wyspę chwilowego szczęścia na oceanie egzystencjalnego cierpienia.

Było ich trzech
Ekspozycja twórczości Witkacego w Muzeum Narodowym w Warszawie. 2022. Żródło: Fb Julia Szychowiak

Wyobraźmy sobie przez chwilę rzeczywistość bez srodków masowego przekazu, kina, internetu i globalnej turystki. W świecie Witkacego jedyną rozrywką był seks, literatura i gazety. Czasami alkohol, używki. Dekadencka Polska lat międzywojennych — złote czasy dla awangardowych indywidualistów jakim bez wątpienia był Witkacy, strojący srogie miny do aparatu fotograficznego, przeczuwając nadejście nowej epoki.

77 lat temu bycie twórcą oznaczało coś zupełnie innego niż obecnie. Artyści lansowali się lokalnie, bez splendoru. Showbiznes nie istniał. Rozrywki były skromniejsze, ale bardziej intensywne. Ludzie nie ubierali się kolorowo, ale mieli „kolorowo” w głowach. Dlatego w XIX wieku narodziła się legenda Paryża.

Zobacz także: kolekcja ponad 60 utworów prozatorskich współczesnych autorów młodego pokolenia.

Stanisław Ignacy Witkiewicz, pseud. artystyczny „Witkacy” (1885 – 1939) — polski pisarz, malarz, filozof, dramaturg i fotografik.

Zmierzch wolności. Więzienia bez ścian. Cyfrowa dyktatura

Zmierzch wolności. Więzienia bez ścian

Chiny to jedno z najważniejszych państw świata, które jako pierwsze rozwinęło na niespotykaną skalę system monitoringu i inwigilacji. Komunistyczne władze nazwały go „systemem zaufania społecznego”, który ma służyć poprawie bezpieczeństwa obywateli. W praktyce polega on na tym, że każdy człowiek jest śledzony przez miliony kamer CCTV, a jego zachowanie jest punktowane przez odpowiednio zaprogramowane algorytmy.

Im więcej punktów karnych, tym mniej przywilejów, np. zakaz podróży samolotami. Inne kraje (USA, Australia, EU) również są zainteresowane wdrażaniem własnych systemów inwigilacji na wzór chiński. Dobrze omawia ten temat francuski film dokumentalny „Cyfrowa dyktatura”, który jest wiarygodnie zrealizowanym materiałem, poruszającym najważniejsze kwestie utraty wolności i ograniczania swobód obywatelskich.

Dzisiaj człowiek jest pod ciągłą obserwacją instytucji państwowych. Wszystkie działania rządu podejmowane są (teoretycznie) w trosce o bezpieczeństwo obywateli. Łączą się jednak z utratą prywatności. Mogą tworzyć zupełnie nowe problemy oraz skłaniać rząd do nadużywania władzy. Dlaczego? Z powodu lęku przed przegranymi wyborami i utratą źródła dochodów.

Szokujące jest to, że koszmarna wizja Orwella jest realizowana pełną parą w Chinach, a Chińczycy liczą na to, że swoje technologie inwigilacji i kontroli sprzedadzą innym krajom, zdawałoby się wysoko rozwiniętym. Czym stał się współczesny świat? Oazą wolności, wspieraną przez nowe technologie, czy więzieniem bez ścian (no wall prison) bez możliwości wylogowania.

Zmierzch wolności. Emoralni
Na zdjęciu: jedna z wielu kopuł w Menwith Hill, prawdopodobnie używana przez system Echelon — globalną sieć wywiadu elektronicznego. System powstał przy udziale Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii w ramach porozumienia AUSCANNZUKUS i jest zarządzany przez amerykańską służbę wywiadu NSA. Żródło: Wikipedia

Zobacz także: (…) gdyby nie było policji i wojska — o ile bylibyśmy bogatsi jako społeczeństwo? Armie potrzebują wojny, policja potrzebuje przestępstw

W obozie państw autorytarnych zainstalowanie i używanie systemów totalnej inwigilacji jest przesądzone. W Chinach to ponura rzeczywistość już od kilku lat. Inaczej sprawa cyfrowej inwigilacji społeczeństw wygląda w tzw. wolnym świecie. Obywatele sprzeciwiają się temu.
W 2013 roku 562 pisarzy z całego świata, m.in. z Polski, podpisało list otwarty dotyczący inwigilacji amerykańskich służb specjalnych.
Wśród sygnatariuszy apelu znajduje się 14 noblistów, jak: Günter Grass, Elfriede Jellinek, Olga Tokarczuk czy J.M. Coetzsee oraz autorów bestsellerów, jak: Umberto Eco czy Henning Mankell. Apel podpisali też m. in. Ignacy Karpowicz, Beata Stasińska i Witold Szabłowski.

Zmierzch wolności. Cybernetyczna dyktatura
„Im bardziej społeczeństwo odejdzie od prawdy, tym bardziej będzie nienawidzieć tych, którzy ja znają” G. Orwell

Człowiek objęty inwigilacją nigdy nie jest wolny; szpiegowane ciągle społeczeństwo nie jest już demokracją czytamy w apelu, który ukazał się w dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i 30 gazetach na całym świecie. Nietykalność człowieka jest jednym z fundamentów demokracji, a wszyscy ludzie mają prawo do swobodnego wyrażania swoich myśli w piśmie i w rozmowach bez obserwacji z zewnątrz. To prawo człowieka jest deptane, ponieważ państwa i koncerny nadużywają do swoich celów najnowszej technologii — piszą literaci i wiedzą, co mówią. Skandal gospodarczy związany z firmą Cambridge Analytic (nieuprawnione pozyskanie danych 87 mln użytkowników facebooka) pokazał, że obywatele EU mają poważne powody do troski o swoją nietykalność osobistą.

Zmierzch wolności

Wszystko zaczęło się od systemu szpiegowskiego Echelon, Pegasus, a w szczególności od takich postaci, jak Julian Assange i Edward Snowden. Przed nimi zachodnia opinia publiczna właściwie nie miała pojęcia o tym, co się wyprawia w kwaterze głównej NSA w Fort Meade. Dzięki poświęceniu i odwadze sygnalistów wiemy, że podobnie jak z katastrofą klimatyczną, i w tej kwestii jest dużo gorzej niż myśleliśmy. Tak. Życie człowieka przestało być anonimowe. Mówił o tym Edward Snowden i ostrzegał, że stopień zaawansowania oprogramowania szpiegowskiego używanego przez agencję NSA jest bardzo wysoki.

Zmierzch wolności - Emoralni
Na zdjęciu: graffiti w Londynie z 2008 roku, przypisywane Banksy’emu. Źródło: materiały prasowe

Snowden ujawnił, że agenci NSA przy użyciu oprogramowania PRISM potrafią bez problemu przeczytać email każdego człowieka na Ziemi i nagrać każdą rozmowę telefoniczną.
Jak na taki news reaguje zwykły Kowalski? Nie robi nic. Intelektualiści przynajmniej wykazali się inicjatywą i napisali list protestacyjny do Komisji Europejskiej. Tymczasem przysłowiowy Kowalski ciągle nie widzi jak niekontrolowana cyfryzacja wpływa na jego życie. Pewnego dnia oprogramowanie szpiegowskie (monitorujące) zostanie zainstalowane na komputerach w każdej powiatowej komendzie policji oraz każdym wojewódzkim kuratorium oświaty i być może wkrótce codzienne życie Kowalskiego będzie podlegało punktowemu systemowi monitoringu państwa. Oczywiście, wszystkie urządzenia do funkcjonowania tego systemu zostaną zakupione w Chinach.

Te ptaki uważają się za ważniejsze od ludzi

Justyna Grędel „Gołębie” fragment [proza]

Gołębie to ptaki, które uważają, że są bardziej uprzywilejowane niż ludzie. Przywłaszczyły sobie place, parki i chodniki, po których paradują dumnie, wypatrując kolejnej ofiary, są prawdziwym utrapieniem. Całymi dniami osaczają przechodniów, niczym natarczywy sprzedawca chcący upchnąć felerny towar naiwnym nabywcom. Żebrzą o najmniejszy okruszek, przebierając małymi nóżkami wokół potencjalnej ofiary, a potem gruchają z radości, wydziobując resztki jedzenia. Najgorzej jest, gdy nieświadomi lokatorzy smażą się na zatłoczonej plaży lub wylegują w zapluskwionym hotelu na drugim końcu Polski, a wtedy one, niczym rasowy złodziej, zakradają się po cichu i przejmują balkon.

ROA — street art
JOAN CORNELLA — grafika
PATRICIA PICCININI — rzeźba
TOMASZ A. MORRIS Izrael
C. GRETKUS Zakazana roślina. Konopie indyjskie
Szymon Brodziak -- fotografia
Formatowanie społeczeństwa. ZBIGNIEW SAJNÓG Cyfryzacja
PAWEŁ TROJNACKI -- proza
RON MUECK — rzeźba
Roa

STREET ART | ROA

JOAN CORNELLA

GRAFIKA | CORNELLA

PATRICIA PICCININI

RZEŹBA | PICCININI

Izrael

REPORTAŻ | TOMASZ A. MORRIS

Zakazana roślina

ARTYKUŁ | C. GRETKUS

HISTORIA. FAKTY. MEDYCYNA

Szymon Brodziak

FOTOGRAFIA | BRODZIAK

ZBIGNIEW SAJNÓG Cyfryzacja

ARTYKUŁ | Z. SAJNÓG

FORMATOWANIE
SPOŁECZEŃSTWA

PAWEŁ TROJNACKI

PROZA | PAWEŁ TROJNACKI

Biegam wzrokiem po twarzach ludzi,
którzy przyszli na pogrzeb

Piotr Pasiewicz

PASIEWICZ | MALARSTWO

Nie ma nic stałego

RON MUECK

RZEŹBA | RON MUECK

Opętanie hiperrealizmem

previous arrow
next arrow

Wybrana kolekcja: 65 opowiadań współczesnych polskich autorów

Tylko w moim mieszkaniu było inaczej: bez żadnych zasad, nie czekały, aż wyjadę, tak jakby wiedziały, że to bezcelowe, bo wcześniej wyniosą mnie stąd nogami do przodu. Pewnie dlatego mój balkon na trzecim piętrze od strony południowej przywłaszczyły sobie bez skrupułów. Nie przewidziały tylko, z kim mają do czynienia.

Każdego dnia po porannej kawie walka zaczynała się od nowa. Krzyczałam do utraty głosu, wymachiwałam dłońmi, chociaż cierpły mi potem i bolały, robiłam straszne miny i groziłam palcem. Bardzo dziwiło mnie, że to nic nie znaczy — patrzyły jak na starą wariatkę, stroszyły piórka i odwracały się w przeciwnym kierunku. Może myślały, że to już koniec, śmiejąc się po cichu swoim ptasim śmiechem, ale to ja szydziłam z nich, obmyślając dalszą część planu. Kolejna runda rozpoczęła się od wymachiwania laską, uderzania pięścią w szybę i straszenia intruza ścierką albo gazetą, tak jak robi się z kotem, gdy bez pozwolenie zakradnie się za próg domu.
Coraz bardziej chce mi się pić, ile można czekać na wodę, desperacko otwieram usta jak ryba wyłowiona z wody i chcę krzyknąć nagląco, ale przypominam sobie, że mój syn ze mną nie mieszka (…)

Justyna Grędel (1993) – absolwentka administracji na Uniwersytecie Jagiellońskim i pracy socjalnej na Uniwersytecie Rzeszowskim, autorka książki wydanej w Ridero „Na drodze do odwagi. Cele, trudności, dylematy i strach.”, publikowała w czasopiśmie „Bezkres” i antologii pokonkursowej, prowadzi bloga „Poszukiwacze słońca”.

BARTOSZ BRZEZIŃSKI -- reportaż
Szymon Bujalski wwywiad
Anarchiści -- wywiad
JANUSZ ZAGÓRSKI — kim oni są?
JERZY JARNIEWICZ -- wywiad
Marta Motyl -- eprawda wywiad
Warszawa, Paryż, Bruksela… MARIUS ZABINSKI — wywiad z
Od tego filmu się zaczęło — ZEITGEIST. The Movie
TOMASZ A. MORRIS Wenezuela
C. GRETKUS Sztuczna inteligencja (AI) -- artykuł
Marek Jodkiewicz artykuł
JOE WEBB — grafika
PROJEKT UJAWNIENIE. Waszyngton. National Press Club
BARTOSZ BRZEZIŃSKI

REPORTAŻ | BRZEZIŃSKI

Szymon Bujalski

BUJALSKI | WYWIAD

Świat jak Titanic

Anarchiści -- wywiad

WYWIAD | WOLAŃSKI FA POZNAŃ

JANUSZ ZAGÓRSKI

WYWIAD | ZAGÓRSKI

Niespiskowa teoria dziejów

JERZY JARNIEWICZ

WYWIAD | JARNIEWICZ

Wybitny tłumacz
o możliwościach literatury

Marta Motyl

WYWIAD | MARTA MOTYL

Historia sztuki

MARIUS ZABINSKI

ZABINSKI | MALARSTWO

Christian

ANIMACJA | JOHNSON

TOMASZ A. MORRIS

REPORTAŻ | MORRIS

Najtańsza benzyna na świecie.
Najwięcej tytułów miss Universe

Sztuczna inteligencja

ARTYKUŁ | C. GRETKUS

Kto jest kim w branży AI

Marek Jodkiewicz

ARTYKUŁ | JODKIEWICZ

JOE WEBB

GRAFIKA | JOE WEBB

Piękno przejawia się
w różnych formach

Projekt Ujawnienie

VIDEO | WASZYNGTON PRESS CLUB

Słynna konferencja
badająca fakty
związane z UFO

previous arrow
next arrow

Czytaj także: Już w latach 60. Truman Capote mówi, że właściwie nie ma szans, żeby pisarz zaistniał na pierwszych stronach gazet czy w telewizji dzięki temu co tworzy. I to już wtedy była prawda, ale istniała jeszcze taka instytucja jak zaangażowany intelektualista w typie Sartre’a. Teraz zaangażowany intelektualista nie jest potrzebny, więc pisarz może zaistnieć tylko, jeśli palnie jakąś głupotę. Albo z kimś się prześpi. Najlepiej ze znanym politykiem lub celebrytą. Podsumowując: innego końca literatury nie będzie.

Niespodziewany filmowy hit i kierowca, który czuł się jak nieśmiertelny

Senna to oparta na faktach historia Brazylijczyka Ayrtona Senny — legendy Formuły 1 — uważanego przez wielu za najlepszego kierowcę wyścigowego wszech czasów, tragicznie zmarłego w wieku 34 lat po wypadku podczas Grand Prix San Marino 1994. Prace nad filmem rozpoczęły się w maju 2010 roku. Był to pierwszy film biograficzny o Sennie, powstały za zgodą i z pełnym wsparciem rodziny zmarłego sportowca i władz Formuły 1, które zapewniły filmowcom dostęp do olbrzymiej ilości materiałów archiwalnych.

Polecamy: MARIUS ZABINSKI „Icon forever”, 100 x 100 cm — obraz na sprzedaż

Film z 2010 roku niespodziewanie okazał się wielkim kinowym hitem, stając się najbardziej dochodowym filmem dokumentalnym w historii brytyjskiego kina, zdobywając dwie nagrody Bafta. Przypomnijmy, że Ayrton Senna był trzykrotnym mistrzem świata Formuły 1. Wystartował w stu sześćdziesięciu wyścigach grand prix, zdobył sześćset dziesięć punktów, osiemdziesiąt jeden razy stawał na podium, z czego czterdzieści jeden razy na najwyższym jego stopniu. Sześćdziesiąt pięć razy zdobył pole position. Jeździł w zespołach Toleman, Lotus, McLaren i Williams.

Film w błyskotliwy sposób przedstawia monumentalne życie i tragiczną śmierć legendarnego mistrza wyścigów samochodowych, który był złożoną postacią, zarówno uduchowioną, jak i bezwzględną, szybko osiągając status globalnej supergwiazdy. Jego największy konkurent, Francuz Alain Prost, zarzucał mu nawet, że przez swoją żarliwą wiarę w Boga Brazylijczyk czuje się nieśmiertelny. I dlatego staje się niebezpiecznym dla innych na torze. Formuła 1 to polityka i pieniądze — powiedział kiedyś niepocieszony Senna. Dopóki nie staniesz się kimś znaczącym, musisz to tolerować. Ayrton Senna zmarł 1 maja 1994 roku o 18:37.

Senna
Reżyseria: Asif Kapadia
Producenci: James Gay-Rees, Tim Bevan, Eric Fellner
Scenariusz: Manish Pandey
Produkcja: Studio Canal, Working Title Films, Midfield Films
Rok produkcji: 2010

Zobacz także: Chiny to jedno z najważniejszych państw świata, które jako pierwsze rozwinęło na niespotykaną skalę system monitoringu i inwigilacji. Komunistyczne władze Chin nazwały go “systemem zaufania społecznego”, który ma służyć poprawie bezpieczeństwa obywateli. W praktyce polega to na tym, że każdy człowiek jest śledzony przez miliony kamer CCTV, a jego zachowanie jest punktowane przez odpowiednio zaprogramowane algorytmy.

Fotograf zagubiony na terenach amerykańskich rezerwatów przyrody

Z wyciągniętymi dłońmi ledwo unoszącymi się na powierzchni ciemnej wody, symbolizującymi kruchy balans życia i śmierci, amerykański fotograf i filmowiec Evan James Atwood przedstawia nam świat człowieka nagiego, czystego, istniejącego bez cywilizacji.
[Fotografie: Evan James Atwood źródło: portfolio]

atwood7
atwood2
atwood
atwood3
atwood6
atwood5
atwood4
previous arrow
next arrow

Kadry wykonywane przez Atwooda głównie na terenach amerykańskich rezerwatów przyrody są dobrze skomponowane i pięknie oświetlone. Emanuje z nich wewnętrzny spokój, uduchowienie. Jego fotografie wyglądają „malarsko” i zawierają duży pierwiastek symbolizmu, ponieważ można się w nich doszukiwać ukrytach znaczeń krążących wokół zagadnień ludzkiego mroku, nadziei, piękna.
James zaczynał karierę w 2012 roku projektem 365. Obecnie to artysta ukształtowany i doceniony, koncentrujący się na dokumentowaniu codziennego życia rdzennych amerykańskich społeczności, dalekich od świateł wielkich miast.

Evan James Atwood — niezależny amerykański filmowiec i fotograf rezydujący w Portland, zajmujący się dokumentowaniem życia lokalnych społeczności, często wykorzystujący w swojej pracy klasyczny, analogowy sprzęt fotograficzny.

Wybrane: Mistrzowie Photoshopa

Posiadanie kierowcy determinuje postrzeganie człowieka

DOMINIK KUREK O Ukrainie bez lukru

DOMINIK KUREK O Ukrainie bez lukru

O blichtrze i tzw. „pokazusze”

Pokazucha to pojęcie, które można by oddać staropolskim powiedzeniem „zastaw się, a postaw się”. Jest to zjawisko typowe dla ludów wschodu, jednak, mając porównanie z okresu zamieszkiwania w Moskwie, Kijowie i Taszkencie stwierdzam, że to właśnie na Ukrainie jest ono najbardziej uwypuklone, by nie powiedzieć, wynaturzone. Co eksponowały ukraińskie media po wizycie prezydenta Komorowskiego u Janukowycza tuż przed „Rewolucją godności”? Myliłby się ten, kto by pomyślał, że zawarte umowy, porozumienia itd. Nie. A to, że ich prezydent miał na ręce zegarek w przybliżeniu sto razy droższy niż nasz prezydent. Kto by wówczas pomyślał, że zegarek właśnie stanie się przyczyną kłopotów pewnego polskiego polityka, który pracował również na wschodzie…

Gdy Ukraińska delegacja przyjechała do Polski, ktoś zwrócił uwagę, że syn ówczesnego premiera Tuska jedzie do pracy tramwajem. Nie mogli uwierzyć, że taka bieda u nas panuje… Albo, że robimy to na pokaz.

Pokazucha nie omija, rzecz jasna, również osób duchownych. Przypominam sobie wywiad ze zwierzchnikiem Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego, Filaretem. Rzecz się miała jakoś zaraz po wyborze Franciszka na stanowisko zwierzchnika Kościoła Katolickiego. Wielu zdumiało wówczas, że Franciszek wsiadł, tuż po konklawe, do zwykłego autobusu i że ogólnie prezentuje skromną postawę. Redaktor prowadzący wywiad zagadnął o to Filareta. Ten bezceremonialnie odparł, że Franciszek się wygłupia i że ludziom na określonym stanowisku pewne rzeczy nie przystoją. Redaktor ciągnął więc dalej:
— Batiuszka, zarzucają wam, że jeździcie zbyt drogim samochodem. Czy przy ograniczonych funduszach Patriarchatu Kijowskiego mercedes za 200 tysięcy dolarów nie jest zbytkiem i czyż nie przeczy ideałom skromności, którym hołduje choćby Franciszek?
— Cóż. Jeżeli ukraiński przemysł wyprodukuje samochód zgodny z moimi oczekiwaniami, z chęcią się do niego przesiądę.

DOMINIK KUREK -- książka
Okładka książki Dominika Kurka „O Ukrainie bez lukru”. Wydawnictwo: Instytut Bronisława Szlubowskiego 2021. Źródło: materiały prasowe

A teraz kilka z moich własnych obserwacji na ten temat…
Ukraińcy lubią mieć coś na pokaz, co w oczach bliźnich czyni ich bogatszymi niż są w rzeczywistości. Zadłużają się na to konto po uszy, ale — w odróżnieniu od Polaków — zadłużają się nie na rzeczy faktycznie niezbędne do życia (Polak zadłuża się do końca życia na mieszkanie), ale na rzeczy szybko przemijające. Zresztą — na Ukrainie, z tego co wiem, wtedy, gdy tam mieszkałem, nie istniały kredyty hipoteczne w takim rozumieniu jak u nas. Deweloper, kiedy sprzedaje mieszkanie, kusi rozłożeniem spłaty na dwa lata, przy czym połowę wartości lokalu należy wpłacić od razu. Nie spotkałem się z wieloma osobami kupującymi mieszkanie, ale jedna dalsza znajoma uzbierała połowę wartości, a na drugą połowę pożyczała po rodzinie, przyjaciołach i znajomych.
Co innego, gdy chcesz kupić dobry samochód. Możesz go wziąć w kredycie na 20 lat pod zastaw nieruchomości. No i to jest chore, wszak dzisiejsze samochody to nie wołgi i łady, które jeżdżą po 40 lat — za dwadzieścia lat dzisiejszy samochód nadawać się będzie na złom. Ale kupują. Ukrainiec będzie nie dojadał i spał w nędznych warunkach, ale za to będzie jeździł wypasionym samochodem. Jak już wcześniej wspominałem, nas początkowo nie chciano wpuszczać do garażu bloku, w którym mieszkaliśmy, bo nasz trzyletni mały nissan nie budził szacunku…

Kilka przykładów. Przykład pierwszy: grał z nami w piłkę chłopak, na oko 30-letni, nazwijmy go Sasza. Przyjeżdżał na te nasze cotygodniowe meczyki terenowym Lexusem wartym w Polsce kilkaset tysięcy złotych. Nie był żadnym dyrektorem, prezesem czy urzędnikiem państwowym, który mógłby brać łapówki. Był tzw. planktonem biurowym. Spotykałem go również idąc do pracy jak pił kawę kupowaną w takich ruchomych kawiarniach — samochód typu pick-up, w środku ekspres, trzy-cztery rodzaje kawy, dość popularny wówczas w Kijowie interes. W końcu zapytałem Saszę, czemu codziennie pije kawę z tego przybytku, raz że to norm higienicznych nie przestrzega, dwa, że niesmaczne, a trzy, że w skali miesiąca to jednak się nie opłaca, dziś 10 hrn, jutro itd. A on na to, że mieszka w wynajętym pokoju z czterema kolegami bez dostępu do kuchni. Mają dostęp jedynie do łazienki, ale do kuchni nie, bo tak jest taniej wynajmować, więc żywi się na mieście. Zdziwiło mnie to, zapytałem więc, dlaczego sobie nie wynajmie czegoś lepszego. Nie stać go na wynajem czegoś lepszego, bo większość pieniędzy idzie na raty za Lexusa oraz na jego bieżące utrzymanie — paliwo, ubezpieczenie itd. Zapytałem więc, po co mu taki samochód, czy nie mógłby sobie kupić skromnego, małego, cztery razy tańszego, np. takiego jak ja mam. Spojrzał na mnie wówczas z pogardą i powiedział: „A co by ludzie o mnie powiedzieli, gdybym jeździł czymś takim?”. Okazuje się bowiem, że jak idziesz np. na rozmowę o pracę (a nie aplikujesz o stanowisko kasjera w markecie), to już na starcie jesteś przegrany jeżeli przyjeżdżasz starym samochodem, a już — grzech śmiertelny! — metrem. Znaczy to, że sobie nie radzisz i będziesz złym pracownikiem — tak usłyszałem wtedy od niego. Metrem jeżdżą bowiem studenci, biedota i zachodni pracownicy ambasad i korporacji. Porządny człowiek przyjeżdża samochodem, najlepiej nowym i jak największym. A jeszcze lepiej z kierowcą — ten wątek rozwinę później. Woli taki jechać trzy godziny w jedną stronę i trzy godziny wieczorem wracać (korki), niż przebyć tę samą drogę w 30 minut metrem.
Tak się złożyło, że znajoma Polka znała, jak się okazało, dziewczynę tegoż Saszy. Poznała ją gdzieś na zajęciach fitness. Gdy już się trochę zakumplowały, poszły na kawę i zaczęły rozmawiać „pa duszam”:
— A chłopaka masz?
— Mam
— Jaki jest?
— Ma Lexusa!
— No a jaki jest?
— Fajny.
— Mieszkacie razem?
— Nie, nie stać nas.
— Dlaczego?
— Bo on spłaca Lexusa, mieszka z kolegami w jednym pokoju, ja zarabiam mało, a mieszkam w dwóch pokojach z mamą, tatą, siostrą, jej mężem, ich dzieckiem i babcią.
— No to nie moglibyście sobie coś wynająć, albo sprzedać tego Lexusa w cholerę i za to kupić małą kawalerkę?
— Nie, no, co ty, on musi do pracy jeździć porządnym samochodem. A poza tym, zawsze chciałam mieć chłopaka z Lexusem.
— A gdzie, jeśli mogę się spytać, się kochacie?
— Przeważnie w samochodzie.
— No dobra, raz czy dwa na szybki numerek to może być fajnie, ale na dłuższą metę…
— Latem czasem, jak moi domownicy wyjeżdżają na daczę, to u mnie. A czasem też u niego w tym pokoju.
— No ale tam przecież jest zazwyczaj kilku kolegów!
— No, ale oni śpią…
Inny przykład. Jeszcze jeden znajomy z piłkarskiego boiska. Przykład prawdziwej, męskiej przyjaźni. Zgadał się z trzema kumplami, kupili razem na raty ogromnego SUV-a, nie pamiętam już jakiej marki. Każdy ma go po kolei do dyspozycji, każdy może użytkować co czwarty weekend. A jak któryś jedzie załatwić ważną sprawę, to inny występuje w charakterze kierowcy. Spłacać go będą solidarnie przez 10 lat. Co będzie potem, jeszcze nie wiedzą.

Oczywiście posiadanie kierowcy też determinuje postrzeganie człowieka. Wcześniej pisałem o J., któremu chcieli samochód ukraść w majestacie prawa. Wszyscy, nie tylko na jego poziomie, ale również wiele, wiele niżej — mają kierowców. Ulice Kijowa zapełnione są zaparkowanymi wszędzie samochodami z kierowcą czekającym w środku. Taki kierowca ma w sumie ciekawe życie — kilka godzin dziennie pojeździ samochodem świetnej klasy, a pozostały czas ma dla siebie — siedzi i czeka, może oglądać film, czytać, uczyć się języka (no — tu może przesadziłem). Najśmieszniejszy przypadek jaki widziałem przypomniał mi stare powiedzenie mojego dziadka — „A widziałeś, żeby sługa miał lokaja?”. Widziałem — w Kijowie. Otóż w naszym blokowym garażu parkował samochód marki Maybach, wart około pół miliona dolarów — przynajmniej za tyle chciał go właściciel sprzedać. Nawet 30 tysięcy chciał opuścić! Jego właściciel nie mieszkał nawet w naszym „elitarnym” nowym, tylko w pobliskim, starym bloku. W jakich warunkach — nie wiem, ale nie można wykluczyć, że też w pięciu w jednym pokoju. Rzecz jasna, miał kierowcę. Pewnego razu wracałem późnym wieczorem, wjechałem do garażu, za mną Maybach. Pasażer (właściciel) wysiadł, pożegnał się z kierowcą, poszedł do sąsiedniego bloku. Kierowca zaś zaparkował Maybacha, po czym przesiadł się do wielkiej Toyoty Prado, ale już nie jako kierowca, tylko pasażer. Z ciekawości zapytałem dozorcę, kto to był. To był kierowca tego z Maybacha — odpowiedział dozorca. A ten, co go wiózł? To jego kierowca!
Nie należą też do rzadkości takie kurioza jak instalacja LPG w samochodzie typu Porsche Cayenne, a właściciel takiego, kiedy tankuje, to albo gdzieś za miastem, żeby znajomi nie widzieli, albo robi trzy kółka wokół stacji, czy kogoś znajomego nie widać…

Ale nie tylko na samochody wydają Ukraińcy pieniądze, by się pokazać. Miejscowe pracownice naszego wydziału konsularnego (co prawda nie wszystkie) po wypłacie szły do klubów, w których wstęp kosztował jedną dziesiątą ich miesięcznego zarobku. Bo to taki elitarny klub… Kupowały też w sklepie dyplomatycznym bez cła, dzięki naszej uprzejmości, perfumy oraz drogi alkohol, wydając na to ponad połowę zarobków. A potem, wielokrotnie to widziałem, tydzień przed wypłatą jechały na suchych bułeczkach, choć ich zarobki znacznie przewyższały miejscową średnią…

Pokazuchy nie może zabraknąć również w sferze religijno-świątecznej. Gdy pojechałem z żoną w Wielką Sobotę święcić koszyczek, nie dowierzałem własnym oczom, jakie „koszyczki” przynosili kijowscy parafianie. Mniej więcej takie z jakimi chodziło się u nas niegdyś na zakupy czy grzyby — takie wielkie, wiklinowe. Największy (z tych, które widziałem, bo może był też większy) był bez mała rozmiarów parasola ogrodowego, a dźwigało go dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn. Czegóż w nim nie było! Dało się dostrzec puszki kawioru, butelki wódki, szampana i coca-coli, kurczaki w całości i w porcjach. Wszystko te kosze stały w głównej nawie kościoła w ten sposób, że nie dawało się przejść.

Pewnego razu w metrze spotkałem panią, która od wieków pracowała (i do dziś pracuje) w naszej ambasadzie, Polka zamieszkała od kilkudziesięciu lat w Kijowie. Pani była w towarzystwie jakiejś swojej znajomej, której w głowie się nie mieściło, że konsul może jechać metrem, bez ochrony, ot tak po prostu.

A już bardzo mnie rozbawiła rozmowa przed konsulatem, gdy przyjechałem kiedyś do pracy rowerem – mogłem sobie pozwolić na to, bo w pracy mieliśmy prysznic i tak dalej. Ktoś z kolejki szepnął, że w tej Polsce taka bieda że dyplomaci rowerami jeżdżą. „Gdyby brał jak nasi, to nie musiałby tak biedować…”.

Dominik Kurek „O Ukrainie bez lukru” — książka dotyczy lat 2009-2014.

Dominik Kurek — były wieloletni pracownik administracji publicznej w kraju i za granicą.
Zdjęcie na stronie głównej: Plac Niepodległości w Kijowie.
zamów książkę bezpośrednio u autora poprzez email: dominikkurek@op.pl

Emoralni*