Brak prokreacji. Antynatalizm

Sebastian Jadowski Szreder „Antynatalizm”

Wydawać by się mogło, że prokreacja jako proces powinna stanowić jeden z głównych celów cywilizacji, wręcz obowiązkowy jej filar. W końcu, jeśli dany gatunek — co dotyczy zarówno człowieka jak i zwierzęcia — nie płodzi potomstwa, naraża się na rychłe wyginięcie. Zapewnienie biologicznej ciągłości uchodzi zatem za logiczne i niezbędne. Nie każdy jednak podziela takie zdanie. Antynatalizm jako idea podkreśla, że powoływanie na świat nowych ludzi jest wysoce niemoralne, a wręcz, w niektórych antynatalistycznych nurtach, szkodliwe. Świat bowiem na ogół jest pełen cierpienia, a ci, którzy żyją, krok po kroku zbliżają się do śmierci i wyniszczenia planety.

Zobacz także: Strona, założona w 2003 roku, w sypialni pewnego 15 latka z Nowego Jorku, została określona przez brytyjski The Guardian mianem „obłąkanej, młodocianej, błyskotliwej i niepokojącej”.

Myślę, że w głowach wielu osób, które po raz pierwszy usłyszały o tej koncepcji, pojawiła się myśl: „Ale czy naprawdę ta idea jawi się jako poważna?”. Brak prokreacji to brak ludzi, co w efekcie wyniszcza całą cywilizację. Być może najbardziej oburzeni okażą się ci, którzy założyli już rodziny lub którzy głęboko wierzą w dogmaty swojej religii. Należy jednak skupić się na początkach idei antynatalistycznej, aby zrozumieć, że nie jest ona wcale nielogiczna, a tym bardziej — nie polega ona jedynie na wygodzie osoby nieposiadającej dziecka, choć ewidentnie idea ta ma i słabe strony.

Antynatalizm, jego korzenie i odmiany

Wielu badaczy, w kontekście omawianej idei, odwołuje się do postaci Davida Benatara oraz Petera Wessela Zapffe, lecz już w starożytności można doszukiwać się pierwszych przejawów antynatalizmu. Indoeuropejski lud Traków miał w zwyczaju opłakiwać nadejście każdego noworodka w swojej społeczności, ponieważ życie jawiło się dla niego jako pasmo bólu. Biblijna Księga Koheleta powtarza o marności ludzkiego żywota, więc nawet i w teologicznym ujęciu motyw antynatalizmu jak najbardziej się pojawia. Thomas Ligotti z kolei, w swym dziele pod tytułem „Spisek przeciwko ludzkiej rasie”, przedstawił ludzi jako niewolników niezdolnych do wyrwania się spod jurysdykcji własnej genetyki i pierwotnych instynktów zakodowanych w ich głowach od zarania dziejów.

Antynatalizm. Brak prokreacji
Na zdjęciu: Peter Wessel Zapffe (1899-1990) — norweski filozof, publicysta i pisarz, znany ze swoich pesymistycznych poglądów odnośnie ludzkiej egzystencji. Źródło: Wikipedia

Zasadniczo jednak nie istnieje coś takiego jak jeden konkretny nurt antynatalizmu. Posiada on wiele odmian i w każdej z nich motywy działania różnią od siebie. Jednym z rodzajów antynatalizmu jest jego odmiana pesymistyczna, zaliczająca się do najbardziej powszechnej i rozpoznawalnej. W sposób radykalny uznaje ona cierpienie za zjawisko powszechne, a samą egzystencję za beznadziejną. W życiu ludzkim nie istnieje wedle tej teorii możliwość znalezienia jakiejkolwiek całkowitej przyjemności, ponieważ nawet jeśli człowiek w pewnym momencie ją odczuje, zawsze skończy się to cierpieniem. Przyjemność zatem jest epizodem, który szybko dobiega końca.
Drugi rodzaj stanowi antynatalizm hedonistyczny, który wskazuje potrzebę minimalizacji obecnego i przyszłego cierpienia przy jednoczesnym zwiększeniu teraźniejszych przyjemności. W tym rozumieniu mniejsza dzietność powoduje mniejsze cierpienie dla osób, które pragną przyjemności w bolesnym i pełnym niewygód życiu.

Slide 1
Slide 3
Slide 2
next arrow
previous arrow

Antynatalizm może także przybrać formę ekologiczną, gdzie brak rozmnażania podyktowany jest koniecznością ochrony całego środowiska naturalnego przed zgubnym działaniem człowieka. Dzięki temu poziom emisji szkodliwych substancji ulegnie zmniejszeniu, mniej lasów zostanie wykarczowanych, obniży się także spożycie mięsa jak i wykorzystanie surowców, zwłaszcza tych nieodnawialnych.
Co wydaje się dość paradoksalne, antynatalizm może posiadać też swój wymiar chrześcijański. Jest to dziwne połączenie, zważywszy na fakt, że samo chrześcijaństwo jest nastawione na prokreację. Posiada ono jednakże proste uzasadnienie. Wyznawcy tego nurtu chcą podążać śladami Chrystusa, który jako postać biblijna nie posiadał dzieci ani nie utrzymywał kontaktów seksualnych.

Wydawanie potomstwa na świat – czy zawsze jest zasadne?

Gdyby w tej właśnie chwili ktoś kazał podnieść rękę każdemu, kto uważa, że płodzenie przyszłych pokoleń jest moralnie złe, raczej bym tej ręki nie podniósł… a przynajmniej nie natychmiastowo. Bo choć dla mnie osobiście antynatalizm stanowi koncepcję trudną do jednoznacznego zdefiniowania pod względem moralnym, to sensu nie można jej całkowicie odmówić. Wątpię jednak w celowość tej idei — według mnie jej założenia, w wyniku praktykowania antynatalistycznych postulatów, mimo wszystko mają niską szansę na realizację.
Przyjmijmy świat, w którym brak prokreacji został prawnie ustanowiony. Nie będzie już dalszych pokoleń, a narody wymrą, aby w ich miejsce za kilka milionów lat pojawiło się coś innego. Brzmi to jak poważne naruszenie podstawowych praw człowieka. Zabrana zostaje mu wówczas możliwość decydowania o swoim życiu, które w przypadku niezaspokojonego instynktu macierzyńskiego nie będzie mogło uzyskać statusu kompletnego.


Faktem jest, iż rodzice nie pytają dziecka o zgodę odnośnie tego, czy chce przyjść na świat. Nie musi jednakże wiązać się to z hedonizmem. Wyjątkowo samolubne wydaje się postępowanie ludzi chcących powołać na świat małego człowieka tylko dlatego, by uzyskać korzyści finansowe albo z czystej, często zaimplementowanej przez starszych członków rodziny, zasady głoszącej, iż tak po prostu powinno być.
W skrajnych przypadkach może okazać się z kolei, że dane osoby po prostu nie reprezentują wartości niezbędnych do prawidłowego wychowania dziecka. Wówczas istnieje ryzyko niewłaściwego jego rozwoju, zaniedbania czy różnego rodzaju działań przemocowych.
Jednak nie każdy rodzic płodzi potomstwo z egoistycznych pobudek i nie każde dziecko wini go za to, że przyszło na świat. Choć takie sytuacje czasem się zdarzają — przykładowo, w 2019 roku, Raphael Samuel z Indii wystąpił z zamiarem pozwania swoich rodziców właśnie z tego tytułu. Istnieje możliwość, że był to wyłącznie ostentacyjny wybryk, mający na celu zwrócenie na siebie uwagi lub uzyskanie korzyści finansowych, ale załóżmy na potrzeby tego przykładu, że teorie głoszone przez Samuela jawią się jako szczere. Jako antynatalista odczuwający cierpienie Raphael Samuel chciał uzyskać krótkoterminowe szczęście poprzez wygraną sprawę — to bardzo kłóci się z ideą klasycznego antynatalizmu. Po co uzyskiwać szczęście, gdy zaraz potem nadejdzie ból? I dlaczego wspomniany bohater z Indii nie postanowił zakończyć swojego życia, skoro stanowiło ono dla niego katorgę? Postawa i wybory Samuela wydają się kompletnie pozbawione sensu w kontekście wyznawanych przez niego koncepcji.

Antynatalizm. Emoralni
Bardziej kontrowersyjną definicją przeludnienia, postulowaną przez Paula Ehrlicha, jest sytuacja, w której ludność pogrążona jest w procesie wyczerpywania nieodnawialnych zasobów. Zgodnie z tą definicją, zmiany w stylu życia mogą spowodować, że przeludniony obszar nie będzie już przeludniony bez zmniejszenia liczby ludności lub na odwrót. Żródło: Wikipedia

Argumenty związane z koniecznością depopulacji w celu poprawy kondycji Ziemi już o wiele bardziej mnie przekonują. Benatar wspomina o krzywdzie, jaką człowiek wyrządza innym istotom, o przemysłowym chowie zwierząt albo o niszczeniu naturalnych obszarów przez zbytnią urbanizację. Jednak i tu pojawiają się pewne luki ideologiczne. Niektóre gatunki zwierząt bowiem objęte zostają specjalną ochroną właśnie przez człowieka, a ich częściowe wyginięcie niekoniecznie musi się wiązać z działaniami ludzkimi.
Jednocześnie brak chęci rozmnażania się nie zawsze można ustawić w tym samym rządzie co antynatalizm.
Niektórzy ludzie nie czują powołania do posiadania potomstwa, nie interesuje ich to albo zdają sobie sprawę z mogących pojawić się na ich drodze przeszkód, które stanowiłyby bariery w wychowaniu dziecka. Osobiście jednak nie negują prokreacji jako takiej.
Ja neguję z kolei nie tyle nieprzygotowanie, co niechęć do próby przygotowania się, aby zostać rodzicem. W dobie powszechnej cyfryzacji, gdzie dzieci często wychowują się za pośrednictwem maszyn, których dorośli obsługiwać najzwyczajniej w świecie nie potrafią; w sytuacjach, kiedy dorośli uważają, że ich kłótnie i szkodliwe nawyki mogą być prezentowane dziecku lub wręcz mogą je pochłaniać; w każdych pojedynczych przypadkach, gdy rodzic nie czuje potrzeby rozmowy z dzieckiem i nie wie, czym właściwie się ono interesuje, warto zadać sobie pytanie: czy rzeczywiście w tym konkretnym wypadku prokreacja jawi się jako uzasadniona?

Sceptycyzm wobec człowieka — warto go zachować

Antynatalizm w wielu swych odmianach bazuje na mizantropii, czyli niechęci do gatunku ludzkiego. I tu znowuż ktoś zada pytanie: „Jak człowiek może nienawidzić człowieka, skoro sam nim jest?”. Nie musi tu jednak chodzić o nienawiść, gdyż sama mizantropia także nie jest rozumiana w jedyny słuszny sposób.
Problem w tym, że sami się wyniszczamy, kawałek po kawałeczku. Według Immanuela Kanta „z krzywego kawałka drewna, z jakiego stworzony jest człowiek, nie da się zrobić nic prostego”. Zdanie to nie świadczy co prawda o tym, że człowiek jest zły, ale na pewno próbuje przekazać, że istnieje on jako byt niedoskonały. Wydaje mi się jednak, że prawie absolutnie nikt nie przejmuje się takim stanem rzeczy. Rodzice przekazują swoim dzieciom te same szkodliwe nałogi, zachowania oraz cechy charakteru, które wsiąkły w ich zachowanie, gdy sami przeżywali swoje dzieciństwo. To coś w rodzaju patologicznej tradycji bazującej na ciągnących się przez poprzednie pokolenia przekonaniach, że dane metody wychowania są dobre, gdyż zawsze występowały i były praktykowane. Krzywy kawałek drewna, mimo że nigdy nie osiągnie idealnego kształtu, leży sobie więc w tartaku i nikt nie zamierza się nim zająć.

Slide 1

26 pażdziernika, 2014

Wojny. Tortury. Zbrodnie. Ludobójstwo. Rasizm i prześladowania. Tylko historyczne fakty i opisy.


Schopenhauer, inny reprezentant zarówno mizantropii, jak i antynatalizmu, twierdził, że egzystencja człowieka stanowi błąd. Doświadczenie narodzin, jak i samego życia, jego zdaniem wiąże się z bólem. Nie przeszkadzało mu to jednak w zabawach z prostytutkami i piciu na umór. Swoim uczniom, zbulwersowanym takim zachowaniem, miał rzekomo odpowiedzieć, że „drogowskaz nie musi sam iść do miasta”. Do czego zmierzam? Ano do tego, że nawet ktoś taki jak Artur Schopenhauer z jednej strony zdawał sobie sprawę z życia w wybitnie źle zaprogramowanej rzeczywistości, a z drugiej nie czuł potrzeby stosowania się do własnych nauk. I to zachowanie właśnie wzbudza mizantropię i niechęć do społeczeństwa, które potrafi teoretyzować, jednak nie zamierza przejść do działań praktycznych.

Czytaj także: Kolejna odsłona wielkiej dyskusji o prawie do posiadania broni. Bowling for Columbine — film dokumentalny. Ogromną wartość filmu docenili nie tylko krytycy. Jest to pierwszy na świecie film dokumentalny, który odniósł również ogromny sukces komercyjny i przyniósł reżyserowi sławę.

Bardzo zresztą lubimy wszelkiej maści socjopatów. Seryjni mordercy stają się bohaterami popkultury. Karol Kot stał się bohaterem piosenki zespołu Świetliki. Jeffrey Dahmer otrzymał własny serial — w najbliższe Halloween na pewno kilkadziesiąt osób wpadnie na pomysł, aby zamiast za ducha albo czarownicę przebrać się właśnie za niego. I pal licho, jeśli będzie to pierwsza myśl zastąpiona potem drugą myślą mówiącą, że tak nie wypada. Ale podejrzewam, że niektórzy poprzestaną właśnie na tej pierwszej myśli. Od żony Mariusza Trynkiewicza mogliśmy natomiast usłyszeć w jednym z wywiadów, że przecież gdyby jego ofiary były grzecznymi i dobrymi dziećmi, to by ich nie zabił, bo nie bawiłyby się w miejscu, w którym na nie czatował. Przecież to logiczne.

Slide 1
Adam Martinakis
Slide 2
Slide 3
next arrow
previous arrow

Uważanie seryjnych morderców za osoby interesujące jeszcze bardziej nasila mizantropię. Każdy medal ma jednak dwie strony i ci, którzy postrzegają tych przestępców jako całkowicie złych, powinni zastanowić się, dlaczego tacy się stali. Ukształtowało ich środowisko rodzinne, niewłaściwie ich wychowano i nie poświęcano im dostatecznej uwagi. Kot, Dahmer i Trynkiewicz nie bez powodu zostali przeze mnie przytoczeni, ponieważ ich rodziny potencjalnie uznawane były za normalne. Przy takim Pękalskim czy Tuchlinie patologię łatwo było dostrzec, ale rodzice tamtej trójki nie wyróżniali się absolutnie niczym podejrzanym. Mimo to przez szereg drobnych, ale kumulujących się w wielką niekompetencję, błędów wychowawczych rodziciele doprowadzili do wyłonienia się z ich dziatek największego zła.

Jak już wspomniałem, nie jestem antynatalistą, dostrzegając w tej idei wiele niekonsekwencji. Twierdzę jednak, że wiele aktów narodzin wynika z nieprzemyślanych decyzji, samolubstwa lub wewnętrznych pragnień. Urodzenie dziecka staje się osiągnięciem, wychowanie zaś już żmudnym obowiązkiem.

Sebastain Jadowski Szreder — youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań „Incydenty Antoniego Zapałki”, hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Emoralni*